Słuchając takich albumów jak "Goatlord" aż smutno się robi na samą myśl o najnowszych wydawnictwach Darkthrone. Aż łezka się człowiekowi w oku kręci jak wspomni "A Blaze..." czy choćby właśnie wymieniony "Goatlord". Mimo, że są tu tylko stare nagrania z nowymi wokalami to czuć w nich ten... hmm... smutek, mróz jakim oblał nas Satyr. Czujemy ten wspaniały klimat Norwegii...

"Towards The Thornfields"

Mimo, że od pierwszych sekund trwania album mi się spodobał a wokal mile zaskoczył musiałem znaleźć kilka mankamentów. Może i się czepiam, może innym to pasuje ale mnie szczerze denerwują te beznadziejne pojękiwania i dziwne głosy w tle [jeden jakby kobiecy], po prostu mnie wkurzają i przez to płytka traci trochę z klimatu. Wspominając o głosach w tle nie mógłbym pominąć wspaniałego wrzasku jaki słychać w tle w pieśni zatytułowanej "(Birth of Evil) Virgin Sin". Słychać też jęki ludzi jakby umierających straszną śmiercią, wdzierają się w uszy i świdrują mózg, pragniesz aby skończyły ale zanim spełni się twe życzenie zwariujesz.


"As Desertshadows"

    W każdej recenzji przynajmniej jedno zdanie muszę poświęcić na wspomnienie o gitarach... Na tej płycie nie wygrywają one może jakichś skomplikowanych riffów ale nie są też prymitywne. Jak dla mnie - idealne, nie trzeba w koncentrować się na nich można skupić uwagę na wspaniałym głosie wokalisty. Muszę jednak przyznać, że tworzą one ten świetny, specyficzny klimat kiedy czujesz jakbyś odpływał od siebie. Potęgują to też [bardzo rzadko] chórki, które tak ostro zjechałem w pierwszej części tekstu [vide - "Green Cave Float"]. Nie trzeba słuchać tych dźwięków wypływających z wioseł - je się czuje! A takie coś się rzadko udaje!

"In His Lovely Kingdom"

    Nie ma klawiszy - całe szczęście, tylko schrzaniły by cały klimat. Idealnie komponująca się z wokalem i gitarą perkusja schodzi nieco na drugi plan, jak dla mnie - super. Nienawidzę jak jest wysunięta na pierwszy plan. Wszystko się ładnie zgrywa - jedynie te chórki potrafią zniszczyć klimat. Wokalista tworzy go, gitara wydobywa z siebie kolejne mięsiste riffy a tu nagle "aaaaaaaa..." i to przez kobietę... do cholery! Chłopaki jak mogliście? Satyr, co z tobą?

"Pure Demoniac Blessing"

    Ogólnie płytka jest utrzymana w bardzo mroźnych klimatach, czuć czasem mrok i mimo, że słuchamy tego w ciepły letni wieczór widzimy śnieg za oknem. Czasem palce same wyskakują do góry i mieszają w powietrzu udając, że latają po gryfie. Machamy łbem i skaczemy po naszym ślicznie zaścielonym łóżku. Nie ma tu może wspaniałych solówek gitarowych ale nie jest to potrzebne. Ja jestem pewien, że do "Goatlord" jeszcze wrócę i ponownie stanę się jego niewolnikiem!

OCENA - 8,5\10

Plusy - Klimat, gitary, wokal....
Minusy - CHÓRKI, parę drobiazgów...{I Troszkim Riffki jak u karetki pogotowia [!] -dop.chriz}

Ragnar