Opowiadania
Czytelników


Cykle

"Empatia"

Inne

Komentarze

[ Online ]

Powrót do
AMaga




 
 

 

:::: Moyra ::::

Dark Angel



Schizofreniczne myśli kotłowały się, przywierając tuz przy czaszce. Syczały, wdzierały się i zadawały paskudny ból. Zaśmiała się histerycznie, tłumiąc własny śmiech, cichym łkaniem. Wyczuwała podskórnie nadchodzące na nią szaleństwo. Łzy zalewały jej twarz o lekko azjatyckich rysach. Zlizywała je szybko językiem, jak były blisko ust. Spojrzała roztargnieniem na żyletkę dumnie leżącą na stole. Promienie oświetlały ją, jakby zachęcały. Na ustach zakwitł półuśmiech. Chaotycznie, niemal dziko chwyciła ją w drżące palce. Zrzuciła przy okazji niepotrzebne już papiery. Była zdesperowana, zła i bardzo zmęczona. Przybliżyła ją do lewego nadgarstka. Jej irracjonalny umysł wypełnił się słowami Corla: "trzeba się ciąć wzdłuż przegubów".
- Jakbym nie wiedziała! - zasyczała.
Zagryzła wargi, gdy ostrze dotknęło skóry. Zrobiła szybkie cięcie. Widziała jak skóra wypluwa krew. Westchnęła w zadowoleniu. Osunęła się na podłogę. Kolejne cięcie przywróciło ją do rzeczywistości. Chwyciła palcami przegub. Starała się zatamować krew.
-Co ja robię?!

Parę miesięcy później jej zimne ciało znalazł ON...
Połknęła wszystkie tabletki matki...
Na kartce zamiast tradycyjnego pożegnania, było opowiadanie...

Anioł z czarnymi skrzydłami. Z brudnym bandażem na łokciach. Z zamglonym spojrzeniem. Rozpięty między Światłością, a Nicością...

Zawieszony na sznurkach własnej obojętności...

Pragnął miłości... Anioł...Cień boskiego stworzenia...Kochał.

To była zbrodnia przeciw Niemu. Trzeba kochać wszystkich. On nie potrafił. Strącony za egoizm... Patrzący na śmierć marionetki. Ona była pusta i zła. Myślał, ze ją zmieni. Opowiadała jej o jasności, czytał. Ciągle patrzyła tymi szklącymi się oczami. Nie kochał ludzi. Pokochał ich imitacje. Marionetkę na cienkich sznureczkach. Tańczącą w takt ruchów Boga. Zapragnął ją uwolnić...
Rozłożył śnieżyste skrzydła... Jeszcze.
Wziął żyletkę i przeciął krepujące nitki marionetki. Spadała z wykrzywioną przez pogardę twarzą. Leciał za nią, gubiąc w mgle pióra... Czarne, miękkie pióra...
Mrok zastąpił światło. Rozbiła się na tysiąc kawałków. Płakał pierwszy raz w życiu. Przepełniło go nieznane uczucie. Nienawiść do Niego. Pozwolił jej umrzeć, pozwolił mu zejść z drogi. Smutek w tym mroku przepełnił się w obojętność.
Czarny Anioł...
Przeklęty...
Upadły, który zgrzeszył miłością do marionetki.
Który ufał, że odwzajemni jego uczucia.
Chciał tylko wierzyć...
Nie mogłam...
Wybacz.

Zapłakał, przyciskając do piersi kartkę. Nazywała go aniołem. Pierwszy raz jak pocałowała go po wspólnie spędzonej nocy. Wyszedł z pustego pokoju. Zamknął cicho drzwi. Skierował się do kościoła. W jednej rzeczy się myliła. Nienawidził siebie, Jego i Ją. Za to, co z nim zrobiła...
Minęło parę lat. Założył rodzinę. Znalazł pracę i prowadził całkiem spokojne, można powiedzieć nudne życie. Sprawdzał pocztę. Krzyknął, wyrzucając trzymane listy. Na wierzchu leżała koperta, na której ktoś wypisał krwistoczerwonym atramentem: "Marionetka wróciła..."
Parę dni później policja wyłowiła jego ciało...

