EDUSAT TV
wykładzik lepszy niż komedia :)

Tak, to znowu ja. Ten Majkell, który z reguły opisuje nie oglądane przez nikogo programy. :) Ale mam w tym swój cel, bo co tydzień na moim stoliku lądują wypachane po brzegi koperty... ;) ...ups, nie ta bajka. :)

Jeśli czytaliście już drugą część mojego rankingu stacji (i mocno wierzę w to... ;)), to na pewno wiecie już, co takiego kryje się pod nazwą Edukacyjna Telewizja Satelitarna. Jeśli nie, to może tytuł tego arta coś Wam podpowie. :) No jasne... ;) - to taki kanał, co transmituje wykłady jednej z prywatnych uczelni (WSSE).

Pewnie zastanawiacie się, co mi znowu odbiło, że w wakacje oglądam wykłady... Ech, musicie mnie zrozumieć. ;) Po pierwsze - robię to rzadko. Po drugie - od kwietnia nie byłem w szkole (nie licząc matur). Nie to, żebym się specjalnie spieszył na studia (No co Wy?! ;)), ale pół roku bez szkoły to sytuacja trochę nienormalna (choć, nie powiem, bardzo przyjemna :)). A pamiętam jeszcze ostatnie dni w moim liceum - kiedy w czasie "lekcji" siedziałem sobie w czytelni na necie. :)

I oto wczoraj, po raz kolejny przeglądając zaskakującą ofertę wszystkich kanałów, i z niewiadomych przyczyn nie mogąc znaleźć nic ciekawego :), zobaczyłem coś, co przypominało wykład z języka polskiego. "Dziwne - takiego jeszcze tu nie widziałem". Ale z racji tego, że była to jakaś gramatyka, postanowiłem chwilę pooglądać. Nie ukrywam, że to mnie zawsze w polskim interesowało (skoro już coś musiało :)).

Szybko okazało się, że to chyba nie był tradycyjny język polski, a jakaś nauka o języku czy nawet językach (językoznawstwo albo inna lingwistyka :)). Prowadził go prof. Marian Jurkiewicz, którego nietypowe poczucie humoru sprawiło, że zostawiłem pilota w spokoju. ;) Tak, to właśnie cenię w wykładach najbardziej. :)

Okazało się, że ten wykładowca ma także ciekawe podejście do tematu. Czy wyobrażacie sobie, że polski można wykładać... matematyką? :)

L = {Zk, R}i

Też byłem zdziwiony. To, co zapisałem to definicja języka. L (język) jest zbiorem Zk (znaków komunikatywnych) i R (reguł gramatycznych), używanych w celu przekazywania informacji (i). Dostałem się na uczelnię techniczną, więc pewnie tego bym się nie dowiedział. :)

Później było szerzej o znakach. I znów ciekawy wzorek. Wersji matematycznej nie pamiętam, ale było też objaśnienie graficzne, które sprawiło, że mało z kanapy nie spadłem... ;))

Zk = napis "pies", kreska ułamkowa, rysunek psa (całkiem ładny :))

Oczywiście wykładowca szybko sprawę wyjaśnił (wyobrażam sobie ROTFL panów z reżyserki :)). Znak to stosunek umownego zapisu do rzeczywistego pojęcia. Znaczy, że komunikatywnym znakiem nie jest sam umowny symbol, a dopiero łącznie ze swoim znaczeniem. Znakiem jest oczywiście słowo, aczkolwiek profesor-prowadzący wymienił także dwa inne. ;)

A) Chrząknięcie :) - nie samo w sobie, ale np. w przypadku, gdy jest dwóch dorosłych ludzi i dużo dzieci. Jeśli ktoś z dorosłych użyje tego... hmmm... znaku, to znaczy, że dzieci zaczęły podsłuchiwać. :) Po takim wytłumaczeniu na sali słychać było rozbawienie studentów. ;))

B) "Płonienie się" :) czyli tzw. rumienienie (co za słowa :D). Wytłumaczenie brzmiało: "jeśli na przykład jakaś dziewczyna się zapłoni... ", a reakcja studentów była jeszcze... głośniejsza. :)

Teraz już poważniej... przecież to wykład był. :) Za chwilę postaram się udowodnić, że było nie tylko śmiesznie, ale też ciekawie. :) To właśnie wyróżnia wykłady od komedii. ;) A obejrzałem obie części, trwające razem 1,5h.

Nastepnie było o kodzie językowym i sposobie komunikacji. Najprościej mówiąc (pisząc?), taki oto grafik:

Nadawca -> koder -> kod, kanał -> dekoder -> odbiorca.

W oryginale były tam jeszcze zakłócenia na każdym etapie komunikacji. Uważam, że tego nie trzeba tłumaczyć, ale podczas wykładu było dokładne objaśnienie (krowa by zrozumiała :)).

Teraz wróćmy do zakłóceń na poziomie nadawcy, czyli w rezultacie do kodu niezrozumiałego dla odbiorcy. Wykładowca powiedział zdanko zaczynające się od "łomen", ale dalsza część w żadnym wypadku nie była po angielsku... Szkoda, że nie widziałem min tych studentów, gdy zobaczyli to zapisane chińskim alfabetem... :) Czy Wasz nauczyciel polskiego umie pisać po "chińskiemu"? :) Potem nastąpiło tłumaczenie dosłowne, które dało wynik:

Ja dużo być duża szkoła urodzony. :)

I to był przykład, że język to nie tylko kody (słowa), ale też odpowiednie reguły gramatyczne. W rezultacie wyszło:

My jesteśmy studentami (studenctwem :)) szkoły wyższej.

