Opowiadania
Czytelników


Cykle

"Empatia"

Inne

Komentarze

[ Online ]

Powrót do
AMaga




 
 

 

:::: Homek Toft ::::

Samotny schizofrenik



Czasem czuję się jak schizofrenik. Wydają mi się wtedy różne rzeczy. Przykłady? Siedzę sobie spokojnie przy stole i jem obiad. Biały talerz z niebieskimi listkami na brzegach. Na nim udko kurczaka i ryż. Obok surówka. Jakieś zielone i pomarańczowe cosie. Podważam widelcem mięso żeby oderwać z niego kęs. Nagle cofam widelec. Wydaje mi się, że na kości jest jakiś czarny nalot. Że mięso staje się tak samo czarne, że zaraza już ogarnęła jego spód. W końcu, kto wie, czym karmią te kurczaki teraz. Dawniej jadły tylko wyselekcjonowane odpady nuklearne, teraz podają im podobno naturalne robaki. Wyobrażacie sobie?

Ja jestem sobie w stanie wyobrazić. Ja np. czasem myślę, że wszelkie plakaty, zdjęcia, ba, nawet przedmioty... patrzą się na mnie... Trzeba skupić myśli, aby się od tego uczucia opędzić...

Pomyślisz, że oglądam za dużo Archiwum. Nie macie nigdy wrażenia, że ktoś was ściga? Jakaś zdesperowana fanka? Czasem wydaje mi się, że w autobusie albo empiku ktoś mnie zaczepi i spyta: Homek Toft? Piszesz jakieś opowiadania do AM? Albo, że w szkole ktoś odkryłby, że piszę opowiadania. Jakby się ktoś dowiedział byłoby słabo.

Heh - u mnie w szkole wszyscy wiedzą, ale nikogo to nie obchodzi. Ba, kiedy wyjawiłem, że zostałem rednaczem (ot, tak napuchłem z dumy, że musiałem się komuś pochwalić :) kumplowi z ławki, to ten zapytał, ile płacą. Kiedy powiedziałem, że nic, to odpowiedział, żebym nie marnował kasy na net, a zamiast tego mu jakieś zdjęcia pościągał :) Pozornie humorystyczne, ale może dać do myślenia.

Zaraz byłoby o czym, o kim, jak? A potem ktoś by sobie z czystej przekory ściągnął Opowiadania i zobaczyłby to wszystko. I zaczęłyby się insynuacje. Wiesz? Czytałam "Modlitwę"... Biją cię w domu? A w "Gitarze" to głównym bohaterem jesteś ty, a bohaterka to jakaś twoja wymarzona dziewczyna? A "Milionowy kurz"... O co tam do cholery chodzi? Nie lubię takich pytań. Co to kogo obchodzi, kto mi posłużył za modela? Ludzie nie potrafią czasem zrozumieć, że nie każda postać istnieje w rzeczywistości, że nie wszyscy są nimi. Wyobraźcie sobie na przykład taką sytuację: pokazujecie jakiejś dziewczynie, z którą jesteście blisko, przyjaźnicie się i tak dalej, jakieś romantyczne opowiadanie swojego autorstwa. Ona czyta, a od jutra jest między wami inaczej. Pomyśli sobie, że jesteś w niej zakochany nieszczęśliwie i to był taki sposób pokazania uczucia. Potem próbujesz tłumaczyć, ale czy to się uda, czy nie pozostanie jakaś skaza? Kto wie. W "Grze bąbelków" skinów nazywam dziwkami z burdelu Mein Kampfu. I gdyby szeroko zaczęło krążyć, że ja coś tam piszę? Mam akurat kilku łysych w budzie. Nie lubimy się zbytnio, patrzę na jednego krzywym wzrokiem po tym, jak zaczepił mnie i ludzi po koncercie. Nic się nie stało, ale... Gdyby mieli pretekst, co wtedy? Wolę się ukrywać pod pseudonimami, pod wieloma adresami majlowymi itd. Ja tam wolę być anonimowy. Nigdy chyba nie wysłałbym opowiadania jako ja. Wyobrażacie sobie własne imię i nazwisko przy tytule? Potem to czytają. Jeszcze później jakoś dochodzi to do twoich znajomych...