Westchnęła, wypuszczając powoli powietrze.
- Nareszcie! - szepnęła do siebie.
Nienawidziła pogrzebów. Tej całej otoczki. Udawanego współczucia. Wiedziała, że go nie lubili. Zakłamani hipokryci. Jak mi przykro. To straszne. Łączę się z tobą nieutulonym żalu. Chciało jej się śmiać.
Miała bardzo poważną minę jak to słyszała. Lecz już to się skończyło... Dzieci są u babci. Ciągle marudziła, ze nie ma z nimi kontaktu.
- No to teraz będziesz mieć w nadmiarze - pomyślała mściwie.
Ile to już dni po pogrzebie? Miesięcy... trzy miesiące temu zrobił jej to...

Szła bardzo szybko, niemal biegła, zataczając się i wpadając na ludzi. Widziała ich potępieńcze spojrzenia. Znała ich myśli. Nie obchodziło ją to. Znalazła się tuż przy bramie. Zatrzymała się łapiąc oddech i pchnęła ją. Skierowała się szybko, nie patrząc na boki.
- Kwiaty? - stanęła osłupiała - Ale kto?
- Czekałam na ciebie - odwróciła się do źródła hałasu. Patrzyła na stojącą, ciemnowłosą dziewczynę.
- Na mnie?
-Tak - brunetka przejechała palcem po jej policzku. Nie mogła się ruszać.
- Drżysz - uśmiechnęła się ciepło.
- Znałaś go? - spytała gniewem, odpychając ją od siebie.
- Zabił mnie... Lecz czegoś nie przewidział. Tego, że przeżyję. Jesteś taka piękna - patrzyła na nią zachwytem w oczach.
- Jesteś... - nie dokończyła. Dziewczyna przyłożyła jej dłoń do ust.
- Ciii. Nic nie mów... Pozwól na siebie popatrzeć. Nie kochałaś go, ja też. To nas łączy. Dałaś mu dzieci i po co?- szczupłe palce oplotły nadgarstki dziewczyny.- Ja umieram, ty żyjesz...- pchnęła ją na grób. Upadła, uderzając głową o marmurowy posąg anioła.
- Denerwujesz mnie! - zasyczała, tamując krew chusteczką.
- Na mnie czas - dziewczyna szybko oddaliła się.
- Wariatka - poprawiła rozsypane kwiaty, wyrzuciła gniewnie chusteczkę i poszła do domu.

Wszędzie pełno szkła. Małe, duże kawałki, leżące na podłodze. Wykrzywiają promienie zachodzącego słońca. Kucnęła. Palce szybko prześlizgują się po ostrym szkle. Coraz szybciej. Zaskoczona, cofa je. Przykłada palec do ust. Widzi jak po szkle płynie mały strumyczek krwi. Wstaje, zręcznie lawirując między rozsypanymi drobinkami szkła.
- Nie ma niczego, po co to ciągnąć? - pyta siebie, tłumiąc wzbierany płacz. Zauważyła coś. Podchodzi bliżej. Bierze do ręki, przetrzymuje jakby zastawiając się czy się nada. Zagryza wargi, gdy śliskie, ostre szkło wbija się w brzuch. Osuwa się na podłogę, wypuszczając szkło, które rozbija się z trzaskiem na coraz mniejsze kawałki...

Znalazła ją parę godzin później...

Minęło parę miesięcy. Patrzy z roztargnieniem na trzy groby. Czy to nie paradoks, ze leżą koło siebie? - myśl pojawiła się nie wiadomo skąd.
Pierwszy grób, jej siostry bliźniaczki, Marin. Zabiła się przez niego. Nienawidziła go i wiedziała, co zrobi. Napisała do niego list. Nie musiała długo czekać. Popełnił samobójstwo. Drugi jego i ten trzeci.
- Skarbie, wybacz mi. Nie miałaś z tym nic wspólnego, ale... jeśli dowiedziałaby się o niej, miałaby problem. Z żoną Corla poszło bardzo łatwo. Jej i tak już zachwiana równowaga psychiczna czekała tylko na jakiś cios, który nastąpił.
Położyła na każdy grób wiązankę konwalii. Machinalnie przeżegnała się. Opuściła stary, zniszczony cmentarz.


Moyra

antymon4@wp.pl


<<< powrót do Opowiadań Czyt. :::: ^^ do góry ^^||