|
Smutna historia pewnego hackera część czwarta
W końcu dojechali rozklekotanym oplem na stację. Marcin wysiadł z samochodu i poszedł do sklepu kupić Malboro, a Andrzej w tym czasie zatankował bezołowiowej do pełna. Marcin zapłacił za papierosy i paliwo po czym wyszedł ze sklepu i wrócił do samochodu w ktorym siedział i czekał Andrzej.
- Co tak długo ? - zapytał Andrzej - Już dawno zdążyłem zatankować...
- Kolejka była - rzucił Marcin i wsiadł do wozu.
Rozklekotany opel ruszył spod stacji z piskiem w opon, po czym włączył się w ruch wjeżdzając na autostradę, kierując się w stronę Poznania. Po pewnej chwili na tą samą stację wjechał samochód firmowy SevenSoftu - niebieski fiat siena, ten sam, który minęli koło mieszkania Andrzeja. Po chwili też ruszył w kierunku Poznania podążając za białym oplem.
Później na peryferiach Poznania, gdzieś na ulicy Lipowej...
- Dobra, mówiłeś że jaki to był numer domu ?
- 17a.
- Tu mamy 23, 21...
- Zwolnij, jesteśmy już prawie na miejscu...
Opel zwolnił do około 15km/h, a Marcin i Andrzej uważnie wypatrywali domu Pawła Giedkowskiego.
- Jest !!! - krzyknął Marcin - Poznaje ten dom, widzisz ? 17a!
- Dobra, jesteśmy...
- Zaparkuj tutaj koło tego czerwonego jeepa. - poinstruował Marcin.
Andrzej podjechał do krawężnika, po czym zaparkował naprzeciw jeepa Giedkowskiego.
- Dobra, jesteśmy na miejscu... - odparł Andrzej po czym zgasił silnik.
- Wysiadamy, na co czekasz ? Muszę rozprostować nogi... - powiedział Marcin otwierając drzwi i wysiadając z opla. Andrzej też wysiadł po czym zamknął wóz. Marcin powoli podszedł do drzwi domu Giedkowskiego i zadzwonił. Andrzej stanął przy jeepie i zaciekawiony przyglądał mu się. Po chwili drzwi domu 17a otworzyły się i ukazał się w nich młody mężczyzna z włosami w nieładzie na głowie.
- Marcin!!! Kupę lat... - Paweł wyraźnie ucieszył się na widok dawno niewidzianego kumpla...
- Paweł, ty łosiu !!!
- Co tam słychać, wejdziesz ?
- Jasne, Ale nie jestem sam... Paweł, to jest Andrzej, Andrzej to jest Paweł - Przedstawił ich sobie Marcin.
- Cześć!
- No, siema!
- No to co? Wchodzicie ? Zapraszam na kawkę... - zaprosił ich do środka Paweł.
- Niczego innego nie pragnę jak gorącej rozpuszczalnej... - odpowiedział Marcin po czym wszedł do środka, a za nim wszedł Andrzej. Paweł zamknął drzwi.
- Siądzcie w salonie a ja pójdę do kuchni zrobić kawę.
- Dobra - odpowiedział Marcin.
- Jeżeli można prosić to ja wolałbym herbatę - odezwał się Andrzej.
- Nie ma problemu, więc tak: dwie kawy i jedna herbata, tak?
- Tak. - potwierdził Marcin sadiając w salonie na kanapie. Andrzej usiadł koło niego na fotelu.
Po chwili Paweł wrócił z tacą na której stały trzy parujące szklanki wraz z cukrem i łyżeczkami. Postawił ją na ławie stojącej przed kanapą.
- Proszę - powiedział - wam nie słodziłem, proszę tutaj jest cukier, samoobsługa.
- Dzięki - odpowiedział Marcin wsypując sobie do kawy trzy łyżeczki i mieszając, po czym przesunął cukierniczkę w stronę Andrzeja aby on też mógł sobie posłodzić herbatę. Paweł upił łyk ze swojej szklanki po czym zapytał:
- Co cię tu sprowadza? Ostatni raz widzieliśmy się z 3 lata temu...