Ja też posłużę się przykładem. "Dzień z życia ucznia" - napisałem to jako śmieszną wersję własnej drogi do szkoły i miejsca i sytuacje tam zawarte były też zrozumiałe dla innych w mojej budzie. Pisane to było z intencją do gazetki szkolnej i tamże się ukazało. Zebrałem gratulacje od kumpli z klasy i na tym powinno się skończyć. Obawiałem się nieco reakcji "nauczycieli", więc poprosiłem "redaktorów" gazetki o podpisanie pseudonimem. Co z tego, jak jedna "nauczycielka" jakoś się dowiedziała (pewnie miała wtyki w redakcji albo oni mieli... ;) że to ja i powiedziała: "wiesz, nieco to twoje opowiadanie, takie szalone, psychopatyczne". Kij jej w oko, ale potem kilka razy usłyszałem za sobą na korytarzu od jej klasy "psychopata", "potwór", "czołg" itd. Ale spoko - przyzwyczajony już jestem :)

Ta, i albo zostajesz wielkim pisarzem, ludzie pytają, czy byś im nie napisał podania o wymianę okien, albo zostajesz pisarczykiem i lecą teksty w stylu: stary, napisz mi referat z historii, dam ci dwa zeta. Tak, możecie się śmiać, ale ja naprawdę wolałbym tego uniknąć. Pomijając oczywiście to, że nikt nie poprosiłby mnie o kolejne opowiadanie, bo podoba mu się moja twórczość. Nie, o czymś takim nie śmiem marzyć.

A ja nie widzę w tym nic złego :) Nie tyle z pisania, a pomagania, sprawdzania wypracowań innych można wyciągnąć pewne korzyści :) O to, że mnie ktoś poprosi, abym dał mu do poczytania swoje opowiadanie nawet nie marzę, bo to unrealne. Dlatego staram się moje opowiadania dać tam, gdzie ktoś je przeczyta. Dlatego taką radość mi sprawiało te kilka zdań, które Rainman skrobnął o moim tekście (a gdy było ich więcej, to święto :) Obojętnie, czy były to raczej stonowane wypowiedzi, czy entuzjastyczniejsze - ktoś się zainteresował tym, co napisałem. Jakże się cieszę, gdy się dowiem, że ktoś przeczytał np. "Jest Legionowo" (ze 6 osób to przeczytało :) Powtarzam, obojętnie, czy jest to krytyka, rozważania o konstrukcji i stylu (choć to gdzie indziej było :) czy pochwały ("pzeczytalem MGS i ejst niezle" :) Od tego jest ten kącik, pisma literackie, konkursy, fora itd... A że otoczenie jest głuche na to, że piszesz? Trochę to piecze na duszy, ale z czasem przestaje.

Pomyślcie sobie jakby to było, gdyby wasze opowiadania trafiły w ręce kochanej mamusi. Ja drukuję sobie przed wysłaniem do kącika każdy tekst, bo błędy lepiej wyłapuje się na papierze. W takim wypadku ryzyko jest podwójne. Na kompie to się zbytnio nie zna, więc raczej nie znajdzie, ale wydruki? Oj. Wolę mieć je wepchnięte gdzieś na tył biurka, między komiksy o Wilqu [Wilq - obrońca Opola! szkoda, że mnie już nie stać na komiksy :) - M. Saint] i ćwiczenia z angola. Tam nie zajrzy. W życiu dałem matce do przeczytania tylko "Głupotę". Zresztą to jest grzeczne opowiadanie... Ale "Bogini"? Albo "Kurz"? Pedofile i takie tam różne strachy. Hm. Synku, co się z tobą dzieje? Co ty za brednie wypisujesz? Teraz już wiem, po co ci czarne spodnie i dlaczego słuchasz Lenny Valentino! Jesteś satanistą! Mam tylko nadzieję, że nie zostałeś gejem? Nie, mamo, wciąż jestem lesbijką. I nie jestem satanistą. A Lenny to rzeczywiście straszna muza! Wiecie, jak to działa na psychikę? No, może to kiedy indziej. Zresztą, mam w planach tekst o muzyce ułatwiającej pisanie.

