|
|HULK|
Czy obrażać się, gdy ktoś powie do nas "ty Hulku"?
Film ten typowany był na jeden z przebojów kasowych pierwszej połowy 2003, zaraz obok Matrixa Reaktywacji. Oczywiście zanim film dotarł do Polski znaliśmy już wyniki finansowe i komentarze na temat filmu... i m.in. dlatego nie stał się on hitem również i u nas :) Jakie są wobec tego filmu zarzuty? Nudny, przeintelektualizowany (trudne słowo :) zbyt poważny jak na ekranizację komiksu... Dlatego sporo osób posłyszawszy takie głosy nie poszło do kina (do kina na film, dobre sobie :) i o "Hulku" zapomniało.
Dlaczego ja poszedłem na ten film? Odpowiedź jest prosta: z ciekawości :) Bo o ile o X-menach (nawet fajne filmy z nimi) coś tam wiem, Spidermana znam od dawna (niestety film z nim nie przypadł mi do gustu, i to nawet bardzo :( to o Hulku nie wiedziałem praktycznie nic. Tylko tyle, że gdy dany facet się zdenerwi, robi się wielki i zielony i niszczy wszystko. "Fascynujące". Jednak zacząłem się dowiadywać conieco i ukazał mi się inny obraz Hulka - kłopoty z tożsamościami, których w doktorze Bannerze jest wiele, no i oryginalne, na tle x-ludzi, zdolności Hulka - ponoć gdy zasklepiała mu się rana w brzuchu, utknęły w niej palce i Osiłek musiał je sobie wyszarpywać; góry przenosi, sadzi skoki na 100 km itd... moce wręcz nieskończone. Tak, to mi się spodobało :) Dlatego ciekaw byłem, co to ten "Hulk" jest. Że film nudny, zawiły? Uzbroiłem się w cierpliwość (torebkę ciastek), poszedłem do kina...
Mieszane uczucia - tak to można podsumować. Połączenie filmu psychologicznego z bijatyką a'la X-towarzystwo... To tak jak śledź w czekoladzie - osobno dobre, ale razem nie za bardzo... Jak to najlepiej podsmował sympatyczny pan z kina: film dla nikogo. Dla dzieci zbyt poważny, dla starszych problemy psychologiczne zielonego wielkoluda będą nie do przełknięcia... Trudno się z tym nie zgodzić. A skoro i tak chyba nikt oprócz mnie tego filmu nie oglądnie, to bez skrupułów omówię fabułę :)
Początek filmu: świetna muzyka (Danny Elfman, jeśli nie pomyliłem imienia :) towarzyszy poczynaniom doktorka, który prowadzi eksperymenty na temat regeneracji. Całość świetnie pokazana (tak artystycznie normalnie tak jakoś), skutecznie przyciągnęła moją uwagę. Doktór dostaje bana na prowadzenie dalszych badań od wojskowego (złego) i kontynuuje je na sobie. Niestety w tym czasie nie uważał i urodził mu się synek, który jakieś tam symptomy bycia kimś innym przejawia...
W labolatorium dochodzi do wypadku. Matka z dzieciakiem (młodym Bruce'm) przezornie chowa się pod stół, bo takie są dyrektywy w całym miasteczku na pustyni, gdzie mieszkają pracownicy tegoż labolatorium. Tatuś wbiega do domu, wyciąga matkę spod stołu, prowadzi ją za drzwi "na rozmowę" (nie, nie jest pijany). Dzieciak jak to dzieciak - bawi się pluszakami i słucha narastających wciąż krzyków rodziców. W końcu drzwi się otwierają... Następuje przeskok o kilka lat (taki efekt dramatyczny :) Bruce jest w innej rodzinie, uczy się pilnie, zostaje naukowcem. Prowadzi badania nad (uwaga!) regeneracją. I tu już wiemy - wypadek, Bruce zostaje napromieniowany, odkrywa, że jego chore kolano się zaleczyło...
Pojawia się też jego zaginiony rodzic - otóż wojskowy (zły) zamknął go na 20 lat w wariatkowie (jak się okaże, słusznie :) i teraz tatuś wrócił, by odzyskać syna... Cokolwiek by to miało znaczyć. Dalsza część filmu to losy Bruce'a i jego dziewczyny, którą ratuje przed pieskami zmutowanymi przez tatusia (choć dlaczego tatuś nasłał te pieski, do teraz nie wiem). Sama walka, o dziwo, jest dosyć nudną sceną, obfitującą w kilka "kwiatków" - np. piesek wielki jak krowa wgryza się w potężne cielsko Hulka, ale przedniej szyby auta, w którym siedzi kumpelka Hulka, nie rozbije... i w ogóle jest ciemno i mało z tej walki widać :/ Ale kumpelka Bruce'a/Hulka jest przy okazji córką wojskowego (złego) i dla dobra ukochanego wydaje go na pastwę naukowców i wojskowych (złych).