- A no wpadłem w małe tarapaty...
- NASK, policja, interpol?
- Szczerze mówiąc nie wiem...
- Gorzej, czy lepiej ?
- Trudno powiedzieć... Nie chcę zdradzać szczegółów...
- Dobra, rozumiem. W czym mam ci pomóc ? Włam do banku, NASA, sąsiadki?
- Nie o to chodzi... Wszedłem w posiadanie pewnych plików i to chyba one są powodem naszych kłopotów...
- Naszych ? - podchwycił Paweł.
- Moich i Andrzeja.
- A co to są za pliki?
- No właśnie ja chciałem spytać się o to ciebie... - powiedział Marcin wyjmując z kieszeni dyskietkę i podając ją Pawłowi. Ten przez chwilę przyglądał się dyskietce.
- Nie wygląda na uszkodzoną...
- Bo nie jest. Jest w idealnym stanie. Znajdują sie na niej jakieś pliki o dziwnych nazwach i rozszerzeniach , i muszę wiedzieć co to są za pliki.
- Hmm... - zamyślił się Paweł
- No i ? - zapytał się zniecierpliwiony Marcin - Pomożesz nam czy nie ?
- Ty jestseś okey, ale czy mogę zaufać twojemu kumplowi?
- Ręcze za niego głową... - odparł Marcin.
- Obyś tej głowy nie stracił - cicho powiedział do siebie Paweł, a do Marcina i Andrzeja - Dobra, chodźcie tylko morda na kłódkę !!!
- Sie wie - odparł Andrzej.
- Spoko - potwierdził Marcin.
Wyszli z mieszkania, po czym Paweł je zamknął. Po chwili wszyscy siedzieli w czerwonym jeepie Pawła..
- Gdzie jedziemy? - zapytał się Andrzej.
- Dowiesz się na miejscu - odparł Paweł po czym ruszył z piskiem opon spod domu.
Po okołu 20 minutach dojechali na miejsce. Podjechali pod jednopiętrowy budynek z pochyłym dachem pokrytym czerwoną dachówką. Nad wejściem był widoczny szyld z napis: "Giedkowski - odzyskiwanie danych". Paweł zgasił silnik, po czym wszyscy wyszli z samochodu. Andrzej zapytał:
- Gdzie jesteśmy ?
- To moja firma, jakbyś nie zauważył...
- Zauważyłem, to znaczy... chciałem zapytać co tu robimy i dlaczego wymaga to tajemnicy ?
- Tydzień temu miałem nalot BSA wraz z policją. Znaleźli u mnie pirackie oprogramowanie i zamkneli firmę do odwołania. Drzwi zaplombowali, i nie można tam wchodzić.
- Och.. Przerąbana sprawa...
- Przykro mi... - powiedział Andrzej.
- Patrzcie czy ktoś nie idzie a je zerwę plomby i otworzę drzwi - powiedział Paweł, po czym podszedł do drzwi wejściowych firmy i zaczął zrywać papierowe plomby policyjne. Po chwili skończył.
- Dobra skończone, włazimy... No ruszać tyłki, jak ktoś nas zobaczy to nie będzie wesoło...
Wszyscy pośpiesznie weszli do środka, po czym Paweł zamknął od środka drzwi na klucz.
- Witajcie w moim królestwie.... - zażartował Giedkowski sadiając przy biurku i włączając stojący na nim komputer.
- Co to za sprzęt ? - zapytał się Andrzej wskazując na srebrno-czarną obudowę peceta przy którym usiadł Paweł.
- To? Pentium 4 Itanium 2.8GHz, 512 RIMM RAM, HDD 2x SCSI po 120 GB...
- Wow! Całkiem niezły sprzęt... - rzekł Marcin dosuwając sobie krzesło i siadając koło Pawła. Andrzej stał nad nimi i ciekawie przyglądał się bootującemu się linuxowi.
- Jaka to dystrybucja?