Ja mam ten luksus, że rodzice cieszą się i zachęcają mnie do pisania (spoko, co? ;) Czasem daję im coś do poczytania, ale odnoszę wrażenie, że to do nich nie przemawia. "Jest Legionowo" - "nooo, fajne". "Żniwiarz" - "w stylu Kinga". Kiedyś, na początku pisania zrobiłem trochę okrutny (dla mnie :) eksperyment - zapodałem pomysł z opowiadania mówiąc, że usłyszałem to w telewizji czy jakoś tak (chodziło o wieszanie Murzyna i kłótnia o zabrudzonym sznurze). Usłyszałem od ojca - "strasznie to głupie i wulgarne". Heh...

Anonimowość to naprawdę ważna sprawa. Kiedyś miałem ochotę zaczepić kogoś w tramwaju i wyżalić mu się z całego doła, jaki mnie dręczy. Wyobraźcie sobie, że opowiadacie o swoich prawdziwych myślach, pragnieniach rodzinie albo kumplom. Istnieje obawa, że was wyśmieją, przestaną myśleć o was tak, jak myśleli dotychczas albo jeszcze coś innego. A takie podejście do obcego człowieka? Niesie ze sobą ogromne możliwości. Możecie wyrzucić naprawdę wszystko bez obawy, że rozpowie całemu miastu. Raczej nigdy go już nie spotkacie, nigdy nikt nie pokaże was palcem. A kiedy przypadkowo spotkacie go w parku, czy supermarkecie może nawet uśmiechnie się do was przyjaźnie. Ale spróbujcie czegoś takiego dokonać. Zagadać do kogoś zupełnie obcego, tak jak i ty nudzącego się jazdą autobusem. Przed wami jeszcze 40 minut jazdy, siedzenie i gapienie się za okno. Gdyby zacząć dialog od razu zrobiłoby się ciekawie. Samo poznanie kogoś nowego to fajna sprawa. Ale sparaliżuje was strach i wstyd. Obawiamy się ludzkich reakcji na taki ruch. Ja na przykład obawiałbym się, że ktoś mnie zwyzywa i odejdzie, a ja będę dalej stał w tłumie i czerwienił się pod wzrokiem otaczających mnie ludzi. Najgorsze jednak nastałoby dopiero wtedy, gdyby rzeczywiście ktoś zdecydowałby się was wysłuchać. Wtedy musielibyście liczyć się z tym, że on też może mieć jakiś problem i szukać pomocy. Musielibyście nie tylko mówić, ale też słuchać, komentować, doradzać, po prostu trochę się obnażyć. A to jest trudne.

Ja miałem kiedyś coś takiego, tylko w drugą stronę - kiedyś przyczepił się do mnie jeden pan pod pięćdziesiątkę, nieco nietrzeźwy (znalazł sposób na zażenowanie przed taką rozmową - nie polecam :) i wyżalał się, jak to jego niepełnosprawny podopieczny (bodajże syn siostry, która zmarła), który porusza się na wózku inwalidzkim, nie chce przyjąć od niego pomocy, krzyczy na niego, bije, gdy ten chce mu pomóc, podać coś... Ja stałem i potakiwałem głową, coś tam mruczałem ("mhm" itd.) ale nic nie mogłem zrobić. Nic mu poradzić. Mogłem tylko słuchać. Potem chodziłem przybity; nie historią tego człowieka (nigdy go więcej nie spotkałem, choć wysiadł na tym samym przystanku co ja i zniknął w blokach po drugiej stronie ulicy), ale tym, że absolutnie w żadne sposób nei mogłem mu pomóc, nawet go jakoś pocieszyć w rozmowie. Smutne, ale na koniec "wesoły" morał - lepiej zrobić prawo jazdy i jeździć samochodem niż autobusami. I nie brać autostopowiczów.

