UCHODŹCY?

Zdawaliście sobie sprawę, że polscy piłkarze grają (lub grali) w wielu egzotycznych ligach świata? Wielu - może trochę przesadziłem, ale na pewno kilkunastu takich by się znalazło. I nie chodzi mi tu o takie np. Węgry czy Cypr. Przypuszczałeś kiedy, że usłyszysz o Polaku grającym w Wietnamie czy Indonezji?

Zacznę jednak trochę inaczej. Wspomnę o "stranierich" w ligach, gdzie naszych rodaków spotyka się bardzo rzadko. Na pierwszy ogień idzie Robert Warzycha. W Polsce zdobył dużo ważnych bramek, zdobył kilka tytułów, medali i pucharów. Sporym zaskoczeniem było, kiedy zdecydował się na emigrację w dość nietypowym kierunku - wyjechał na Węgry. Pamiętam, że na początku grał w dość przeciętnym klubie (bodajże Pecs) by później przenieść się do wielkiego (u Madziarów) Honvedu Budapeszt. Tam zapamiętany został jako dobry technicznie zawodnik. Wspomnieć trzeba, że Warzycha zapisał też dobrą kartę jako reprezentant Polski.

Ze środkowo - wschodniej Europy błyskawicznie przenosimy się na zimną północ, do Skandynawii. W Szwecji obecnie furorę robi były zawodnik Panathinaikosu Ateny i Wisły Kraków - Igor Sypniewski. Mnie martwi jedna sprawa z nim związana - w tych dwóch wymienionych klubach nie wytrzymał presji, po prostu spalił się psychicznie. W Grecji zły okres zaczął się dla niego, gdy do klubu przyszedł Olisadebe. Momentalnie poszedł w odstawkę, całe szczęście (dla niego) niedługo kończył mu się kontrakt i mógł przejść do RKS-u Radomsko, gdzie zrobił furorę, strzelił kilkanaście bramek, ponownie zagrał w reprezentacji Polski, potem trafił do Wisły. Trzy czy cztery bramki, kontuzja, wpadł w depresję, rozwiązanie kontraktu. Zapowiadało się, że będzie rządził krakowskim atakiem... Tymczasem dziś rządzi atakiem przeciętnego szwedzkiego Halmstad BK, podobno odmówił niedawno Pawłowi Janasowi powołania na mecz reprezentacji (według szwedzkiej prasy).

W Finlandii spotkamy jednego, dosyć dobrego, polskiego bramkarza. Jest nim Michał Sławuta. Były zawodnik m.in. Łódzkiego KS-u najpierw grał w Jazz Pori, zbierał świetne recenzje, więc zainteresował się nim duński klub Midtjylland. Jego sytuacja nie była zbyt różowa, bo miał małą kadrę w obliczu spotkań o Puchar UEFA - 12 zawodników, w tym tylko jeden bramkarz. Jak nietrudno się domyślić, Sławuta został dwumiesięcznym (na tyle podpisał kontrakt) dublerem, nie wystąpił ani minuty. W Norwegii spotkamy jednego polskiego zawodnika. Jest nim dziewiętnastoletni Tomasz Sokołowski, pomocnik Lyn Oslo. Na pewno kojarzy się Wam to imię i nazwisko z dwoma zawodnikami warszawskiej Legii. Nic bardziej mylnego! Nie jest on w żaden sposób spokrewniony z tymi dwoma graczami (którzy, notabene, też nie są ze sobą spokrewnieni). Do niedawna nawet był uważany za Norwega. Jednak cały czas podkreśla, że jest Polakiem i chce grać dla naszych barw. Ciekawe, jak szybko norweska federacja wybije mu to z głowy, bo miał świetny debiut w lidze, strzelił w nim bramkę i później też zaliczył kilka dobrych występów. A nasz kochany PZPN ani palcem nie kiwnie.

Jeszcze jednego polskiego bramkarza można było do niedawna podziwiać w Estonii. Damian Jaroszewski, wychowanek Śląska Wrocław, został wypożyczony na jeden sezon do klubu Levadia Maardu. Nie przyniósł wstydu naszemu krajowi, jednakże nikt jakoś go tam nie chciał zatrzymać. Dziś Jaroszewski powrócił do Wrocławia i może liczyć jedynie na ławkę rezerwowych w trzecioligowym zaledwie Śląsku, bo pierwszym bramkarzem jest równie obiecujący Radosław Janukiewicz. Sąsiednim krajem Estonii jest Łotwa i tam, w zespole mistrza kraju, Skonto Ryga, prezentuje się kolejny zawodnik młodego pokolenia, były gracz Jagiellonii Białystok, Krzysztof Łągiewka. Przed meczem z Łotwą w EME 2004 trener reprezentacji naszych rywali (a zarazem Skonto) bardzo go chwalił, mówiąc, że jest dobrze wyszkolony technicznie.