Tam Bruce'a chcą wykorzystać w niecnych celach (stworzenie supersoldata) i pobudzają podświadomość doktóra, przywołując wspomnienia z dzieciństwa. W tym czasie tatuś Bruce'a, ścigany przez wojsko, uaktywnia swoje moce za pomocą tej samej metody, co syn (napromieniowywuje się). Pojawia się strażnik i tatuś opowiada mu, co się stało tego feralnego dnia, gdy wydarzył się wypadek w labolatorium na pustyni... Całość dosyć się fajnie komponuje...
W każdym bądź razie tatuś może się stać dowolną substancją (poważnie :) a synek staje się zielony i zaczyna się Efektowna Scena Filmu - Hulk ucieka przed wojskiem. Zjada rakiety, rozwala helikoptery, rzuca czołgami niczym Skolimowska młotem (to z czołgiem to fajna scena :) W końcu dociera do San Francisco, a tam atakują go myśliwce. Kiedy w końcu Hulk ma ciskać autami w helikoptery, widzi swoją kumpelę i pokornieje. Koniec Efektownej Sceny Filmu.
Nadszedł czas na Wielki Finał (choś jeszcze o tym nie wiedziałem :) Jeśli doczytałeś aż dotąd i nawet zdecydowałeś się "Hulka" obejrzeć (!!!) to tego akapitu nie czytaj, bo będzie najlepsze :) Wprawdzie sensowna fabuł zrobiła sobie na moment przerwę, ale i tak jest dobrze :) Otóż pozwolili Bruce'owi na widzenie z ojcem. Posadzili doktóra na krzesełku i otoczyli potężnymi generatorami, coby go spalić, gdy tylko zacznie się przemieniać (co jest tu bez sensu - tyle wysiłku, żeby mógł się zobaczyć z ojcem? No i ojciec wyraźnie go w tej rozmowie prowokuje, mówiąc, że przyszedł po prawdziwego syna, a nie tą skorupę, którą widzi teraz... dlaczego mu na to pozwolili?) Ale ojciec się wkurza, chwyta przewód elektroenergetyczny (wojskowi (źli) pozwolili mu na taką akcję, chociaż wszystko monitorowali!) i... przegryza go :) Dopiero teraz włączają generatory (ehhh...) i tatuś, który przecież może stać się wszystkim, zamienia się w 9-metrową błyskawicę (w tym momencie wybaczyłem powyższe debilizmy fabularne), a Bruce w Hulka. Tatuś-błyskawica oplata Hulka i razem lecą przez chmury... Lądują gdzieś na skałach. Tatuś staje się skalnym ludkiem i wbija się w ciało zielonego; ten wyrywa z siebie kawałki skały (świetna scena!). Wpadają do jeziora. Tatuś staje się wodą; wirowymi ręcami stara się pochwycić Hulka, aby ukraść, wycisnąć z niego całą energię. Hulk mówi - "chcesz, to bierz!" i oddaje całą moc. Dla tatusia-jeziorka to za dużo; ogromna kula wody unosi się w powietrze; na jej powierzchni odbijają się fragmenty życia tatuśka... pocisk nuklearny wystrzelony z helikoptera wojskowych (złych) kończy egzystencję szalonego naukowca jako atomowego deszczu.
No i kumpela Hulka zastanawia się, co też z Bruce'm się stało, a ten zaszył się w dżungli, rozdając lekarstwa biednym... Kiedy przyjeżdżają partyzanci (źli) i chcą lekarstwa zagrabić. Bruce mówi: "Nie chcesz mnie widzieć, gdy jestem zły". Koniec.
No i podsumuj to teraz człowieku. Niby tajemnica, co się stało, gdy otworzyły się drzwi (gdy Bruce był mały) ciągnie się przez pół filmu i momentami jest to dosyć ciekawe. Zaraz potem Bruce zmienia się w Hulka i jest radosna rozwałka... Ciężko to podsumować. Na uwagę zasługują momenty, gdy jest "obraz w obrazie" (jak w filmie "Telefon"), gdy akcja pokazana jest z kilku różnych ujęć - lubię taki trik :)
Końcówka, gdy Hulk walczy ze swym tatusiem, przekonała mnie jednak, że nie zmarnowałem 10 PLN na bilet. O ile resztę filmu mogę zapomnieć, to ostatniej akcji raczej nie :) Jeśli będziesz miał okazję, cierpliwość i pieniądze, to możesz się na obejrzenie "Hulka" zdecydować :)
"Hulk" - film nie dla każdego. Nudny, zbyt ambitny jak na ekranizację komiksu? Może. Ale na pewno oryginalny. Nie jest to przystępna, gładka opowiastka, to potrzeba cierpliwości i dużej dozy tolerancji :)
Więc warto poświęcić kilkaset minut życia na ten film? Tylko w przypadku, gdy jesteś NAPRAWDĘ ciekaw, co to ten Hulk jest. Jeśli oczekujesz wesołej opowiastki/ambitnej historii - zawiedziesz się.
Ocena:
-4/6 (dla osób ciekawych Hulka :)
-3/6 (dla wszystkich pozostałych :)
Mariusz Saint
|