Zerwanie z szarością, z nijakością, która jest przecież bezpieczna i zawsze chętnie przyjmie każdego, kto się zgłosi. Zresztą, zgłaszamy się już po narodzinach, od razu, taśmowo. Pierwszym krzykiem rozedrganych płuc każemy jej nadejść, pochłonąć nasze życie. Pytanie tylko, czy starczy sił na drugi krzyk i być może trzeci? Krzyk, który uwolni, przebudzi, uczyni kimś lepszym, odmiennym od setek połykających produkty plastikowej papki popcoolturalnej. Nie wiem, czy zdajecie sobie sprawę z jednej tylko rzeczy.

Hm. Myślę, że każdy czuje jakąś, podświadomą lub świadomą chęć pokazania się, wybicia z tłumu. Choćby się nad tym nie zastanawiał, to jakieś jego zachowanie, czynność będzie tym, co uczyni go innym od reszty. I podejrzewam, że czy zgoli się na łyso i będzie szedł stadnie przez ulicę czy pisze opowiadania i posyła *gdzieś tam* i ktoś, kogo nigdy nie widział i prawdopodobnie nigdy nie spotka powie, że to przeczytał i, hm.. "odczuł"... że te obie postawy mają podobny u podstawy założeń cel - pokazać siebie, moje "ja". Uff...

Pisząc te opowiadania zapewne zdajecie mi i wszystkim, którzy zechcą je czytać, relację ze swoich życiowych doświadczeń, przeżyć, uczuć. Zapewne pokazujecie mi swoje sny i samych siebie. Wiem przecież, że każdy z waszych bohaterów to wy, że dialogi są prawdziwym rozmowami, które zasłyszeliście gdzieś podczas podróży ku cmentarzowi. Wiem też, że nie wiecie, kim jestem. Kącik ten jest jak zatłoczony autobus. Ja jestem jego samotnym pasażerem, Ty jesteś moją samotną pasażerką. Jeżeli któreś z nas zdecyduje się sobie opowiedzieć historię nie tylko umilimy sobie czas. Sprawimy, że nawiąże się między nami nić porozumienia przeciwko temu okalającego nas tłumowi. Tłumowi, który nigdy nie spróbuje sił w pisaniu, czy to ze strachu, czy to z nadmiaru lepszych zajęć. Tłumowi, który podejmie wysiłek i będzie podsłuchiwał naszą rozmowę, nasze wspólne opowiadania...

Paradoksem jest, że pisanie bez tego tłumu, czytelników, nie ma racji bytu. Co z tego, że np. napisze coś 5-6 osób, skoro nikogo więcej to nie obchodzi, a kącik zamieszczany w ActionMagu byłby tylko po to, "aby był"... Ale tak nie jest. Wielu z czytelników próbuje pisać opowiadania... Niektórzy zostaną piszącymi. Nie można być równocześnie zapalonym czytelnikiem i pisarzem - będąc jednym nie można być w pełni drugim. Należy samemu zadecydować.

Tradycją niech stanie się tu obecność piosenki. Dzisiaj zakończmy może czymś znanym szerszej publiczności. Proponuję fragmencik "Długości dźwięku samotności" Myslovitz:

Noc, a nocą gdy nie śpię / Wychodzę choć nie chcę / Spojrzeć na chemiczny świat / Pachnący szarością z papieru miłością / Gdzie Ty i ja / I jeszcze ktoś nie wiem kto / Chciałby tak przez kilka lat / Zbyt zachłannie i trochę przesadnie / Pobyć chwilę sam / Chyba go znam... I naprawdę wydaje mi się, że znam wszystkich, którzy coś piszą, wiem, co nimi kieruje i skąd to się bierze. Wiem, bo patrząc w niebo, w pole, w las dostrzegam rzeczy niedostępne dla innych. Widzę je i moim jedynym celem w takich chwilach jest ich utrwalenie i próba pokazania innego punktu widzenia na sprawę. Już tylko tyle mi zostało z autobusów...


Homek Toft

podobny-chmurom-zbieg@wp.pl


<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||