Grzechem byłoby pominąc naszą ukraińską kolonię. Mariusz Lewandowski powoli przebija się do pierwszego składu Szachtara Donieck (jako defensywny pomocnik). Natomiast nie powiodło się tam bramkarzowi, Wojciechowi Kowalewskiemu, który teraz będzie szukał szczęścia w duńskim Aarhus GF. Mamy też dobrego napastnika w Arsenale Kijów, Macieja Kowalczyka. On z kolei nie mógł liczyć na regularne występy we Wrocławiu i działacze bez żalu sprzedali go na Ukrainę. Tam strzelił kilka ładnych brameczek i wyrobił sobie całkiem niezłą markę. Do Arsenału Kijów trafił również rok temu młody obrońca Hetmana Zamość, Seweryn Gancarczyk, jednak na temat jego osoby nie potrafię nic powiedzieć. Podstawowym zawodnikiem (bramkarzem) Karpat Lwów jest Maciej Nalepa. Gra podobno na tyle dobrze, że swego czasu zainteresował się nim Arsenal Londyn, jednak z transferu nic nie wyszło. Na zgrupowanie kadry przyjechał jeszcze za czasów Zbigniewa Bońka, jednak nie miał okazji, aby zagrać. Szansę dał mu wreszcie Paweł Janas, jednak nie ma co oceniać go po jednym meczu i to z takim przeciwnikiem.

Z Europy przelatujemy migiem (dosłownie i w przenośni ;)) nad Atlantykiem, mijamy Nowy Jork i kierujemy się na Chicago, gdzie jeszcze jakiś czas temu grało trzech Polaków, a dziś nie ma już żadnego. MLS nie jest może jakąś egzotyczną dla nas ligą, ale Polacy występują w niej niezmiernie rzadko, i z tego, co wiem, to teraz nie gra tam już żaden. Ale wróćmy do Chicago. Kilka lat temu grali tam byli reprezentanci Polski: Roman Kosecki, Piotr Nowak i Jerzy Podbrożny. Szybko odeszli pierwszy i ostatni, natomiast na długo został Nowak. Piłkarz ten dopiero na początku tego roku zakończył grę w Chicago Fire, jednocześnie kończąc karierę. Nie powiem, wygrał z drużyną mistrzostwo, zdobył Puchar USA, grywał kilkukrotnie w meczach gwiazd, ale nie wiem, czy gra w tym kraju przyniosła mu jakiś splendor, chyba była to raczej ciepła posadka na koniec kariery. Chyba na podobny pomysł wpadł wspomniany już wcześniej Robert Warzycha, który zakotwiczył w Columbus Crew i również niedawno skończył karierę. Warto wspomnieć, że w Ameryce Południowej również mieliśmy kiedyś przedstawiciela. Otóż w lidze... wenezuelskiej (!) grał Jacek Grembocki.

Tym razem wsiadamy w F-16 amerykańskiej produkcji i suniemy do Japonii. W tamtejszej lidze jako pierwszy Polak grał Tomasz Frankowski, obecny zawodnik krakowskiej Wisły. Jako ciekawostkę można podać, że w Gamba Osaka jego trenerem był Arsene Wenger. Kilka lat później pół roku w tym samym zespole spędził (na wypożyczeniu z Bastii) Piotr Świerczewski. Skłócony z ówczesnym trenerem, Jacquesem Santinim (obecny selekcjoner reprezentacji Francji), postanowił przeczekać jego rządy właśnie w Japonii. Andrzej Kubica również szukał szczęścia w tej samej części świata, jednak po odejściu z Urawa Red Diamonds grał w słabym drugoligowym klubie. Przez krótki czas w Kyoto Purple Sanga grał obecny zawodnik Świtu Nowy Dwór Mazowiecki - Piotr Sowisz. Jeszcze bardziej dziwny kierunek niż wymienieni wyżej osobnicy obrał m.in. Tomasz Cebula. Były zawodnik choćby ŁKS-u zadomowił się na pewien czas z grupką piłkarzy-kolegów w Wietnamie! Grał w czołowym tamtejszym klubie - Da Nang, gdzie jak sam mówił, niczego mu nie brakowało. No dobrze, ale na sam koniec podam jeszcze jeden przykład, który (IMHO) przebija wszystkie wyżej wymienione. Słyszeliście może o Polakach grających w najsłabszym pierwszoligowym klubie Indonezji - Persib Muang? Nie? Ja też, do przedwczoraj, kiedy artykuł o nich ukazał się w Super Expressie. Zawodnicy ci (Piotr Orliński, Maciej Dołęga, Mariusz Mucharski) to byli zawodnicy klubów pierwszo- i względnie drugoligowych, więc tym bardziej byłem zdziwiony, kiedy usłyszałem, że grali w tym klubie, który jak P.Orliński określił, jest dziwny. Otóż, przed meczem czarownik nie chciał wpuścić ich do szatni, twierdząc, że jest ona siedliskiem zła.

Puenta tego tekstu jest następująca: wielu polskich zawodników wyjeżdża za granicę w oczekiwaniu na wyższy kontrakt i regularne występy w pierwszym zespole. Już powoli przestaje się liczyć klasa, jaką prezentuje dany klub, a coraz większą rolę odgrywają pieniądze. Jednak chwała tym, którzy jeśli już lubują się w egzotycznych krajach, to chcą walczyć tam o najwyższe stawki. Takim przykładem może tu być Tomasz Rząsa - były reprezentant Polski, utytułowany na arenie klubowej jako gracz Feyenoordu. Rząsa niedawno podpisał kontrakt z Partizanem Belgrad, stając się pierwszym w historii Polakiem w lidze Serbii i Czarnogóry. Partizan z nim w składzie chce walczyć o Ligę Mistrzów. Będę trzymał za nich mocno kciuki.


backsider
backsider@o2.pl