.................|B i u l e t y n|........
..........................|F i l m o w y|.


spis treści | poprzednia strona | następna strona


|DZIEŃ ŚWIRA|

"Boję się rano wstać.
Boje się dnia.
Codziennie rano boje się otworzyć oczy.
Ze strachu przed świtem.
Zupełnie nie wiem co zrobić z nadchodzącym dniem."

Nigdy specjalnie nie zachwycałem się polskimi filmami. Nie bawiły mnie polskie komedie (no może z kilkoma wyjątkami). Nie zachwycałem się polskim aktorstwem w stylu Lindy czy Pazury. Senny okres, zdominowany przez liczne klony sławnych powieści ("Quo Vadis", "Zemsta" i inne) dobitnie dawał do zrozumienia, że "nasza" kinematografia umiera śmiercią wolną, bolesną i nudną. Brak pomysłów, nawet na komedie, które okazywały się bardziej żałosne niż śmieszne. Jednak premiera pewnego polskiego filmu wniosła rześki powiew świeżości w nasz szary, kinowy światek. Mowa tu o dziele Marka Koterskiego o wiele mówiącym tytule: "Dzień świra".

"Mam niby jakieś obowiązki, a przecież... pustka.
Jakby zupełnie nie miało znaczenia, czy wstanę, czy nie wstanę.
Czy zrobię coś, czy nie zrobię.
Higiena, jedzenie, praca, jedzenie, praca,
Palenie, proszki, sen."

Czterdziestodziewięciolatek - Adam Miauczyński - przeżywa kryzys wieku średniego. Życie mu się nie udało. Wielkie nadzieje spełzły na niczym. Praca, która miała być jego powołaniem, stała się katorgą. Ożenił się bez miłości. Ma myśli samobójcze. Numeroman, perfekcjonista i hipochondryk. Jak widać niezwykle barwna postać. Idealna wręcz do ambitnego dramatu psychologicznego. Jednak nie w tym filmie. "Dzień świra" jest bowiem komedią ale niezwykle inteligentną, mającą w sobie też coś z filmu obyczajowego. W postać głównego bohatera wcielił się Marek Kondrat i uważam, że spełnił swoje zadanie znakomicie. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, iż jest on stworzony do tej roli.
Film poraża swoją oryginalnością. Nie jest podobny do żadnej innej polskiej produkcji jaką miałem okazje zobaczyć. Cała fabuła obraca się wokół głównego bohatera. Ten zaś prowadzi przez większą część filmu monolog z samym sobą. Co najciekawsze, teksty napisane przez scenarzystę (również Marka Koterskiego), chociaż obfitujące często w wyrazy niecenzuralne (polskie kino - wiadomo), są nie tylko nie pozbawione szczypty humoru ale i zmuszają nas do myślenia:

"Osiem lat podstawówki, cztery liceum,
Potem pięć bite studiów, dyplom z wyróżnieniem,
Dwadzieścia lat praktyki,
I oto mi płacą... jakby ktoś dał mi w mordę".

W "Dniu Świra" występuje cała plejada polskich gwiazd. Aktorzy, choć znani (między innymi Bożena Dykiel, Joanna Sienkiewicz, Cezary Pazura, Piotr Machalica, Cezary Żak i inni) nie są wystawiani na pierwszy plan. Grają tylko epizodyczne role i są widoczni tylko w pojedynczych scenach. Wyjątkiem jest Andrzej Grabowski (świetnie wcielił się w postać sąsiada), który pojawia się dość często na ekranie. Taki pomysł przedstawienia akcji uważam za niezwykle trafny. Pozwala on bowiem skupić się tylko na głównym bohaterze a przecież on jest tu najważniejszy.
Jak wygląda dzień "naszego" świra? Zaczyna się niezwykle szczegółowym, porannym rytuałem, którego poszczególne elementy Adaś opanował do perfekcji (brawa za scenariusz!). Później jest już tylko gorzej. Sąsiad słuchający Chopina na cały regulator, zderzenie się ze skrzynką na listy, atak jamnika, nieudolnie przeprowadzona lekcja (główny bohater jest nauczycielem języka polskiego), hałas kosiarki, męcząca podróż pociągiem. Problemy, z którymi boryka się każdy z nas, dla niego są główną przyczyną załamania nerwowego. Tak to już jest w filmach Koterskiego, że zazwyczaj, gdy bohaterowi jest smutno, to widzowi jest wesoło.
Wszechobecny pech jaki spotyka Adasia, a także bijąca zewsząd ludzka nienawiść i głupota stały się znakomitą przykrywką do sparodiowania polskiej rzeczywistości. Reżyser bez wahania drwi z subkultur młodzieżowych, właścicieli psów (i to dość często), lekarzy, durnych nastolatek, reklam telewizyjnych, manifestacji, dziwnych przesądów, a nawet z obrad sejmu:

"Moja jest tylko racja.
I to święta racja.
Bo nawet jak jest twoja,
To moja jest mojsza niż twojsza,
Że właśnie moja racja jest racja najmojsza!!!"

Ciekawą scenę widzimy w momencie, gdy politycy wyrywają sobie nawzajem polską flagę. Szarpią się o nią i wrzeszczą, aż ta w końcu krwawiąc rozrywa się na pół. Warto to przemyśleć.
Jedną z wielu zalet tej polskiej produkcji jest jej uniwersalność. Mam na myśli to, że film jest śmieszny zarówno dla młodzieży, jak i dla przedstawicieli starszego pokolenia. Osiągnąć taki efekt nie jest łatwo ale, jak widać, reżyserowi się to udało. Kolejną ciekawostką (czy może raczej oryginalnym pomysłem) jest cyfra siedem, przewijająca się przez cały film. Bohater miesza herbatę siedem razy (trzy razy w lewo i cztery razy w prawo), dzień rozpoczyna siedmioma łykami wody mineralnej, wiek Adasia Miauczyńskiego to 49 lat (7x7). Takich przykładów jest dużo więcej. Nawet premiera odbyła się... 7 czerwca. Warto również zwrócić uwagę na muzykę, która znakomicie komponuje się z niektórymi scenami. Oprócz tej, stworzonej na potrzeby filmu (skądinąd świetnej) słyszymy także dzieła klasyczne, na przykład "Etiudę Rewolucyjną" Fryderyka Chopina.
Jedno jest pewne. Oglądając "Dzień świra" obce jest nam słowo "nuda". Tu wszystkie sceny są tak żywe i oryginalne, że aż czujemy ten dziwny powiew nowości, tak obcy w innych polskich produkcjach. Teksty, jak już wcześniej wspomniałem, są niezwykle ciekawe, czasami zahaczają nawet o głębokie, filozoficzne przemyślenia. Częściej jednak, są po prostu, zabawną krytyką polskiej rzeczywistości. Jestem pewien, że niektóre z nich trafią do języka potocznego i osiągną miano "tekstów kultowych". Takich jak np. w "Seksmisji". Czy mamy więc do czynienia z filmem, który na stałe zapisze się w historii polskich komedii? Mam nadzieje, że tak. Dodam jeszcze tylko, że "Dzień świra" zdobył 4 nagrody na XXVII Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni (najlepszy film, najlepsza rola męska dla Marka Kondrata, nagroda za "twórcze przedstawienie współczesności" dla Marka Koterskiego, nagroda za dźwięk) co utwierdza mnie w przekonaniu, że jest to najlepszy polski film jaki widziałem w 2002 roku.

"-Czy byłby pan tak uprzejmy i pomógł mi zdjąć bagaże?
-Nie!!!"

Lord Tomo
LordTomo_58@poczta.fm


|strona 8|