Judas Priest - "Jugulator"
Do tego krążka Priest podchodzę z lekkim
sentymentem. Otóż od niego zacząłem przygodę z muzyką Tiptona i spółki.
Czy wybrałem właściwą pozycję? Można by polemizować. Beznadziejna okładka
(nie chcę mi się opisywać) schodzi na drugi plan. Zajmiemy się muzyką. Na pewno materiał
zawarty na "Jugulator" nie stanowi prawdziwej esencji muzyki Judasów.
Tuż przed nagraniem krążka grupa reaktywowała się z nowym wokalistą. Już
na poprzedniej płycie jeszcze z Halfordem ("Painkiller") dało się
zauważyć jakiś progres w twórczości Brytyjczyków. Po wysłuchaniu "Jugulator"
można śmiało powiedzieć, że doszło jednak do zmiany stylu Judas Priest. W
tym wypadku nie bez znaczenia był fakt, iż przez jakieś 6 lat kapela nie
istniała, muzycy Priest z nowym wokalistą doszli do wniosku, że zmiana stylu
nastąpić musi. Toteż na płycie z 1997 r. mamy taką muzę, jaką mamy. Czyli
kawał mocnego mięcha z pod znaku heavy-metalu. Oczywiście mocniejsze
brzmienie, dużo cięższe gitary, agresywny wokal Tima `Rippera`, to złożyło
się na "nowe Judas Priest". Echh... praktycznie to inna kapela...
Przed ukazaniem się "Jugulator", gitarzysta Priest, Glenn Tipton mówił:
"Napisaliśmy najlepszy album jaki kiedykolwiek powstał pod nazwą Judas
Priest". Wg mnie to najlepszy na pewno nie jest. A poza tym w ogóle nie ma
co porównywać
dwóch w zasadzie różnych kapel! Muzyka jest szybsza i agresywniejsza na
"Jugulator" niż na płytach z Halfordem. Ale i tak daje kopa. Takie
kawałki jak "Burn In Hell" czy ballada "Cathedral Spires"
rozwalają. Taki właśnie jest The New Judas. Zachęcam do zakupów fanów
Judas Priest i Slayera. Materiał na płycie jest czymś pomiędzy tym
Halfordowym Priest a Slayerem. A jeżeli ktoś zaczyna dopiero przygodę z
Judasami, niech lepiej zostawi ten album na później. Oczywiście po pierwszych
przesłuchaniach może się nie podobać, ale z każdym następnym zacznie coraz
bardziej ;).
Ocena: 7+/10.