Engel trenerem wszechczasów?
Właśnie tymi trzema słowami można skomentować obecną postawę byłego selekcjonera reprezentacji
Polski, Jerzego Engela. Jego następcy (Boniek i Janas) nie odnoszą żadnych sukcesów, a on
korzysta na ich niepowodzeniach. Zewsząd atakuje. Kąsa z telewizji i radia. Jego "złote myśli"
znajdziemy w prasie.
Przed wyjazdem na MŚ w Korei i Japonii, po porażkach w meczach towarzyskich z Rumunią i Japonią,
uspokajał, mówił, że wszystko jest w porządku, że jedziemy po złoty medal mistrzostw. Szybko
okazało się, że były to jedynie czcze słowa. Nasi kadrowicze, nie pokazali w meczach z
Koreańczykami i Portugalczykami tego czym zaskakiwali (nas i swych przeciwników) choćby w
eliminacjach. Nie byłoby tak źle, gdyby chociaż walczyli do końca, ale i tego zabrakło.
Engel podejmował fatalne decyzje. Jak można inaczej nazwać wprowadzenie w drugim meczu Arkadiusza
Bąka? Od dawien dawna było wiadomo, że ten piłkarz nie jest i nie będzie rozgrywającym, że nie
poprowadzi gry reprezentacji. Tymczasem Engel uparcie go promował, twierdził, że zasługuje na to,
by pojechać na mistrzostwa.
Gdyby nie kontuzja Jacka Bąka czy kara za kartki dla Piotra Świerczewskiego, pewnie
zobaczylibyśmy ich w spotkaniu ze Stanami Zjednoczonymi. Całe szczęście, wystąpili ci
teoretycznie słabsi i pokazali, że są lepsi od pupilków Engela.
Engel - prorok nie potrafił przyznać się do błędu, że postawił na złe osoby, że popełnił błędy w
czasie przygotowań (zgrupowanie w Barsinghausen), on wolał stwierdzić, że ci piłkarze, którzy
wygrali z USA nigdy więcej nie rozegraliby tak dobrego meczu. Brednie.
Kiedy w eliminacjach do Mistrzostw Europy nie szło Zbigniewowi Bońkowi, Engel mówił w wywiadach,
że to właśnie on go wykolegował. Wielki trener głosił wszem i wobec, że on i jego współpracownicy
od początku 2002 roku pracowali dwutorowo: przygotowania do MŚ i poszukiwanie zawodników do
eliminacji ME. Ciekaw jestem, kogo znaleźli, chyba nikogo. Engel w jednym z wywiadów powiedział,
że po to brał do Korei Głowackiego, Żurawskiego i spółkę po to, by mogli się zaprezentować, ale i
po to, by się im przyjrzeć w obliczu zbliżających się meczów.
Wymienieni zawodnicy byli uparcie forowani przez media. Ale Engel powołał ich w ostatniej chwili,
dokonując zmian jedynie kosmetycznych. Nie mieli żadnych szans na występy od pierwszej minuty,
prym wiedli pupilkowie trenera, którzy zwyciężali w eliminacjach, ale teraz byli zupełnie bez
formy, kilku z nich nie potrafiło znaleźć miejsca w jedenastkach swoich klubów.
Kiedy Paweł Janas przegrał ze Szwecją, od razu Engel stwierdził, że lepiej ustawiłby zespół itd.
itp. Owszem, Janasa trzeba było za ten mecz skrytykować, bo podobnie, jak Engel, zaczął
przywiązywać się niepotrzebnie do niektórych zawodników (np. Dawidowski, Szamotulski, Liberda),
ale co ma do tego sam Engel. On od razu twierdzi, że zrobiłby to lepiej.
Denerwuje mnie ta autoreklama Engela. Wszędzie rozpowiada, że osiągnął największy sukces
polskiego futbolu w ostatnich latach. I nie przeczę, że tak nie jest, ale co to jest za sukces,
gdy inne kraje kwalifikują się zawsze do wielkich imprez. J.E. zadowolił się tym jednym, małym
awansem. Oczekiwał, że piłkarze go nie zawiodą, tymczasem stało się inaczej, ale on cały czas
wierzył w tajemne moce płaszcza i jakichś tam słoników. Cały czas mam złudzenie, wynikające z
jego wypowiedzi, że awans to jego (i tylko jego) sukces, tymczasem klęska na mistrzostwach to
"zasługa" piłkarzy, masażystów, Bońka, Listkiewicza i Apostela. Wszystkich, tylko nie jego.
Wielmożny trener twierdzi, że lud chce go na trenera reprezentacji, że on nie popełni już tych
błędów, co wtedy. A jakie to błędy wtedy popełnił? W wywiadzie z Przeglądu Sportowego mówi o
błędach mających podłoże w marketingu, reklamie. Chodzi mu o niesprawiedliwy podział pieniędzy
za wykorzystanie wizerunku kadrowiczów. To wszystko. On myśli, że gdyby wtedy on brał w tym
udział, to niektórzy osobnicy nie obrazili się na Bońka, bo posłuchaliby dobrego, życzliwego
papy - Engela. A papa - Engel jest tak wspaniałomyślny, że nie dostrzega żadnych błędów
szkoleniowych.
Cały czas uważa, że ma wielką misję do spełnienia, że posada trenera reprezentacji należy mu się
jakby z urzędu. Nie potrafi zrozumieć tego, że jego czas już minął, że chwała mu za to, co
osiągnął, ale w najważniejszej próbie stchórzył, poszedł na łatwiznę. Tym bardziej nie mogę
zrozumieć, jak on teraz obrasta w piórka i mówi ładne słówka. I na te ładne słówka znów nabiera
się wielu ludzi.
Backsider
backsider@o2.pl