Wiersze


***
Nad puszczą bez końca
walczą stare duchy
wyrywając sobie zapomnienie
inne zawodzą potępieńczo
wśród nocy przyjmując na się swe cierpienie

Stosy czaszek grzechocą
stosy czaszek ludzi, których
minąłem dziś na ulicy
Gdy inni wierzą w boga ja wierzę
że po śmierci nikt mi niczego nie odbierze

Krześcijanie drżą przed dniem sądu
lecz dla tchórzów będzie gorzej
Jak każdej nocy ciemność spowija świat
Tak nicość pożre tą ziemię
A tym, czym dla nocy jest cisza
dla końca będzie pył i krew
Spojrzy milcząc próżnia kosmosu
na owe chwalebne chwile. To milczenie
jest wszystkim. Wtedy też
powstaną istoty do tej pory śniące
by jeść krew i pył, by umrzeć
w najgłębszej rozkoszy.


***
ciemność i cisza
światło i krzyk
posiwiały włosy
pochowanego dziecka

pewnie nawet z
rozciętych żył
krwawiłbym
jak umiera stary pies


***
bezmiar pustki w oczach
i wystygłe ciało
umarli są piękni na ten sam sposób,
w którym piękne są róże

w ustach nieprzełknięta treść żołądka
niewypowiedziany żal, niema, bezrozumna
niemowa drzemiącą w każdym
łyku zatrutego powietrza

ale najgorszy smutek i cała bezsilność pyłem jest
wobec tego, co zabiera wszystko
więc zapatrzę się w pustkę
to nie wywołuje pytań i złości
bo dla nich ślepcy smakują pyłu i popiołu
bo suchy wiatr omiata pustkowia

kiedyś, w ciemności
obudzi mnie głód.


***
larwy w wilgotnej ziemi
jedzą słowa, których nie ma
Krtań maszynisty
to rurka z lukrem
jest stary
zbyt stary by prowadzać parowozy
na kolei gdzie smar parzył skórę
czuje jak nad nim
co roku
pylą drzewa
kruszy się wosk w zniczach
sprzed lat
wilgotna ziemia
pije jego mózg

chmury nachylają się
przenikają pod powierzchnię
w głębiach rodzi się nowe słońce
gdy spopiela życie i
czarnieje w purpurę
powstaje Szatan.


Nieuchronność klątwy
w szpitalu widmo


Głowa
chciałbym rozbić ją o kamień
Gdyby
zawartość tej głowy
znalazła się na zewnątrz
wreszcie nastałoby
spóźnione o wieczność
milczenie.

Niewidzialny nigdy lekarz
kazał połykać tabletki
po nich
ściska mózg
po nich
stawy trzeszczą od brzemienia
beznadziei
aby nie połknąć
trzeba nie oddychać

Niewidzialny nigdy
połamał wszystkie palce
Ale pewnego dnia
zrobię tylko mały prześwit i
głowa rozpadnie się
od próchna i larw w środku.


Sen o tętnie ziemi

Ciemna noc

Zimna cisza noża
utkwionego w czaszce

Czarne chmury
zasłaniają księżyc

W trawie
nie błyszczy przez to
skroplona mgła

Na nożu krople
Na oczach mgła
rozkrojony mózg
krwawi
jak ofiarny baranek

pod trawą nieustannie leżą
martwi o otwartych oczach

zimna jest cisza
po drodze noża
nóż po drodze ofiarnej krwi
- przerwany bieg sinej rzeki
powódź
w krtani

Tętno ziemi jest kojące
Otchłań nuci kołysankę

Koszmar oślepia czernią
by zbudzić się
trzeba zasnąć po raz ostatni


-Gromph