- Żadna, sam ściągnąłem z sieci poszczególne składniki i skompilowałem jądro...
- Aha...
- Dobra, system załadowany, możemy zaczynać! Daj tą dyskietkę - poprosił Paweł
- Proszę... - Paweł wrzucił do pierwszej stacji ZIP dyskietkę Pawła a do drugiej stacji wrzucił czystą.
- Najpierw ją skopiujemy i będziemy operować na kopii...
- Tak na wszelki wypadek ?
- Dokładnie.. - potwierdził.
- Nie lepiej przegrać te pliki na dysk ? - zapytał Andrzej.
- Póki nie wiem co to jest, nie.
- Dobra, skopiowane, przyjrzyjmy się co tu mamy... Hmm... żadne z rozszerzeń nie jest mi znane...
- No i? - spytał się Andrzej.
- No i podejrzymy pliczki po kolei w hexedytorze...
- Gdzie jest toaleta? - przerwał Marcin.
- Widzisz te drzwi? Jak je otworzysz ujrzysz korytarz. Idź prosto aż do jego końca po czym skręć w lewo. Zobaczysz białe drzwi. Te drzwi to właśnie kibel... - objaśnił Giedkowski.
- Dzięki... - odpowiedział Marcin.
Marcinowi udało się w końcu dotrzeć do toalety. Zamknął drzwi, usiadł na klozecie i w skupieniu zaczął załatwiać swoją potrzebę. Nagle usłyszał jakieś krzyki dobiegające z pomieszczenia w którym przebywali Andrzej i Paweł. Po chwili usłyszał też odgłos strzałów z broni i dźwięk tłuczonego szkła. Przerażony skulił się na sedesie, a wokoło rozszalało się piekło. Nieznani napastnicy strzelali z różnej broni - seriami i pojedyńczo. Kafelki i tynk sypały się Marcinowi na głowę. Był tak przerażony że nie mógł nawet racjonalnie myśleć. Leżał jeszcze dłuższą chwilę nim zorientował się że strzały ucichły. W powietrzu unosił się pył, wciskał się on do oczu, nosa i ust. Przerażony Marcin podciągnął spodnie i pchnął podziurawione jak sito drzwi od kibla i wyczołgał się na korytarz.
- Paweł, Andrzej!!! - zaryzykował i krzyknął, lecz odpowiedziała mu tylko głucha cisza. Pełen najgorszych obaw ruszył to pokoju w którym siedzieli nad komputerem. Powoloi uchylił drzwi i jego oczom ukazał się straszliwy widok - na zasłanej szkłem, betonem i innymi śmieciami podłodze dostrzegł zakrwawione ciało Andrzeja, a obok ciało Pawła zwisające bezwładnie z krzesła. Marcin odwrócił zwrok i zwymiotował. W głowie miał chaos rozbieganych myśli. Był przerażony, nigdy się tak nie bał w życiu jak teraz.
- Kur***, to niemożliwe... To niemożliwe... niemożliwe kur***... - powtarzał cały czas sam do siebie.
Marcin siedział tak oparty o ścianę powtarzająć to samo zdanie jeszcze około dziesięciu minut, gdy nagle się ocknął i postanowił coś zrobić. W głowie nadal przewalało mu się mnóstwo myśli, ale mógł już nad nimi zapanować. Powoli podczołgał się do zwłok Andrzeja i wyjął z jego marynarki kluczyki od opla. Znowu zwymiotował. Po chwili gdy się opanował rzucił się do biurka i z przerażeniem stwierdził że dyskietka z plikami uległa zniszczeniu. Na szczęście Paweł zrobił kopię - Marcin wyjął nieuszkodzoną dziwnym trafem kopię dyskietki z drugiej stacji, po czym wybiegł z biura firmy na ulicę. Ulica wyglądała tak samo jak przed wejściem do budynku - pusto i cicho. Otrzepał się z pyłu i ruszył biegiem pod dom Pawła. Po około półgodzinie był na miejscu. Spróbował otworzyć drzwi:
- Zamknięte, cholera - pomyślał sobie - zapomniałem kluczy, do cholery... - Po chwili namysłu rozejrzał się czy nikt go nie widzi i wybił kamieniem szybę od przodu. Powyjmował co większę kawałki szkła z framugi, po czym wgramolił się do środka domu, rozdzierając o resztki syby ciuchy i kalecząć ręce. Przeszukał dom Pawła i znalazł trochę pięniedzy schowanych w starym bucie - wiedział że Paweł zawsze tam chował parę złotych na czarną godzinę. Właśnie szykował się do wyjścia gdy zadzwonił telefon. Stał i przysłuchiwał się dzwonkowi. W końcu powoli podszedł do aparatu i podniósł słuchawkę.
