|
Red Hot Chili Peppers - "Californication" |
|
|
OCENA: 9/10 Rok wydania:
1999
|
Po tym jak w 1995 roku całkiem niezły album One Hot Minute przeszedł bez większego echa, Red Hoci zechcieli znów przypomnieć światu o sobie. Przygotowania do wydania nowego materiału trwały dość długo, bo aż cztery lata, ale wszyscy wiedzieli, że stawka jest bardzo wysoka. Fani, a także krytycy oczekiwali krążka doskonałego, bo po ogromnym sukcesie Blood Sugar Sex Magik wiedzieli, że w Red Hot Chili Peppers kryje się ogromny potencjał muzyczny. W trakcie prac nad nowym albumem doszło do zmiany personalnej w zespole. Na gitarze Dave Navarro został zmieniony przez Johna Frusciante'a. Ta zmiana wywołała jeszcze większe oczekiwanie na nowy album, bo przecież to John w dużej mierze przyczynił się do sukcesu Blood Sugar. W końcu nadszedł ten dzień. 6 sierpnia 1999 roku cały świat ogarnęła Kalifornikacja. To 56 minut muzyki podzielonych między 15 utworów okazało się strzałem w dziesiątkę. Album został przyjęty bardzo entuzjastycznie i wszyscy którzy twierdzili, że Red Hoci się wypalili umilkli. Mocną stroną "Californication" było to, że mimo iż każdy z utworów miał charakterystyczne dla Peppersów brzmienie, to płyta się nie nudziła i nie była zagrana na jedno kopyto. To właśnie różnorodność była tym co przyciągnęło wiele osób do tego wydawnictwa. Szczęśliwi byli "starzy" fani Red Hot Chili Peppers, zadowoleni byli też ci którzy właśnie dzięki Californication poznali twórczość tego kalifornijskiego kwartetu. Żeby nie było nieporozumień z jakim rodzajem muzyki będziemy mieli do czynienia album rozpoczyna się bardzo szybkim i bardzo funky-rokowym "Around The World". Już po tym utworze widać, że ta płyta będzie bardzo ciekawa. Zwrotki są śpiewane w charakterystyczny dla Anthony'ego sposób, a w refrenie można usłyszeć normalny, gładki wokal. No może nie w każdym refrenie, bo przedostatni niesie ze sobą kilkanaście nieartykułowanych dźwięków wydawanych przez pana Kiedisa. Nawet Flea mówi w jednym wywiadzie na temat Anthony'ego: "Odbiło mu przy nagrywaniu wokali". Ale mimo wszystko właśnie takie szalone zachowania to jest esencja Red Hot Chili Peppers. Innym ciekawym utworem jest "Scar Tissue". Jest to pierwsza ballada na płycie i można by powiedzieć, że jedna z najlepszych, ale nie byłoby to do końca prawdą, bo wszystkie ballady z Californication są świetnymi utworami i nie należy faworyzować żadnej z nich. W tej piosence szczególną uwagę zwraca na siebie mocno eksponowana gitara Frusciante'a. Ogólnie utwór jest spokojny i bardzo przemyślany. nie ma w nim miejsca na niepotrzebne, czy nieodpowiednie w danym momencie dźwięki. Ten album nie daje słuchaczowi ani na chwile odpocząć od dobrej muzyki. Dopiero o kończy się "Scar Tissue", a do naszych uszu docierają dźwięki kolejnego doskonałego utworu. Mówię tutaj o "Other Side". Jest to utwór pośredni pomiędzy spokojnymi balladami, a typowo funky kawałkami i w tym właśnie tkwi jego siła. Doskonale słychać w nim kunszt wszystkich muzyków z Red Hot Chili Peppers. Tym razem, w przeciwieństwie do poprzedniego utworu, na pierwszy plan razem z wokalem Anthonego został wysunięty bass Flea, ale mimo to pozostali Peppersi nie zostali pominięci, bo doskonale słychać też Johna i Chada. Piosenka ta zachwyca swoją spójnością i świetnym dopasowaniem każdego z elementów. Powstał do niej też świetny teledysk, który został niestety trochę przyćmiony przez ogromny sukces kolejnej ciekawej propozycji, która stała się najbardziej promowanym w mediach kawałkiem z tej płyty. Chodzi oczywiście o tytułowe "Californication". Jest to kolejna ballada i jednocześnie najdłuższy kawałek z krążka. nie będę tutaj zachwalał tego kawałka, bo każdy chyba go słyszał i ma o nim swoje zdanie więc przejdę do kolejnych propozycji. Następnym wartym większej uwagi utworem jest "Emit Remmus". Jest to jeden z typowo Red Hotowych kawałków w którym połączony jest rock z funky, a dodatkową atrakcją jest bardzo ciekawie prowadzony wokal. Kolejną piosenką na krążku jest "I Like Dirt". Jest to jeden z najbardziej funky utworów na płycie i słuchając o można sobie przypomnieć czasy "Mother's Milk". Jak większość funkowych kawałków jest on bardzo szybki i krótki, bo trwa niewiele ponad dwie i pół minuty, ale to i tak jest dużo w porównaniu z ostatnim funkowym, a w ogóle przedostatnim utworem na płycie "Right On Time", który trwa zaledwie minutę i pięćdziesiąt dwie sekundy, ale mimo to daje on sobą potężną dawkę energii. Album zamyka ballada "Road Tripin'". Jest ona o tyle charakterystyczna, że nie napracował się przy niej Chad Smith, bo nie ma w niej perkusji. Utwór ten jest doskonałym zakończeniem Californication, bo można przy nim wyciszyć wszystkie emocje powstałe podczas słuchania tego krążka.
Powyżej omówiłem tylko mały wycinek kompozycji, które
znalazły się na Californication i zachęcam wszystkich, którzy nie mieli
jeszcze do tego okazji, do zapoznania się z tym albumem. Gwarantuje, że
każdy fan dobrej muzyki znajdzie tu coś dla siebie. |