Chojrak - Tchórzliwy pies
Dawno, dawno temu, kiedy dla przeciętnego Polaka "Cartoon Network" było dostępne jedynie po angielsku (a ja starałem się zrozumieć przynajmniej co dziesiąte wypowiadane na ekranie słowo), anglojęzyczni raczyli nas blokiem filmów rysunkowych pod mało ambitnym tytułem: "Cartoon Cartoon" ("Kreskówka Kreskówka"). Suchy wspomniał już kiedyś o tym wmawiając wszystkim, że nazywało się "Premiery", ale można mu to wybaczyć, zwalając winę na kiepską pamięć (albo słaby angielski;). Jednak tym swoim baaaardzo wooooolnym tłumaczeniem trafił w sedno, bo zadaniem CC było wypromowanie nowych pomysłów. Jeśli po obejrzeniu jednego, krótkiego odcinka widzowie pragnęli jeszcze, zaczynano robić całą serię. Tak było z "Johnny Bravo", "Laboratorium Dextera", "Krową i Kurczakiem" i "Atomówkami". Poza nimi była jeszcze jedna ciekawa pozycja, na którą niestety trzeba było trochę poczekać. W końcu jednak "Chojrak" pojawił się.
Co jest jednak takiego w "Chojraku", czego nie ma nigdzie indziej? Otóż to, że naśmiewa się on z tego, co normalnie budzi w ludziach strach - jest parodią wszelkiej rasy horrorów i dreszczowców. Może to nie ten sam humor, co w "Strasznym filmie", ale to chyba nawet lepiej (przecież to oglądają dzieci;). Poza tym "Chojrak" ma wszystko, co charakteryzuje dobry film grozy. Główni bohaterowie to niemłode małżeństwo, Muriel i Eustachy. Bardziej niewinnych, naiwnych i bezbronnych nie znajdziesz. Mieszkają w Nigdzie (taka nazwa miejscowości). Totalne pustkowie, a gdyby co, żadnych świadków. Oczywiście w każdym horrorze musi się pojawić przedstawicielka płci pięknej, która jest celem działań wszystkich potworów, morderców, psychopatów itp. Ktoś kiedyś wytłumaczył tę zasadę mówiąc, że "kobiety tak ślicznie się boją". Tutaj również mamy taką ślicznie bojącą się damę, którą jest wcześniej wymieniona Muriel. Młoda już może nie jest, ale dobrze spełnia swoją rolę ofiary. Potrzebny jest jeszcze bohater, który stara się zniweczyć plany skrzywdzenia biednej Muriel. Nie jest nim niestety jej wredny, zrzędliwy i skąpy mąż, Eustachy Motyka. On by ją najchętniej zostawił na pastwę losu, jeżeliby dostał za to zadowalającą zapłatę. Zbawicielem staruszki jest więc jej pies, tytułowy Chojrak. Jak wiadomo, imię nie świadczy o człowieku (a nawet psie), tak więc Chojrak to nie taki chojrak jak by się zdawało. To tchórz i histeryk (nie historyk, histeryk, dobrze napisałem), który boi się nawet własnego cienia. Trzeba jednak przyznać, że potrafi się bać, a jego sposoby na okazanie strachu nie ograniczają się do klasycznego krzyku. Czasami wypadają mu gały, rozpada się na kawałki, a miny, które robi, są nie do powtórzenia i to one stanowią główne źródło śmiechu. Trudno uwierzyć, że taki paranoik potrafi zwalczyć swój strach i uratować Muriel z każdego grożącego jej niebezpieczeństwa. A jednak... Swoją drogą, Chojrak wygląda zupełnie jak miniaturka pewnego innego sławnego psa i nie chodzi mi o Szarika czy Lassie. Mam na myśli doga niemieckiego, który zwie się Scooby Doo (czyt. Skubi Du, a nie Skjubi Du). Mają sporo cech wspólnych: łaty na plecach, naśladują napotkane potwory (Chojrak jest w tym lepszy) i własny sposób mówienia. Scoobiego rozumieją tylko jego właściciele, u Chojraka jest na odwrót - jego rozumieją wszyscy poza jego państwem.
Podsumowując - polecam tę kreskówkę każdemu. Ma ona dosyć charakterystyczną kreskę, dzięki czemu "przeciwnicy" Chojraka wyglądają naprawdę świetnie, może nie przerażająco, ale cudownie ohydnie. Brzmi dziwnie? To trzeba zobaczyć samemu. Można się też porządnie pośmiać, a to chyba najważniejsze.
Grim
vicious7@wp.pl