***Robert Halford - Resurrection***
Głos jakich mało



Za człowieka o najlepszym głosie na tym świecie zawsze uważałem i nadal uważam Fredka Merkurego. Nie spodziewałem się że metalowi wokaliści potrafią śpiewać tak dobrze, czysto i tak idealnie. Dopóki nie dorwałem tej kasety twierdziłem że tylko Dickinson może tak śpiewać. Jakże się myliłem...

Rob Halford to były wokalista bodajże Judas Priest - zespołu, którego nie miałęm przyjemności słyszeć. Słyszałem za to dużo o jego solowych płytach. I muszę stwierdzić że "Resurrection" wypada znakonicie! Ale o tym za chwilę...

W solowym projekcie Roba biorą udział: Pat Lachman(gitara), J. Baxter, Ray Riednau(bas) Bruce Dickinson(!!!), oraz producent - Roy Z. Należy wspomnieć również o polskim gitarzyście - Mike'u Chlaściaku i perkusiście Bobbym Jarzombku. Moim zdaniem gra całkiem porządnie, ale rewelacji nie oczekujcie. W końcu to solowa płyta Roba i muzyka ma stanowić tylko podkłąd do jego świetnego głosu.

Płyta jest dynamiczna. Przynajmniej w większości. Od razu na początek rozwala nas "Resurrection". Robert wyje jak skubany. Gitarka daje o sobie znać i według mnie jest to drugi najlepszy utwór na płycie. Dalej są podobne klimaty. To znaczy, szybkie, energiczne piosenki. Oczywiście można oczekiwać ballad, bo są i one. Silent Screams to najdłuższy utwór na kasecie i trwa aż 7 minut(dla porównania: reszta trwa po 3-4 min.)! Widać że postawiono na pokazanie możliwości wokalnych Roba i dlatego piosenki są różne. Mimo wszystko dominują te szybkie. Halford zahwyca nas swoją modulacją głosu. W "Resurrection" był to pisk, aby później, przy kawałku Made In Hell zaryczeć w normalny sposób. Wydobywa z siebie każdy rodzaj głosu, poza growlingiem(uff:)). Numer pod tytułem The One You Love To Hate wykonano z Dickinsonem, którego słychać wyraźnie. Zaproszenie Poula(tak ma na imię Dickinson) było najlepszym pomysłem na jaki Rob mógł wpaść i wyszło mu to na korzyść. A piosenka jest przednia... W następnych kawałkach Rob ma przebłyski geniuszu, ale niektóre mnie wręcz zniesmaczyły. Chodzi o Twist i Slow Down. Twist to "zasługa" niejakiego Boba Halligana Jr. Eech, nie mogę tego słuchać... Jeszcze jednym genialnym utworem jest Cyberworld. Ta gitara na początku... W oddali słychać jakieś odgłosy... chyba sample albo coś w tym stylu. Aha, jeszcze jedno. Jeśli nikt nie wyciął tego zdjęcia powyżej to poatrzcie sobie na niego, dowiedzcie się ile ma lat a teraz posłuchajcie jak śpiewa... A okładka podobna jest do tegoż zdjątka, tyle że widzimy Roba od przodu, jadącego na motorku.

Podsumowując: płyta jest swietna. Nie jest specjalnie ciężka(jeśli katowaliście uszy twórczością COB) ale wymiata. Rob Halford jest drugim po Dickinsonie najlepszym wokalistą metalowym! Już zaplanowałem kupienie sobie Live Insurrection(które MOŻNA dostać w Polsce, nawet w Media Markcie i Empiku - nie rozumiem czemu +iommi+ mówił że się nie da...) i zobaczę, jak wypada na żywca... jeśli nie masz tej płyty to jazda do sklepu!

Ocena:9/10


© Obywatel siX(obywatelsix@go2.pl)