BATHORY
"Twilight Of The Gods"
Czy jest ktoś, kto nie zna Bathory ? Jeżeli są jeszcze tacy, to niech lepiej nie podnoszą rąk, ponieważ, zaprawdę powiadam wam, wstyd to wielki. Ale nie o tym miałem...
"Twilight Of The Gods" to szósta płyta w dorobku Bathory, wydana w 1991 roku, oczywiście przez Black Mark. Quorthon już dawno odszedł od thrashowego stylu grania na rzecz podniosłego, epickiego, pogańskiego Viking Metalu. Po świetnym "Hammerheart" przyszedł czas na to dzieło. Tytuł tego wydawnictwa został zaczerpnięty ze słów F.Nietzche'go, które zresztą przytoczone zostały we wkładce. Okładka albumu przedstawia (w bardzo piękny sposób zresztą) krajobraz ziem północy. Widzimy rwący potok, a w tle majestatyczne góry o zachodzie słońca. Okładka doskonale pasuje do treści zawartej w muzyce i (pogańskich oczywiście) tekstach. Tak właśnie powinna wyglądać okładka płyty Viking Metalowej. Muszę w tym miejscu powiedzieć, że Bathory zawsze miał świetne okładki, idealnie oddające przekaz całości.
Nie wiem jak to powiedzieć, ale muzyka na tym wydawnictwie jest jakaś taka... pierwotna. Może to zasługa brzmienia, może samych kompozycji a może to ten głos Quorthona ? Nie wiem. Wiem tylko tyle, że ten album potrafi drgnąć tymi strunami w duszy, które zazwyczaj pozostają niewzruszone. Muzyka jest doprawdy wyśmienita. Przez cały czas słuchania, odczuwa się ten podniosły, skandynawski klimat. Bardzo dużo jest partii akustycznych. O nich muszę wypowiedzieć się trochę szerzej, gdyż są one doskonałe. Zazwyczaj budują wstęp lub zakończenie utworów, ale także możemy usłyszeć je gdy razem ze wszystkimi innymi instrumentami kreują niebanalne melodie. Nie tylko same pomysły i genialne melodie, ale także ich wykonanie zasługują na najwyższe uznanie Trzeba przyznać, że na akustyku to Quorthon grać potrafi(i to jak!) Kompozycje są długie, rozbudowane i pełne patosu. To są wręcz hymny opiewające potęgę nordyckich bogów (którym Q. oczywiście służy). Wokale Quorthiego są czasami jakby na granicy załamania głosu, czasami Q. łagodnie szepcze, czasem wygłasza majestatyczne przemówienie. Jak dla mnie, wokalizy idealnie pasują do całej reszty. Jeszcze parę słów na temat solówek - jest ich dość mało, ale według mnie jest to zaleta. Właśnie to mnie denerwuje w dużej części metalowych zespołów - w każdym utworze znajduje się jakieś solo albo nawet kilka (mistrzem w tej dziedzinie jest Slayer), ale rzadko która jest naprawdę dobra. Wolę zdecydowanie, jak na płycie są 2-3 solówki, ale świetne i poruszające, a nie kilkanaście średnich. Drugi problem to to, że solówka może być dobra ale wykonawcy próbują na siłę umieścić ją w jakimś kawałku, w związku z czym wydaje się ona oderwana od reszty, kompletnie nie pasuje. Na "Twilight Of The Gods" solówek jest mało, ale są przemyślane, chwytające za serce. Są one integralną częścią kompozycji. Czasami jest to solówka na gitarze, czasami na basie.. Jednym słowem - wszystko jest tak, jak być powinno.
Reasumując: genialna płyta, polecam bardzo.
Ocena: 10/10