*** Marilyn Manson - "The Golden Age Of Grotesque" ***


Piszę, ponieważ chciałam podzielić się z Wami moimi wrażeniam co do najnowszej płyty Marilyna Mansona - The Golden Age Of Grotesque

(znani mi) Fani uważają ją (Złotą Erę Groteski) za jedną z lepszych (jeśli nie najlepszą) w twórczości Herr Doktora. Ponieważ ja również należę do grona fan(atyk)ów Mansona - czym prędzej postanowiłam się w nią zaopatrzyć (Bestyja, nawet do oficjalnej premiery nie zaczekała.. -dop. Alanis). Kiedy dorwałam ukochane maleństwo w łapki, serduszko zaczęło bić mi szybciej. Popatrzyłam na mordkę na okładce i powoli, delikatnie pozbyłam się denerującej folii. Kiedy wyjęłam pudełeczko z płytką z tekturowej osłonki, moim oczętom ukazała się cała grupa, oraz sam Doktor w... ciekawym stroju (ciekawe, czy fani Hellsinga mieli podobne skojarzenia, co ja? =^^'=) Uff... Bez (większych) przeszkód (czyt. Księdza, który odwiedzał znajomych [moje osiedle jest dosłownie 'rzut kamieniem' od kościoła]) dotarłam do domu. Ponieważ zaopatrzyłam się w wersję z DVD, odpaliłam kompa i włączyłam 'Doppelherza'. Film mnie... poruszył? Zdenerwował? W każdym bądź razie zdenerwował mnie tekst na końcu, głoszący, iż to miało być pożegnanie do wszystkich, którzy chcieli go wysłuchać. Jak to? Manson odchodzi? Boże broń! W końcu uspokoiłam nerwy - przyszedł, więc czas na odsłuchanie piosenek.

Oki. Włączam. Na pierwszy ogień intro 'Theater'. Chore. Groteskowe (duh!). Słowem - esencja wszystkiego, co kocham w Mansonie. Potem przyszedł czas na 'This IS The New Shit'. Nie powiem. Ciekawe. (Jeśli ona nazywa 'ciekawym' coś, czego bez ustanku słucha przez 45 minut, no to dzięki... - Alanis) Następnie Mobscene... i się zaczęło... CO TO MA BYĆ, DO CIĘŻKIEJ CHOLERY?! BO NA PEWNO NIE MANSON!!! Grrr... Biorę pudełko. Czytam: 'Marilyn Manson - The Golden Age Of Grotesque'. Nie nooooooo... Może to po prostu ze mną jest coś nie tak, ale (teraz proszę łatwiej popadających w dziką rządzę mordu fanów, którym podoba się 'Groteska', o ominięcie tego akapitu) NIEPODOBA MI SIĘ 'GOLDEN AGE OF GROTESQUE'!!! TAK, TO PRAWDA!!! Nie podoba mi się i szczerze powiem, że baldofiołkowego pojęcia nie mam, co się ludziom (i vampirom) tak podoba w nowym albumie. Moim zdaniem, na 'Grotesce' brakuje tego 'czegoś', czego było 'od groma' na starszych albumach. Brakuje Klimatu (NIE BIĆ!!! Każdy ma prawo do własnego zdania!). A twórcą tego Klimatu był (moim zdaniem) Twiggy. Oczywiście może być tak, że ja to po prostu wyolbrzymiam. Nie ukrywam faktu, iż Twiggy był moim ulubieńcem. Nie ukrywam faktu, że nie przepadam za Timem (mało powiedziane! - Alanis). Może więc dlatego nie podoba mi się 'Groteska'. Bo nie ma na niej Twiggy'ego. Z zespołu odszedł mój ulubieniec, więc mój stosunek do MM zmienił się (na gorsze). Jednak, drodzy Czytelnicy, musicie przyznać, że wraz z odejściem Twiggy'ego - zespół stracił to 'coś'.

Ale wracając do 'Groteski'. Na płycie podobają mi się cztery tracki. Są to:
-This Is The New Shit
-Use Your Fist And Not Your Mouth
-The Golden Age Of Grotesque (przypomina mi stary, dobry 'Smells Like Children' hje, hje… 'Sweet Dreams' I 'Dope Hat' rulezZz!)
-Tainted Love (równiez sentyment. To od tego kawałka zaczęła się moja przygoda z Doktorkiem=^^=)

Jak na mój gust, na albumie jest zbyt dużo elektroniki. Wersje koncertowe (znane mi niestety wyłącznie z internetu... znowu nie byłam na koncercie!!! *chlip*) są jej pozbawione, przez co zyskują w moich oczach. Jak na złość - wokal Marilyna również uległ zdanie. Gdzie się podziały czasy 'Antichrist Superstar'?! No gdzie, się pytam??!!!

Kończę, bo mnie wena opuszcza.

Jeśli ktoś nie zgadza się z moimi poglądami na temat 'Groteski' (a takich osób będzie na pewno od grooooooma), niech pisze na: Black_Nemesis@wp.pl

I niech uświadamia mnie, że 'Groteska' rulezuje. Może mnie nawet uświadomi... Kto to wie...


© Sevanne & Alanis (dopiski)