Nie będę tu tego objaśniać, bo i po co, Edusata se pooglądajcie. ;) W każdym razie "ło" znaczy "ja", a "ło-men" (ja-dużo) znaczy "my". A wiecie, jak jest "wy"? "Łimen" - oczywiście bez żadnego podobieństwa z angielskim. :)

Tutaj w zasadzie szkończyła się nauka polskiego, a rozpoczęła analiza chińskich "tagów". :)

Np. "litera" oznaczająca kobietę to rysunek człowieka (inna litera) z dorysowanym dużym biustem. :)

Potem wykładowca zechciał narysować "mężczyznę", co znów wzbudziło "zainteresowanie" studentów. Dodał oczywiście, żeby się nie łudzili. :D Znak oznaczający faceta to (na szczęście :)) "człowiek z dużymi barami" i nie chodzi tu o tzw. puby. :)

Następna część była o tym, że znaki w różnych językach mogą być określeniami mniej lub bardziej precyzyjnymi. Np. w języku indonezyjskim istnieje słowo oznaczające naraz babcię i dziadka. :) Żeby ich rozróżnić, trzeba dodać człon "samiec" lub "samica". ;)

A więc dziadek po indonezyjsku to: "nenek laki laki" :)

Potem było o tym, że symbol oznaczający słońce we wszystkich pierwotnych alfabetach wygląda tak samo. Kółko z kropką inside. :) Dlaczego zatem starożytni Chińczycy, Majowie, Egipcjanie i inne narody, nie wiedząc nawet o swoim istnieniu, używały identycznej litery? Wykładowca uznał, że to sprawka ufo. ;)) Ale nic w tym dziwnego. :P W końcu na "dydaktyce" dowiedziałem się, iż "telepatia" jest najzwyczajniejszą "alternatywną formą uczenia się". :)

Innym argumentem za ufo (oczywiście to były tylko takie ciekawostki, w końcu nie wykładają tu profesorowie z Ligi Polskich Rodzin :)) był fakt, że Babilończycy używali szóstkowego systemu liczenia. Stosowanie piątkowych, dziesiątkowych i dwudziestkowych jest zrozumiałe - podstawa liczenia to liość palców u człowieka lub jej wielkrotności. Ale skąd ta szóstka (i wielokrotności)? Sześćdziesiąt minut, sekund, 360 stopni w pomiarach kąta, czy choćby liczby po angielsku i niemiecku (dopiero od 13 stosuje się formant "teen" lub "zehn")... Przy okazji można było się dowiedzieć, że o kosmitach była mowa już w Biblii. Dawid walczył przecież z Goliatem, który miał sześć palców ;) (mogłem "pokręcić" imiona). I tak oto wykład zszedł na zupełnie inne tematy.

Na koniec było jeszcze o zapożyczeniach w języku prasłowiańskim. Jedne z najstarszych (te z łaciny), to "wino" ("pite z umiarem nie szkodzi nawet w dużych ilościach") i "ocet". Ponadto nazwy takie jak "wielbłąd" i "słoń". Przy czym 'słoń' pochodzi o tureckiego słowa "aslan" - czyli "lew" :)), a "wielbłąd" w arabskim oryginale oznaczał takie duże zwierzątko z trąbą. :)

A wiecie, co znaczy "Osama bin Laden"? Lew - syn Łagodnego. Zaiste, prorocze imię. ;) Profesor z WSSE chciał to jeszcze napisać oryginalnym alfabetem, ale nie starczyło czasu. :)

Już mnie bolą ręce, :) więc kończę. Jak widzicie (?), czasem warto pooglądać stacje inne niż Durczok TV, Lis TV, Ibisz TV :). A tekst napisałem, żeby mieć gdzie zamieścić poniższe P.S.-y. ;D

Majkell
for_am@wp.pl
www.strony.wp.pl/wp/em_soft
www.strony.wp.pl/wp/mediaboss

P.S.1. Ostatnio bardzo chciałem jeszcze raz przeczytać jeden z nielicznych artów Taw pt. "Wieś vs miasto - moje zdanie". :) Niestety, nie pamiętałem, w którym to było numerze, ani jaki miało tytuł. Moje usilne próby :) wyszukania tekstu za pomocą polecenia "Znajdź" były mizerne. Po chwili zauważyłem, że Joanusia ;) pisze wszystkie arty w starym layoucie AMTV. Wiecie co zrobiłem? Wyciąłem z "Hymnu do Tepsy" spory kawałek kodu HTML ;), wkleiłem do "wyszukiwarki" i wtedy już poszło z górki. :) Wreszcie mogłem spokojnie zagłębić się w lekturze arta o PGR-ach, PGRach, pegieerach, pegerach :D (prędzej wpisywałem do "Znajdź" wszystkie te formy i nic! :)).

P.S.2. "Nos rendez vous" - jedna z częściej granych piosenek na naszym kablowym radiu (na innych trochę rzadziej). Coś mi się zdaje, że teksty o niskiej popularności Natashy St.Pier były mocno przesadzone. :)