|
|D-TOX|
Kolejny
nieco podstarzały film. Jednak jest to najnowszy film jednego z
najlepszych, a na pewno najlepiej znanego aktora USA. O kim mowa? Oczywiście
o Sylwestrze Stallone. Właściwie wybierając ten film popatrzyłem
tylko na aktora i już wiedziałem, że spędzę jakiś czas w bardzo miłym
towarzystwie. Niestety zawiodłem się. Chociaż znając samą fabułę
nie jest ona taka zła. A jaka jest? Już mówię.
Funkcjonariusz
FBI rozwiązuje pewną bardzo brzydką sprawę, która jest nie miła
dla wszystkich policjantów. Otóż ofiarami mordercy psychopaty padają
sami obrońcy prawa. Są to zarazem osoby bliskie naszemu bohaterowi,
dlatego on sam mocno to przeżywa. Gdy wcześnie rano Monlley (Stallone)
przybywa do domu kolejnej ofiary widzi przerażający widok. Jego
przyjaciel został pozbawiony oka wiertarką, a policyjna pałka została
włożona do jego buźki. Gdy zaczynają szczegółowo przyglądać się
ciału dzwoni telefon, tajemniczy głos chce rozmawiać z naszym
funkcjonariuszem, gdy ten podchodzi do telefonu morderca już morduje
jego żonę. Po tej stracie Monlley nie może się pozbierać wpada w nałóg
alkoholowy. Jego przyjaciel zabiera go do specjalnego miejsca
stworzonego przez byłego policjanta. Miejsce to jest gdzieś na
odludziu, a żeby było zabawniej w koło jest naprawdę dużo śniegu i
są zamiecie. Tak czy siak Monlley trafia do miejsca gdzie są
policjanci którzy próbowali skończyć tak jak chciał zrobić to nasz
bohater. Choć
od dawnej sprawy funkcjonariusza minęło już sporo czasu to okazuje się,
że miejsce gdzie są sami policjanci jest idealne dla mordercy. Wkrótce
zaczynają pojawiać się pierwsze ofiary.
No
i właściwie temat jest ciekawy i poruszający. Brutalne morderstwa na
policjantach, policjant który jest w wielkim dołku psychicznym i jest
zmuszony do rozwiązania zagadki i wreszcie klimat grozy i niepewności.
Czego więc brakuje? Właściwie to niczego i wszystkiego. Jest wiele
rzeczy których jestem ciekaw. Po pierwsze dlaczego takie miejsce na
odwyk mieści się gdzieś pod kołem biegunowym, czy nie może to być
gdzieś bliżej cywilizacji? Po drugie dlaczego warunki w jakich są
przetrzymywani policjanci porównywane są z tymi więziennymi? Dlaczego
współlokatorzy są dla siebie tacy... niemili? Wiele jest takich pytań
na które nie znam odpowiedzi. Wydaje mi się, że to wszystko jest
mocno naciągane. Można by wymyślić coś innego, nowatorskiego, a nie
powielać już istniejące sposoby. W filmie można też się nieźle
pogubić, na dobrą sprawę to nie wiadomo w końcu kto jest tym dobrym
a kto złym. Współlokatorzy są do siebie, że tak powiem... bardzo
podobni. Oczywiście każdy domyśli się, że masowe samobójstwa (jak
sądzono) są spowodowane przez kogoś trzeciego, ale przez kogo? Tego
już się nie dowiemy. Również sytuacja gdy to wiadomo, że po okolicy
chodzi morderca podający się za policjanta i wszyscy nagle zaczynają
wybiegać z tego domu (schronu?) i biegają sobie po śniegu gdy
jest cholerna śnieżyca jest dla mnie niezrozumiała. Po co mają biegać
tam i z powrotem skoro można sobie siąść w jednym miejscu i już.
Wygląda to tak, że jedni chcą sprowadzić pomoc, drudzy idą za nimi
by ocalić ich przed mordercą, a ci co zostaną są zamordowani i
sytuacja zaczyna się od nowa. Ktoś może powiedzieć, że jeżeli
wszyscy siedzieli by na jednym miejscu to nie byłoby filmu, bo co to za
przyjemność oglądać siedzących ludzi. Dobra zgadzam się z tym, ale
żadną przyjemnością jest oglądanie kilku facetów biegających tam
i z powrotem.
Inną
sprawą jest to, że ja przyzwyczaiłem się do innego Stallone. To on
miał uciekać, a nie ganiać za zbrodniarzem. Po za tym nie jest już
tak przekonywujący jak kiedyś. Może się starzeje? Nie wiem czy zauważyliście,
ale aktor ten zaczyna grać coraz lżejsze role. Nie tak dawno mogłem
obejrzeć go w filmie "Driver", który miał naprawdę mało
wspólnego z wcześniejszymi filmami tego aktora. Nie ma co gadać tylko
trzeba stwierdzić, że pan Sylwester schodzi na psy (ale ja lubię psy
:)). Informacją godną uwagi jest też to, że film ten nie ukazał się
nawet w amerykańskich kinach, a od razu poszedł do wypożyczalni, co
chyba o czymś świadczy. Oczywiście my tutaj w Polsce mamy inną
sytuację i mentalność i nam to się może
podobać, bo jak już wspomniałem wszystko co powinien mieć thiller
jest tutaj i teoretycznie nie ma się do czego przyczepić. Jednak
wykonanie jest już gorsze. Szkoda takiego tematu, bo motyw mordercy
psychopaty który zabija policjantów bardzo brutalnie jest naprawę
bardzo ciekawy, a w tym przypadku spartaczony. Nie rozumiem też jeszcze
jednego może już nic nie znaczącego elementu. Otóż gdy lecą sobie
literki końcowe to słyszymy muzykę, a tutaj to jest chyba piosenka o
kocie pani Jóźwiakowej. No ludzie kto to słyszał, żeby (jak by nie
było) poważnego filmu puszczać jakieś amerykańskie disco-polo. Oj
nie postarali się niektórzy, nie postarali.
No
tak, pozostaje mi tylko ocenić czy polecić wam ten film czy też nie.
Powiem tak, jeżeli nie macie kompletnie nic do obejrzenia to możecie
sobie obejrzeć, a jeżeli jest przed wami coś innego to spokojnie możecie
z niego zrezygnować.
Dishman
dishman@poczta.fm
Ocena: 5,5/10
thiller USA 2000
reżyseria:
Jim Gillespie
scenariusz: Ron L. Brinkerhoff
na podstawie: książki Howarda Swindle'a pt. Jitter Joint
zdjęcia: Dean Semler
muzyka: John Powell (I)
scenografia: Gary Wissner
Obsada:Sylvester Stallone, Charles Dutton, Polly Walker (II), Tom Berenger, Angela
Alvarado, Dina Meyer
|