- Halo - nieśmiało odezwał się Marcin.
- Dzień dobry, mieszkanie pana Giedkowskiewgo? - to był głos Olki.
- Olka, jak dobrze że cię słyszę...
- Marcin? Cześć, dzwonię bo się stęskniłam i...
- Olka, nie mam czasu, spotkajmy się!
- Co się stało?! - zapytała zaniepokojona.
- To nie jest rozmowa na telefon, za parę godzin będę z powrotem u ciebie, albo nie! Spotkajmy się w przy fontannie na Skwierczewskiego, dobra? Powiedzmy o... - spojrzał na zegarek - ...o 22. dobra?
- No dobra, ale co się stało...
- Bądź tam - odpowiedział Marcin i rzucił słuchawką. Po chwili był w oplu i jechał z powrotem.
Później, ul. Skwierczewskiwego, przy fonntanie.
Marcin podjechał oplem i zaparkował na ulicy naprzeciwko fontanny. Była godzina 21:43. Wysiadł z samochodu i przeszedł się do kiosku - kupił paczkę papierosów i zapałki. Wyciągnął malborasa i głęboko zaciągnął się dymem. Siadł na murku okalającym fontanę i czekał. W końcu ją dostrzegł. Była jak zwykle ubrana w swój różowy sweterek i białą czapkę. Ucieszył się na jej widok. Olka podeszła do niego.
- Cześć, nic ci nie jest? Miałeś taki głos przez telefon...
- Nie, wszystko dobrze, wsiadaj do samochodu. - Otworzył opla, wsiedli do środka po czym Marcin uruchomił silnik.
- Gdzie jedziemy? spytała się Olka.
- Za miasto...
Dłuższy czas jechali w milczeniu gdy w końcu Olka się odezwała:
- Zatrzymaj samochód.
- Co?
- Zatrzymaj samochód.
Marcin zwolnił i zjechał na pobocze. Byli już dosyć daleko za miastem w kierunku Krakowa, wokół były tylko lasy.
- Czemu miałem się zatrzymać, coś się... - Marcin nie zdążł dokończyć. Za oplem stanął fiat siena SevenSoftu. Wysiadło z niego dwóch mężczyzn. Jechali oni cały czas za nimi.
- Olka, co jest grane do jasnej cholery...
- Przykro mi że tak wyszło. - Powiedziała po czym wysiadła z samochodu i powiedziała do podchodzących do opla mężczyzn:
- Tylko niech to wygląda na wypadek.
...wczoraj wieczorem policja wyłowiła z rzeki samochód niejakiego Zygmunta K. W środku znaleziono zwłoki niejakiego Marcina D. Prawdopodobnie kierowca pod wpływem środków odurzających zjechał z drogi łamiąc barierki i wpadł do rzeki. Jest to już... - człowiek siedzący w skórzanym fotelu wyłączył telewizor. Przez chwilę siedział nieruchomo, po czym sięgnął po leżącą na stole dyskietce i ją podpalił. Plastik zaczął szybko się palić i skwierczeć, więc mężczyzna wrzucił płonącą dyskietkę do popielniczki. Obserwował zmęczonym wzrokiem dogasające resztki dyskietki, po czym wstał z fotelu, poprawił krawat i wyszedł zamykając cicho za sobą drzwi.
Gordon Freeman
gordon_freeman@poczta.onet.pl
<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||
|