Na tekst "Muzyka klasyczna" trafiłem zupełnie przypadkiem, tak
zresztą jak i na sam kącik muzyczny. I przeklinam pech.
Tekst u muzie klasycznej mnie rozwalił. W tym pejoratywnym
znaczeniu. Od początku. Autor jakoś na bakier z historią. Nie
wiem, skąd on wytrzasnął informację, że najpierw były pieśni
świeckie. Ja to miałem w podstawówce: najpierw pieśni religijne,
potem świeckie. I basta. Zresztą, Bogurodzica była pierwszą
zapisaną pieśnią polską. Wcześniej ich było od cholery.
II sprawa. Klasyka XX wieku. Hilfe, help i pomocy. Ileśset lat
temu gość powiedział, że najlepsza jest muza lubiana i słuchana
wszędzie. Ale to nie pasuje dzisiaj! Wtedy taką muzą była muzyka
klasyczna.Ale to jest już nieaktualne. Autor podał na przykład
Queen. A ja podam Eminema. Obydwoje mamy rację, Eminem też jest
lubiany w wielu krajach, prawda? Prawda. Więc wniosek:
Hip hop = muzyka klasyczna.
Haha! Żałośnie to wygląda, prawda panie autorze? Hm? Dlatego
żądam przeprosin dla Mozarta za porównanie go z muzą XX wieku.
Dziękuję za uwagę.
Ten który uwielbia Bizeta
verbin@interia.pl
Witaj
Artykułów co niemiara, ale zdziwił mnie nieprzęciętnie fakt,że ich większośc to polemiki do artu "...Metale..." tego true,grim&necro pajaca. Ludzie, po co sobie zaprzątać głowy, tym JEDYNYM SŁUSZNYM, tym ostatnim sprawiedliwym. Nie lepiej go poprostu olać? Przecież nikt się z nim nie zgadza, a wsyzscy wiem, że napisał to tylko dla rozgłosu, co mu się niestety udało..chyba z 5 polemik naliczyłem. Niech każdy słucha czego chce, i nie usiłuje tego "wepchnąć" w gusta innych, świat będzie piękniejszy!
Tak na zakończenie..łzy w oczach ze śmiechu miałem, jak "Obywatel siX" w arcie "Poszerzajmy Horyzonty II" w KM z AM#39, rozszyfrował skrót. "np"..=na przykład=..:DDDD
"Pozdrowienia dla wszystkich którzy są sobą - szanujemy was" (Glaca 2003)
darqgreq
Chciałem wszystkich przeprosić za cholernie_wielkiego_byka którego
walnąłem (moje arty miały wiele błędów, ale ten był wyjątkowy): Wokalista
zespołu STAIND to NIE jest Arron Lewis. On nazywa się AARON Lewis.
Widzicie różnicę??? Ja zobaczyłem ją dopiero po wysłaniu artów i męczyło
mnie to przez kilka następnych dni. Pisząc te teksty wiedziałem jak
powinno pisać się jego imię jednak moje łapki cały czas wklepywały Arron
zamiast Aaron - tak to już jest: gdy szuka się we własnym tekście
drobnych błędów to uwadze umykają te najbardziej oczywiste :(. Jeszcze raz
wszystkich przepraszam, a fanów zespołu błagam o wybaczenie. To nie daje
mi teraz spać po nocach - serio! Jak można było zrobić coś takiego
ulubionemu zespołowi? Chyba nigdy sobie tego nie wybaczę.
Skazany przez samego siebie na wieczne potępienie:
KULTURNY
kulturny@interia.pl
PS. Przepraszam też za to, że tyle razy użyłem w mych artach określenia
"mroczny" - troszkę za bardzo się wczułem ;)
Do napisania tego tekstu zmusiły mnie krótkie i niezbyt (mówiąc delikatnie) obiektywne recenzje płyt
mojego ulubionego (aktualnie) zespołu napisane przez Uruk-hai.
Moja przygoda z tą muzyką rozpoczęła się trochę później niż u ciebie, ale równie szybko trafiła do mnie "moc" z jaką oddziaływały na mnie utwory wsparte teledyskami, tegoż zespołu.
Pierwszy teledysk jaki zobaczyłem miał bardzo głęboką i ciężką wymowę - był to (równierz na vivie zwei) klip do
pisenki "Sommebody Sommeone" i ... był po prostu przerażający/zajebisty. Po oglądnieciu go, długo jeszcze siedziłem z otwartą japą nie mogąc wyść z podziwu nad klasą,
klimatem i umiejętnościami wokalnymi Daviesa (charakterystycznymi dla niego). To naprawdę zrobiło na mnie ogromne wrażenie. (teledysk przedstawiał świat widziany przez owada który wpada w sieć pająka i próbuje się wydostać - a do tego ta muzyka...) - to tak dla przypomnienia.
