***Metallica - Master Of Puppets***



Okładka - mój ojciec mówił że satanistyczna:)))Miałem poważne wątpilwości, czy napisać tę reckę. W końcu w KM'ie pojawiały się już setki recenzji płyt Metalliki. Mimo wszystko po przeliczeniu recek Master Of Puppets wyszło mi, że było ich tylko... 7!!! A ja wychodzę z założenia że o wielkich rzeczach powinno się mówić, tak więc o Metallice nigdy dość.

Płyta, którą prezentuję jest trzeicim logplayem panów z Kaliforni, czyli:
Jamesa Hetfielda - wokal i gitara rytmiczna
Larsa Ulricha - bębniarza
Kirka Hammeta - gitarzysty prowadzącego
Cliffa Burtona - basisty genialnego oraz wokala tylnego:)
Płytę wydano w 1986 roku, ale do Polski dotarła w 1989. Wyprodukowała ją... Metallica(a w którymś tekście +iommi+ pisał, że James i Lars nie produkowali sami sobie płyt... to kto w takim razie?). Znajduje się na niej 8 kompozycji(nadal za mało!). Jest jescze inna smutna informacja. Po wydaniu tej płyty zmarł tragicznie Cliff Burton, basista. Stało się to podczas jednej z tras koncertowych, gdzie śpiący Cliff wypadł z autobusu, który przewrócił się na niego:((. A teraz recenzja właściwa.

Koncepcja albumu jest ta sama, co przy Ride The Lightning, czyli - najpierw spokojne dźwięki, przchodzące w ostrą jazdę(Battery), potem utwór tytułowy, czyli Master, następnie dość energiczne The Thing That Not Should Be oraz balladka Welcome Home(Sanitarium). Jest też utwór instrumentalny(Orion), czyli wszystko idzie zgodnie z planem:). Piosenek jest mimo wszystko za mało. Ciągle czuję jakiś niedosyt. Battery to utwór, którego nie można zapomnieć. Szybkie riffy, dynamiczna jazda, lepszy niż na Ride wokal Jamesa... Ogólnie utwory są bardzo zróżnicowane. Master Of Puppets - to jest to! Zarąbisty tekst o narkotykach i zniewoleniu człowieka(albo o jakimś demonie, ale według mnie to jest raczej o dragach). Bardzo dobre na koncert. The Thing That Should Not Be to po prostu fajny utwór, ale nie czuć już takiego poweru jak przy dwóch poprzednich. Welcome Home(Sanitarium) to świetna balladka, która trochę przyspiesza przy refrenie. Załuję, że nie ma(tak jak w Fade To Black) solówki Kirka zamiast refrenu. Trochę się znudziłem, ale obudził mnie Disposable Heroes. Znów tekst o wojnie a raczej o przymusowym poborze do wojska("Life planned out before my birth, nothing could I say / had no chance to see myself, moulded by the day / i looking back i realize, nothing i have done / left to die with only friend / alone i clench my gun..."). Po prostu świetny. Hetfield świetnie drze japę przy wersie "Back to the front!". Leper Messiah niczym się spośród innych nie wyróżnia, poza fajnym rfrenem, ale Orion to już coś. Kosmiczne klimaty na początku i prowadzący bas Cliffa+jego solówka... miód(to jest utwór instrumentalny jakby ktoś nie wiedział). O Damage Inc. mogę mówić w samych superlatywach, ponieważ mile mnie zaskoczyło. NIe jest to jakieś skomplikowane i rozbudowane, po prostu ostra jazda i ten szept Hetfielda "Damage incorporated". Co ja tu się będę rozpisywał! Jeśli uważasz się za fana Metalliki to z pewnością masz tę płytę. Reszcie radzę tę stratę nadrobić, ponieważ nieposiadanie tej płyty to prawie jak grzech... Posumowując: Świetne riffy, dobry wokal, cudowne teksty... to po prostu trzeba mieć. Ale nie dam 10, bo album jest za którki...

Ocena: 9+/10


© Obywatel siX(obywatelsix@go2.pl)