MedeiS Tour 2003

Olsztyn, 20 marca 2003

             W czwartek, 20 marca 2003, w klubie Come In odbył się koncert rozpoczynający długo oczekiwaną trasę zespołu Hunter. Przyszłam tuż po 18 i zobaczyłam sporą grupę ludzi czekającą na wejście do środka.
Come In miał wpuszczać od 18, niestety trzeba było poczekać trochę dłużej. Jednak można było już wyczuć atmosferę koncertu, niecierpliwości i ciekawości, co też Hunter przygotował na trasę.
Jako support zagrał Project X. Całkiem ciekawie grają. Mocniejsze brzmienie pobudziło ludzi do zabawy, która tak naprawdę miała się dopiero zacząć.
Kiedy usłyszałam pierwsze dźwięki 'Fantasmagorii', wciąż nie mogłam uwierzyć, że znalazłam się na tym koncercie... Publiczność znająca słowa zaczęła śpiewać razem z Pawłem Grzegorczykiem (Drakulą), a to był dopiero początek. Drugim utworem był cover zespołu Bad religion 'Big bang' z płyty 'Live', przy którym ludzie zaczęli dosłownie szaleć. Przed trzecim numerem ('Mirror of war') Drak w imieniu gitarzysty Pita (Piotrka Kędzierzawskiego) i całego zespołu wygłosił przesłanie tej trasy przeciwko wojnie z Irakiem. Nie ukrywam, że podczas tej piosenki nie wiedziałam co się dzieje na sali. Ludzie wpadli w swego rodzaju trans. Później swoje '5 minut' (no może trochę mniej) miał skrzypek Jelonek (Michał Jelonek). I zaczęły wybrzmiewać dźwięki z dobrze mi już znanej nowej płyty 'MedeiS'. Po kolei 'Why?', 'Greed' i utwór o zawodowym mordercy, czyli 'So...'.
W jednym z moich ulubionych utworów ('Nikt') debiut wokalny zaliczył Picik co wprawiło mnie w niemałe zdziwienie. Co prawda prawie zawsze robił za chórek, ale wykonanie solo było czymś nowym i miłym dla ucha.
W następnym (genialnym według mnie) kawałku 'Siedem' słychać było prawdziwy strzał. Nie przypuszczałam, że na koncercie będzie wersja z owym wystrzałem. Przedostatnim utworem z nowej płyty był 'Grabaszszsz...'. Jednak kiedy Hunter zaczynał grać 'Freedom' publiczność od razu rozpoczęła śpiew. Trochę się pośpieszyli i ten sam fragment usłyszałam dwa razy. W tym utworze Paweł prawie w ogóle nie musiał śpiewać. Fani robili to za niego. Kolejny był 'Blindman' (już nie wiedziałam gdzie mam swoje nogi i szyję). Po tym utworze za mikrofonem 'zasiadł' perkusista, czyli Brooz (Grzesiek Sławiński). Zaśpiewał cover AC/DC 'Highway to hell'. Następne były 'Screamin' whispers' oraz 'Misery', w którym to utworze nastąpiła mała wpadka z pomyleniem muzyki (dzielnie z tego wybrnęli, ale Drak i tak śmiał się z kolegów – oj, nieładnie Pawełku, nieładnie, hihi). Jako ostatni z 'oficjalnej' wersji koncertu zabrzmiał 'Fallen' z podziękowaniem dla wszystkich spoza Olsztyna, którzy przyjechali. Ale nie mogło przecież zabraknąć najlepszych utworów z poprzednich dwóch płyt, czyli 'Żniwiarzy umysłów' oraz 'Kiedy umieram' (przy tym utworze straciłam głos, na szczęście na krótko). To było niezwykłe usłyszeć swój ukochany utwór w wersji live. Oczywiście nie mogło się skończyć na dwóch bisach i Hunter zagrał jeszcze jeden cover, tym razem Metallica - 'Enter sandman' oraz tytułowy utwór ze swojej pierwszej płyty 'Reqiuem'. Niestety, jak dla mnie, zabrakło jednego kawałka z 'Medeis', a mianowicie 'Loży szyderców'. W jednym utworze (już nie pamiętam w którym) Drakowi pękła struna. Oddał gitarę i dopóki nie dostał drugiej, grał 'w powietrzu'. To był niezwykły widok.
To niesamowite zobaczyć ile energii wkładają w koncert 'Łowcy'. Dla takich chwil warto żyć. W pewnym momencie zapomniałam jak się chodzi, a ból w karku czułam aż do niedzieli (warto było za te dwie godziny wspaniałej zabawy cierpieć przez kolejne trzy dni). Ludzie też nie zawiedli i bawili się świetnie. Było trochę za mało publiczności, według mnie.
Jednak biorąc pod uwagę fakt zaniedbanej przez klub promocji koncertu i tak było dużo.
Ale, jak mówi Paweł: 'Nie liczy się ilość, a jakość'. Aczkolwiek na pewno byli by szczęśliwsi gdyby więcej ludzi się pojawiło. Klub zawalił sprawę. Plakaty pojawiły się we wtorek rano, a bilety w poniedziałek. Część plakatów rozwieszali fani zespołu na własną rękę już w sobotę. Uważam, że Come In nie zrobił takiej promocji, jaka powinna być.
Koncert zostanie na długo w mojej pamięci. Nie tylko ze względu na muzykę, ale również dlatego, że tuż po nim członkowie zespołu z miłą chęcią rozmawiali z fanami, dawali autografy, robili z nimi zdjęcia. To naprawdę niezwykłe i ciepłe podejście do fanów jest niewątpliwie dużą zaletą Huntera.
Oby mieli ich jak najwięcej...



Kajcik