Mondry ryjality szoł ;)
Nadałem temu tekstowi mało mówiący tytuł, bo na początek mam zagadkę. Jak nazywał się pierwszy w naszej telewizji reality show? "Big Brother"? "Agent"? "Ryzykanci"? No niestety, żadna z tych odpowiedzi nie jest prawidłowa...
Bo programem tym było nic innego, jak "Fort Boyard"... :) Może już niektórzy kojarzą. Telewizja ATV - kilka lat temu. Ta "teleatrakcja" - bo tak wówczas określano tego typu teleturnieje - biła na łeb wszystkie dzisiejsze reality show. Zarówno pod względem zasad, jak i wykonania. Wprawdzie program nie był nagrywany w Polsce, a we Francji (i nie przez nas, a Francuzów :)), ale przecież popularni "Ryzykanci" też nie byli naszą produkcją... Ostatnio pomysł spodobał się Niemcom - i nadawali własną wersję na PRO 7. Czy będzie polska edycja? A kto by ją nakręcił - TVN?! Śmiechu warte - ich stać jedynie na najtańsze g**na. Już prędzej Polsat - ale on nie będzie chyba ryzykować przy naszej niezdecydowanej widowni. W każdym razie we francuskiej - pierwszej wersji brały udział drużyny z całej Europy. Polski komentator (BTW: Augustyn Dobrzański - tłumacz filmów) wciąż czekał na drużynę z naszego kraju. Chyba się jednak żadna nie zgłosiła. Dobra, już zaczynam!
Scenerią programu nie były jakieś tam baraki pod Sękocinem, ale budowla naprawdę oryginalna. Chować TVN - ATV rządzi! :) Tytułowy Fort Boyard to kilkusetletnia budowla z czasów Napoleona, w dodatku z czterech stron otoczona morzem. Czy Big Brother nie wydaje się Wam teraz niskobudżetową produkcją? Poczekajcie, to dopiero się rozkręca.
Cóż oto mogła taka drużyna robić w tym zamku? Relaksować się? Wegetować? :) Wygłupiać? No cóż, może byłoby to i tak ciekawsze, niż w sękocińskich slumsach, ale przecież nie po to wkłada się mnóstwo kasy w jakiegoś kolosa na morzu... Organizatorzy nie omieszkali zorganizować naszym uczestnikom ciekawych i naprawdę trudnych zadań... Zapomnijcie o meczach piłki nożnej w błocie albo układaniu piosenek dla kur (BB). Jeśli już można ten program do czegoś porównać, to chyba troszkę do "Agenta". W tzw. celach fortu umieszczono przeróżne machiny i przyrządy. Należało wykorzystać je tak, aby dostać się do kolejnych "upragnionych" kluczy. W konkurencjach liczyła się zwykle nie tylko siła, ale i spryt. Zadania były przeróżne - począwszy od sprawnościowych, polegających na przykład na wspinaniu się po śliskich ścianach, przechodzeniu po ruchomych cylindrach (takich metalowych rurach :), celowaniu wodą do instalacji, z której powoli wynurzał się klucz, a kończąc na czysto fizycznych: np. tradycyjnym siłowaniu na rękę. Inne bywały bardziej spektakularne i widowiskowe: "latanie" za pomocą dosyć zabawnego urządzenia, chodzenie po ciemnym tunelu albo przedostawanie się pomiędzy linkami tak, aby żadnej nie poruszyć (to dosyć znana "zabawa" - po dotknięciu linki klucz wpadał w "przepaść" :)). Jedna z ciekawszych konkurencji polegała na wydostaniu się wąskim "korytarzem" z metalowej instalacji, tak, aby zgubić jak najmniej monet. Nie było to łatwe przy "oburęcznej zajętości" [(c) Ferdziu Kiepski]. Następnie za kasę kupowało się (bodajże) wskazówki, odgadywało zagadkę, dostawało klucz (prościzna! ;)). Ale to i tak tylko niewielka część zadań. Dla utrudnienia każde z nich wykonywało się na czas. Po jego upłynięciu zostawało się zamkniętym w celi na zawsze... tzn. do końca odcinka. ;)
Wspomniałem coś o drużynie. No właśnie - tutaj nie było miejsca dla chorej rywalizacji i idiotycznego nominowania. Owszem, walczyło się - ale z zadaniami przygotowanymi przez organizatorów - nie pomiędzy sobą. Tak więc - pełna współpraca. :) Czyli dla TVN pomysł jest spalony, bo nie będzie można zbijać kasy na SMS-ach z nominacjami... I to ma być najlepsza TV w Polsce? BTW: moim zdaniem najlepsze JUŻ były...
Gdy drużyna uporała się z kluczami, wcale nie był to koniec... Należało jeszcze zdobyć wskazówki, aby odgadnąć finałowe słowo na podstawie skojarzeń (dosyć luźno związanych z hasłem, co utrudniało grę). A sposób działania, był identyczny, jak w przypadku kluczy - tyle, że kartki z podpowiedzią zwykle po upływie czasu ulegały samozniszczeniu. :)
Cały program utrzymany był lekko w stylu fantasy. :) To mogło czasem doprowadzić do lekkiego ROTFL, jak to Qn'ik określa. :) Żartuję oczywiście, ale niektóre postaci ("mieszkańcy fortu") były co najmniej śmieszne. Przykładowo, na wieży przesiadywał sobie taki dziadek (Niemcy wymienili go na ładną blondynkę :)), który co jakiś czas zadawał zagadkę wytypowanemu z drużyny "intelektualiście". Zła odpowiedź - i klucz lądował w wodzie. Ale ten akurat był "pewniakiem", bo zawsze ktoś musiał go wręcz z niej wyciągnąć.
Ostatni etap gry odbywał się na zamkniętym dziedzińcu fortu. Dla spotęgowania nastroju chodziły sobie po nim tygryski, które na czas finału zamykano w klatkach (a szkoda ;)). Zadanie polegało na przyciśnięciu odpowiednich liter hasła na takiej "klawiaturze" w podłodze. Mechanizm działał tak, że realizator naciskał po kryjomu wajchę. ;) Potem zwykle wysypywały się pieniążki, które trzeba było wygarnąć z wąskiego zbiornika i przenieść na wagę. Po upływie czasu plac zamykano i wpuszczno tygryski (bywało apetycznie ;)).
Program oglądałem kilka lat temu. Nie wiem, czy teraz też by mnie zainteresował, ale i tak będzie moim faworytem, jeśli chodzi o reality show. Choć może wydawać się trochę "dziecinny", to jednak podglądanie kłócących się kretynów uważam za znacznie mniej poważne. "Fort" ma nad konkurentami przynajmniej jedną przewagę - nie jest idiotyczny. Chociaż na pewno zalet jest dużo więcej. I nie mówić mi, że to nie był reality show... W przeciwieństwie do tych wszystkich "Agentów", "Wielkich Bratów" i "Barów", to właśnie tu zachowania były prawdziwe.
A tekst napisałem, żeby wyrazić moje zdanie o programach w stylu BB. :)
Zapraszam na stronę o mediach, telewizji, komputerach, programowaniu...
.: www.strony.wp.pl/wp/em_soft :.
... oraz do mojego serwisu medialnego w nowej odsłonie
.: www.strony.wp.pl/wp/mediaboss :.
Majkell
for_am@wp.pl