Apocalyptica - "Reflections"

     

  

   Ten fiński zespół to swoisty ewenement na scenie metalowej. Mimo braku klasycznego dla tego gatunku instrumentarium wydaje mi się, że śmiało można określić tych czterech miłych panów, znanych jako Apocaliptica, jako zespół poruszający się po jakże płynnej granicy szeroko rozumianego metalu. A za sprawą najnowszego ich albumu, to „szufladkowanie” (nienawidzę tego słowa i nienawidzę tego robić) stało się jeszcze bardziej oczywiste. „Reflections” jawi się jako naprawdę wielki krok naprzód w karierze tego ciekawego zespołu, sprawiający, że ich związek z muzyką metalową jeszcze bardziej się zacieśnił.

   Tak jak w przypadku Therion, Apocalyptica przyciąga na koncerty zarówno ludzi związanych ze stricte metalową subkulturą, jak i poważnych panów w garniturach słuchających na codzień Mozarta, Beethovena czy Bacha. Zaczynali jak pewnie większość z nas od Metalliki, tylko, że zamiast słuchać tak kultowych płyt jak „Master of Puppets” czy „Ride the Lighting” zaaranżowali utwory owej żywej legendy trash metalu (ostatnio jednak mocno podupadłej) na cztery wiolonczele…I to było to! Od paru lat jednak tworzą także (z powodzeniem trzeba dodać) własne kompozycje. Zaczęło się od wydanego w 2000 roku „Cult”, a ostatni krążek zatytułowany, „Reflections” jest kolejnym, muzycznym krokiem naprzód. Bardzo udanym krokiem…

  Podobnie jak, „Cult”, (choć i na nim znalazły się bodajże trzy covery) najnowszy album składa się wyłącznie z autorskich kompozycji. Już przy okazji poprzedniego krążka mogliśmy się przekonać, że talent kompozytorski Finów jest naprawdę duży i utwory przez nich skomponowane stoją na bardzo wysokim poziomie artystycznym. Zadanie to było trudniejsze tym bardziej, że nie mamy tu do czynienia z typową strukturą „piosenkową” – zwrotka, refren, zwrotka, refren itp. Dlatego też jestem pełen podziwu, bo udało się stworzyć tym panom muzykę porywająca, a jednocześnie do bólu klasyczną (choć występuje tu pewne novum, o którym za chwilę), a przy tym wcale nie nudną, dla kogoś kto rzadko ma do czynienia z tego typu graniem.

   Podczas nagrywania tego albumu muzycy zaprosili do współpracy żywą legendę metalowego grania – Dave’a Lombardo. Nie muszę chyba mówić, w jakim zespole ten miły jegomość pełnił swego czasu (a ostatnie doniesienia mówią, że znowu będzie pełnił) rolę perkusisty? Za sprawą tego człowieka muzyka Apocalyptiki stała się o wiele bardziej żywiołowa i rzekłbym brutalna, co na pierwszy rzut oka może wydawać się wręcz herezją! Faktem jest jednak, że nowe kompozycje po prostu masakrują! Lombardo, co prawda bębni tylko w pięciu utworach z trzynastu, ale także w większości pozostałych kompozycji perkusja jest obecna, co czyni brzmienie tego albumu bardziej metalowym. Już otwierający album bardzo szybki utwór pt. „Prologue (Apprehension”) pozwala zorientować się, że nie będzie tu zbyt dużo nostalgicznych dłużyzn, a nacisk został położony na dynamikę i żywiołowość utworów. Tak też jest w przypadku reszty utworów, że wymienię choćby „No Education”, „Ressurection”. „Torreador II”, „Cortege” (najcięższy utwór na płycie, wiolonczele brzmią jak prawdziwe gitary!!) czy też znany z singla, cudowny „Somewhere Around Nothing”. Jest jednak na tej płycie także miejsce na chwilę wytchnienia w postaci takich utworów jak piękny „Faraway”, „Conclusion”, czy kończąca „Reflections”, cudowna i nostalgiczna kompozycja pt., „Epilogue (Relief)”. Wszystkie kompozycje stoją mniej więcej na tym samym, bardzo wysokim poziomie i ciężko jest wskazać mi te najlepsze. Cała płyta jest bardzo spójna, co razem z doskonałą zawartością muzyczną sprawia, że nie ma mowy nawet o chwili nudy. Album trwa niespełna 50 minut i wierzcie mi, że ani przez chwile nie będziecie mieli ochoty wyłączyć odtwarzacza, zniewoleni dynamizmem i rozmachem kompozycyjnym.

  Podsumowując jest to jedna z najlepszych płyt wydanych dotychczas w 2003 roku, jakie dane mi było słyszeć. Modne stało się teraz twierdzenie, że cytuję „jest to najdojrzalszy album” danego zespołu, dlatego też ja nie użyje tego sformułowania, choć jest w nim dużo prawdy. Dość powiedzieć, że „Reflections” to porywający album, który polecam zarówno lubującym się w ekstremalnych dźwiękach, jak i ludziom kochającym muzykę klasyczną. Na pewno udało się Finom udowodnić, że paradoksalnie, muzyka metalowa i klasyczna ma ze sobą więcej wspólnego, niż można by przypuszczać. Zadziwiający jest sposób, w jaki nastrojone zostały wiolonczele – brzmią jak prawdziwe gitary, co w połączeniu z perkusją obsługiwaną, przez Lombardo daje wyśmienite połączenie. Dlatego też ocena jest taka, jaka jest. Co więcej – jest w pełni zasłużona! Mam nadzieje, że na następnym albumie Apocalyptica podąży drogą wytyczoną na „Reflections” i jeżeli tak się stanie, to ponownie będziemy mieli do czynienia z wydawnictwem wybitnym.

Ocena - 10/10

 

 

                                                                                                               Shagrath

                                                                                                         shagrath@go2.pl
                                                                                                    http://cof.rockmetal.art.pl
                                                                                                            GG: 1854873