Póżniej dostałem w ręce inne płyty KoRna (wcześniejsze), na podstawie których łatwo można było zaobserwować przeobrażanie się zespłu.
Przede wszystkim - grał coraz lepiej... dlatego irytuje mnie określenie (twoje) na kolejne płyty po "Follow The Leader" - Ale cóż, po prostu się NIE ZNASZ.
Widać wyrażnie jak zespół się Rozwijał i przeobrażał Na Lepsze - tzn grał coraz ciężej i ciężej i ciężej..., aż do Untouchables i Prawidłowo, i to jest w tym najlepsze.
Coraz więcej drums, basu i częściej do głusu dochodzi basowa gitara elektr., a coraz mniej zgrzytu i bałaganu, i to jest najważniejsze w "przemianie" zespołu. Nie zauważyłeś??
A właśnie za te (nieliczne ale jednak) numery hip-shitowe, wcześniejsze płyty tak bardzo mi się nie podobały a pozatym zalatywały mi swingiem). Wiadomo było kilka lepszych kawałków jak:"good god", "adidas", "Kill you", "chi" czy choćby wspomniany przez ciebie - "Got the life" i "Freak on a leash" ale pozostałe (w porónaniu z "Issues" i następną płytą) to "letnia woda" (żeby nie mówić lura). Przykładowo z płyty "Life is peachy" podoba Mi się 6 kawałków (da się je słuchać - bo są całkiem dobre), a z płyty "ISSUES" NIEpodoba mi się może jeden - bo trochę za głupi texst. Co tu dużo mówić - o "gustach" się nie dyskutuje", a recenzjia polega raczej na obiektywnym wystawieniu oceny a nie - własej krytyki (wyłącznie) na podstawie "mojego widzimisie lub -nie". Za znajomość histori zespołu składam gratulacjie ale więcej klasy życzę, przy pisaniu przyszłych "recenzji". Nie ukrywam że się Wkurwiłem przy ocenie płyty "ISSuES" - która jest moją Ulubioną.
Jakbyś więcej razy przełuchał krążek, to też byś stwierdził (podobnie jak to zrobiłeś w przypadku "Untouchables"), że jest dobry i przede wszystkim zachowuje ten nie powtarzalny klimat (o ile oczywiście -byłeś- fanem tego zespołu). A co do ostatniej płyty to mam tylko taką uwagę, że chłopaki wreszcie dali sobie spokuj z hip-shitem i oby tak dalej. A teksty są zajebiste - bo podobnie jak to było wcześniej - każdy ma swoją głęboką, liryczną wymowę, a ja czuję silną więź z ich autorem (emocjonalną) bo bardzo podobnie odbieram świat, w którym żyjemy i mam podobne odczucia.A jak już przy tym jesteśmy to chciałbym dodać, że (jakby ktoś nie zauważył), piosenkarz na każdy ze swoich krążków naładowywał jakimiś emocjami. I tak np. (według mnie) "Life is p." jest jednym wielkim studium rozpaczy... (chyba nikt kto chociaz raz tego posłuchał nie zaprzeczy) itd. na każdej kolejnej płycie. Natomiast ostatnia płyta nie jest jedynie, jakichś jednych emocji, czyli np. tylko gniewu, tylko rozpaczy, czy "wołąnia o pomoc", ale jest naładowana wszystkimi tymi emocjami. A to świadczy o dojrzałości zespołu. Ktoś by powiedział że zespół z czasem się uspokoił... Nie! - on nie gra spokojniej, tylko jest już dośwaidczony i tworzy muzykę naładowując ją różnymi emocjami. Dlatego pokusił bym się nawet o stwierdzenie, że
"Untouchables" - jest najlepszą płytą zespołu, bo ma w sobie więcej energi i wyraża więcej emocji jakie chcaił przekazać autor, niż wszystkie dotychaczasowe płyty razem wzięte. I nie wiadomo czy uda się zespołowi to przy następnym krążku, który ma wyjść już niebawem.
Yo tyle co mam do powiedzenia w tej sprawie.
Tekst napisałem po przeczytaniu twoich "recenzji", które wpadły mi na ekran monitora w dniu 26.06.2003 o godz. ok 21:30. I zrobiłem to pod wpływem furii. (...)
Na razie.
Artur Wiktorski