|
|EQUILIBRIUM|
Wyobraź sobie świat pełen nienawiści. Świat pełen wojen, zbrodni i mordów. Świat, którym rządzi garstka ludzi, dla których nie ma wartości ludzkie życie i którzy są gotowi zrobić wszystko, by tylko odnieść z tego jak największe korzyści. Świat, w którym gniew i inne desrtukcyjne emocje popychają ludzi do wzajemnego mordowania i czynienia życia swego wroga piekłem. Ha, dziwne... jakbyśmy skądś tą znali, nieprawdaż?
A gdyby mogłoby być inaczej...?
Gdyby można było zapobiec zbrodniom, przestępstwom? A nawet wojnom? Gdyby można było sprawić, że ludzie przestaną nienawidzić się nawzajem, przestaną odczuwać potrzebę walki, pogrążania innych, a tym samym podniesienia siebie na wyżyny? Gdybyś mógł to zrobić - czy zdecydowałbyś się na to? Musisz jednak zapłacić pewną cenę. Jest nią... utrata wszelkich uczuć - gniewu, zazdrości, a także miłości, przyjźni i radości. Jednak dzięki temu można zaprowadzić na świecie wieczny pokój i wreszcie skończyć z tą mroczną stroną duszy człowieka.
Tak przedstawia się zarys świata "Equilibrium". Świata, w którym nie ma wojen i wyzyskiwania bliźnich, w którym to ludzie nie posiadają żadnych uczuć czy emocji. A to za sprawą niezwykłego środka, Prozium, który hamuje ich powstawanie. Głównym bohaterem filmu jest John Preston. Jest on Klerykiem, świetnie wyszkolonym urzędnikiem państwowym, który zajmuje się likwidacją ludzi, odmawiających przyjmowania Prozium. Często przechowują oni wielkie dzieła sztuki i kultury. Jako potencjalne źródło emocji są one oczywiście zabronione. Zwykle niszczy się je, razem z wcześniejszymi posiadaczami. Preston jest jednym z najlepszych Kleryków, dzięki czemu pnie się coraz wyżej w hierarchii. Wszystko więc wydaje się układać po jego myśli. Jednak do czasu. John odkrywa, że jego partner także jest uczuciowcem i z miejsca akcji przemyca zabronione dzieła. Kleryk musi go zlikwidować. Jednak zaczyna... "czuć" (jeśli można tak powiedzieć - przecież regularnie zażywa swoją dawkę Prozium) coś dziwnego. Może jest to coś podobnego do uczucia, kiedy policja spaliła jego żonę za zbrodnię emocji. Wszystko to oddziałuje na Prestona, który pewnego ranka niechcący niszczy swoją dawkę. Powinien udać się do Equilibrium, budynku, w którym jest rozdzielane Prozium, jednak tego nie robi. Z każdą chwilą doznaje on nowych wrażeń...
Na początek muszę wyrazić swój zachwyt dla odtwórcy głównej roli, którym jest Christian Bale. Prócz niego w filmie wystąpili Taye Diggs, Emily Watson i Sean Bean (znanego szerzej - czyli także mi - głównie z roli Boromira we "Władcy Pierścieni". Nota bene według mnie najlepszy aktor "Drużyny Pierścienia"). Bale jednak zasługuje na szczególną pochwałę, ponieważ znakomicie odtworzył charakter buntującego się Kleryka. Na początku odstręcz nas jego sztywność, brak emocji i litości. Potem stopniowo obserwujemy jego przemianę, jak zaczyna odczuwać najpierw niepokój, potem zdziwienie i coraz większe wzruszenie nowymi doznaniami,jakimi są poczucie piekna i estetyki, uczucie współczucia i miłości. Bardzo podobała mi się scena, w której Preston po raz pierwszy słyszy muzykę. W ogóle świetnie obmyślona, a nasz aktor zachwyca wykonaniem. Cała jego gra pozwala wczuć się w postać, zrozumieć jego umysł, przeżywać razem z bohaterem wszystkie te nieznane przecież emocje, a także dać się ponieść klimatowi filmu.
Co do klimatu, to w tym filmie go nie zabraknie. Świat Equilibrium pozwoli nam się ponieść. Jest on bardzo charakterystyczny i ma to "coś".
Film zawiera wiele efektownych scen walki. I jeśli ja mówię, że podobała mi się scena walki, to znaczy, że jest naprawdę dobra, ponieważ moja niechęć do tego typu rozrywek jest bardzo trudna do przezwyciężenia. A sceny w Equilibrium podobały mi się może dlatego, że czasami są inne niż wszystkie. Na przykład strzelanina na początku, która rozrywa się w całkowicie zaciemnionym pomieszczeniu. Przez chwilę z zapartym tchem czekamy na to, co się stanie, a po chwili omal nie dostajemy oczopląsu od błysków broni palnej, które rozdzierają mrok. I jeszcze jedna, czyli walka finalna. Mamy to pokaz czegoś dziwnego, czegoś w rodzaju fechtunku z pistoletami polega to na tym, że postacie walczą niby wręcz, jednak trzymają w ręku pistolet i próbują go wycelować w przeciwnika. Tamten jednak odpycha go na bok, co w pewnym sensie zastępuje blokowanie ciosu. Cała walka jest bardzo szybka i dynamiczna. Ja tam nie jestem znawcą tego tematu, ale dla mnie to całkowita nowość. Brawo, brawo!
Jak to zwykle bywa w filmach science-fiction, bardzo ważne są w nich efekty specjalne. Według mnie nie ma tu na co psioczyć. Zostały wykonane całkiem profesjonalnie, chociaż może to nie to samo, co możemy zobaczyć w najnowszym "Matrixie" czy "Władcy Pierścieni". Nikt tu jednak nie powinien narzekać.
Były efekty, przyszedł czas na muzykę. Nie jest to jakaś rewelacja, ale mimo wszystko kawał pożądnej roboty. Muzyka pasuje do filmu, podkreśla niektóre momenty i pozwala w pełni wyrazić się obrazowi.
Żeby nie było, że tylko chwalę, muszę także trochę ponarzekać. Wielu może narzekać na pewne naśladownictwa innych dzieł tego gatunku, szczególnie "Matrixa" (zresztą w reklamie usłyszałem hasło: '"ajlepszy film sf od czasów Matrixa"). I rzeczywiście. Stroje kleryków bardzo przypominają te, które zwykli nosić bohaterowie tego kultowego filmu (na szczęście oszczędzono nam ciemnych okularów, bo tego to już chyba wielu by nie zniosło), przedstawione jest społeczeństwo, które zostało zniewolone, a główni bohaterwie starają się pokonać rządzących. Jedna ze scen jest dla mnie kopią z pierwszego "Matrixa", kiedy to Neo i Trinity wchodzą do wieżowca do sali pełnej kolumn i staczają walkę z antyterrorystami. Wszystko to rzuca cień na film, bo przecież naśladownictwo sprawdzonych sposobów nie jest niczym zły - byle tylko nie przecholować.
"Equilibrium" to naprawdę bardzo dobry film, klimatyczny, dotarczający i dużo rozrywki, i dużo przemyśleń. Z czystym sumieniem polecam. Na zakończenie chciałem jeszcze pochwalić ostatnią scenę, a właściwie jej ostatnie ujęcie (ci, którzy oglądali, wiedzą, mam nadzieję, o co chodzi :)). Reżyser wykazał się tu dużym wyczuciem i wiedział, co jest potrzebne do dopełnienia filmu.
Ocena: 8+/10
Burok
burok@go2.pl
27 sierpnia 2003
|