|
Dokument
Gdybym miała powiedzieć Ci o swoich uczuciach musiałabym coś zniszczyć...
zabić...
zniweczyć...
Moje uczucia są nieskładną monotonią
uderzanych kropel deszczu...
mój czas nie jest liczony godzinami
Ty mi go oznaczasz.
Jak bym miała powiedzieć
Ci o moim uczuciu
chybabym Cię zabiła...
Przykładasz delikatnie filiżankę do ust. Przywierasz do niej, twoje palce ją obejmują, a oczy się śmieją. Patrzę na ciebie spod wpółprzymkniętych powiek, upajam się twoim zapachem, wchłaniam twój widok, nasycam się tobą. Tą chwilą, tą szczególną sekundą.
Hałas odkładanej filiżanki o szklany stół. Dotknięcie przypadkowo twojej skóry. Nieśmiały uśmiech na twojej twarzy. Powietrze pachnie prażoną kawą...
Chcesz coś powiedzieć. Wahasz się... Otwierasz usta, namyślasz się, zamykasz.
Coś mnie ukłuło.
Niepokój.
Próbuję strząsnąć narastające uczucie strachu.
Znowu chcesz coś powiedzieć. Przywieram do twoich ust, całuję szybko, nieskładnie. Zatapiam się w tym pocałunku, tylko po to by nie słyszeć, by nie czuć.
Lekko mnie odpychasz. Ja... Nie mogę... Jeszcze... nie chcę tego usłyszeć. Czy można się uzależnić?
W pokoju dźwięczy cisza. Narastam nią, nie słyszę twoich wypowiedzianych słów. Może to i dobrze.
Wszystko wiruje. Sceny z naszego życia.
Pierwsza:
Całujesz mnie delikatnie, nieśmiało z lękiem. W nas wtula się mały kotek. Miauczy cicho, a nasz śmiech zakłóca wszystkie inne hałasy.
Druga:
Taniec. Wtulenie w siebie, łącząc się ciałami. Czując swoją skórę, czując swój zapach. Tak bardzo w intymnej chwili. Nie zauważamy innych par, których już nie ma. Tylko my i pustka, która powoli wypełnia się naszym... moim szczęściem...
Trzecia:
To chyba twoje urodziny... Stoję koło stołu z napojami i patrzę z rosnącą wściekłością na was. Tańczysz z nią jak kiedyś ze mną. Ona taka szczęśliwa. Rozszerzone źrenice. Zagarnia cię, a ja wyjmuję powoli szklankę. Unoszę ją... Robię zamach i... rozbite szkło. Krzyk tej dziewczyny. Chwyta się za głowę. Na palcach spływa strumień czerwonej, ciepłej krwi. Jakiś odłamek wbił się w jej białą, piękną skórę...
Wychodzę...
Zbiegam po schodach a wszystko pachnie krwią... Wszystko mi się z nią kojarzy. Piękne uczucie.
Czwarta:
Płaczesz wtulony w moje ciało. Przerywany oddech otula się w szyję, łaskocze kark. Moje palce rozczesują miękkie pasma włosów.
Zawsze przychodzisz jak ci jest smutno. Zapewniasz mnie o swoim uczuciu.
Mała lampka prześlizguje się po ciałach. Eksponuje twoje łzy i mój uśmiech. Nie zauważyłeś go...
Piąta.
Kłócimy się. Klatka schodowa niesie nasze natężone głosy, wywołuje ciekawość sąsiadów. Jakaś paskudna kobieta się wychyla. Zwymyślam ją, aż przestraszona chowa się w domu. Słyszę przekręcany zamek...
Niszczę cię z pełną świadomością. Zadaję ból.
Siadasz na schodach, a ja otaczam cię ramionami.
Słaba, silna kobieta.
Twoje słowa przedostają się z trudem przez zasłonę myśli. Nerwowo zaciskasz palce na filiżance... Jeszcze chwila... Pękła, a małe drobinki z czułością wbijają się w twoją skórę. Syczysz. Biorę twoją dłoń i zlizuję krew. Wyrywam zębami odłamki porcelany i wypluwam na podłogę. Boisz się mnie. Chcesz się ode mnie uwolnić?
Uśmiecham się do ciebie, czując w kącikach ust twoją krew. Oblizuję się, a ty odwracasz głowę.
- Chciałeś coś powiedzieć? - Jestem zadowolona, znowu odwlekłam tą chwilę.
- N-niee
Moyra
antymon4@wp.pl
<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||
|