<< STAIND "Break The Cycle" >>


Trzeci z kolei album grupy Staind ukazał się na wiosnę roku pańskiego 2001. Rynek muzyczny przeżywał wtedy zalew zespołów nu-metalowych tudzież boys-bandów wyposażonych w gitary. "Break The Cycle" zdołał się jednak przebić i błyszczał jak diament pośrodku morza kiczu. Ta płyta mówiła o problemach. O problemach, z którymi borykała się znaczna część nastolatków. Ten album był swoistego rodzaju drogowskazem, który wskazywał właściwą ścieżkę osobom zagubionym w sobie. Płyta była trudna w odbiorze i bardzo ciężka, mimo to znalazła sobie rzeszę wiernych fanów i przyniosła autorom wielki sukces - potrójna platyna i około 7 milionów sprzedanych egzemplarzy (ciekawe ile by tego było, gdyby doliczyć pirackie płyty?).

Jeżeli o muzykę chodzi to utrzymana jest w stylu bardzo ciężkiego rocka. Przeważają mocne gitarowe riffy, w większości utworów wyraźnie słychać basy, no i jest jeszcze perkusja ;). Natomiast wokal to temat na kilkunasto stronicową rozprawkę. Trudno to opisać. Ci, którzy doznawali "muzycznego orgazmu" słuchając Kurta Cobaina zapewne odczują to samo gdy usłyszą śpiew Aarona Lewisa. Nie zrozumcie mnie źle, te dwa głosy są od siebie diablo różne, lecz jest coś co je łączy - potęga brzmienia.

"Break The Cycle" to czternaście smutnych utworów, w tym jeden akustyczny w wersji "live".
Płytę rozpoczyna
"Open Your Eyes", które od razu wprowadza nas w ciężkie granie i ponury klimat. Utwór opowiada o naszej obojętności na to co wokół nas się dzieje, o braku współczucia i pomocy dla bliźnich.
Kolejna kompozycja jest jeszcze mocniejsza i szybsza niż poprzednia.
"Pressure", bo tak się zwie, stawia nas w miejscu człowieka będącego pod zbyt wielkim napięciem psychicznym - kompozycja oraz świetne wykonanie sprawiają, że prawie możemy odczuć to ciśnienie, o którym traktuje utwór.
Piękny wstęp oraz świetne riffy przewijające się przez całość to główna zaleta
"Fade". Gdy dodamy do tego śpiew Aarona otrzymamy niezwykły efekt. Na dodatek da się wyczuć wszechobecny smutek w tekście.
"It's Been Awhile" to jeden z najbardziej znanych utworów tej grupy. Co tu dużo mówić - po prostu znakomita, w miarę spokojna ballada.
Kolejny utwór -
"Change" - jest utworem poprawnym, nie wyróżniającym się niczym szczególnym spośród całości. Słucha się go jednak bardzo fajnie .
Przyszła kolej na
"Can't Belive" - jest to moim zdaniem jedna z perełek na płycie. Dość znacznie odbiega od reszty utworów. W zwrotkach słychać wrzaski Aarona, natomiast refren to na przemian: śpiewane i wrzeszczane słowa "can't believe". Całość daje piorunujące wrażenie. Gorąco polecam fanom "ostrej jazdy".
"Epiphany" to przeciwieństwo poprzednika. Utwór został całkowicie stworzony przez jedną osobę - Aarona Lewisa. Przeważa tutaj gitara akustyczna, ale słychać także basy, perkusję i keyboard, no i oczywiście wokal. Trzeba przyznać, że utwór prezentuje się bardzo ciekawie, jest spokojny i odprężający.
"Suffer" to moim zdaniem najsłabsza część albumu. Utwór nie jest zły, ale słucha się go troszkę gorzej niż reszty płyty. Być może troszkę przesadzono tutaj z ciężkością riffów - słuchając zwrotek naprawdę się cierpi ;).
"Warm Safe Place" to piosenka napisana przez Aarona dla jego żony. Jak nie trudno się domyślić traktuje o miłości (ale nie tylko)- kolejna piękna ballada.
Następnym, bardzo popularnym utworem jest
"For You" - po zobaczeniu teledysku postanowiłem kupić recenzowany album. Naprawdę niemożliwą rzeczą byłoby nagranie tego utworu lepiej - jest prawie idealny. Szybki, odpowiednio mocny i zawierający wyraźny przekaz.
Najbardziej znaną balladą tej grupy jest bez wątpienia
"Outside". Czasami, tak jak w przypadku "For You" czy "It's Been Awhile", można było zobaczyć teledysk na MTV :P. Kolejny utwór, którego komentować nie warto - znów musiałbym pisać w samych superlatywach.
Duża część młodzieży (i nie tylko) myśli czasami o samobójstwie - dla nich został napisany utwór
"Waste" (*). Opowiada on o chłopcu, który owo samobójstwo popełnił. Najważniejsza w tym utworze jest puenta, która winna dać do myślenia.
Przedostatnia kompozycja to "Take It" - ostre zwrotki i dla kontrastu spokojne zakończenie - sam miód :).
No i wreszcie ostatni utwór -
"Outside" w wersji "na żywca". Tylko Aaron Lewis, gitara akustyczna i krzyki fanów w tle. No dobra, jest jeszcze udzielający się w refrenie Fred Durst, ale Aaron skutecznie go zagłusza. Ta piosenka godna jest uwagi dlatego, że pokazuje prawdziwą potęgę głosu wokalisty Staind. Przy ostatniej zwrotce aż wgniotło mnie w fotel, później byłem w stanie powiedzieć tylko jedno słowo - "łał" ;).

Trzeba jeszcze wspomnieć o tym, jak prezentuje się pudełko, wkładka z tekstami itp. (w końcu są to ważne elementy oryginalnego albumu przez niektórych jednak niedoceniane). Lecz tutaj także nie można się doczepić. Okładka, nadruk na płycie, jak i wkładka z tekstami idealnie pasują do tego, co słyszymy w słuchawkach (bądź głośnikach). Ba, one dodają tego specyficznego klimatu. Wystarczy przejrzeć ową wkładkę - mroczne kolory, koślawa czcionka, tajemnicze zdjęcia w tle - po prostu czad.

Lista utworów:
01. Open Your Eyes.........................3:51
02. Pressure.....................................3:22
03. Fade..........................................4:02
04. It's Been Awhile.........................4:25
05. Change......................................3:36
06. Can't Believe..............................2:47
07. Epiphany...................................4:17
08. Suffer........................................3:58
09. Warm Safe Place........................4:34
10. For You.....................................3:25
11. Outside......................................4:51
12. Waste........................................3:56
13. Take It.......................................3:35
14. Outside (live - feat. Fred Durst)...4:30

Plusy:
+ STAIND w całej swej krasie
+ KLIMAT!!!
+ teksty z życia wzięte
+ długo można by wymieniać...

Minusy:
- minusy? Jakie znowu minusy???

"Break The Cycle" to moim zdaniem najlepszy, jak dotąd, album tej grupy i nie mógłbym go ocenić niżej niż na dziesiątkę. Naprawdę niewiele brakuje mu do ideału.


OCENA: 10/10

(*) tak naprawdę to utwór jest swojego rodzaju odpowiedzią Aarona na pewne wydarzenie - ale to już całkiem inna bajka;).


Kulturny << kulturny@interia.pl >>