<< Mordercza siła grających szaf :) >>



Wstęp
Znaczna większość czytelników KM'u to metale bądź rockersi. Jak mniemam osobniki takie raczej na dyskoteki się nie wybierają. Co więc pozostaje? Pobliski pub, w którym można posiedzieć, pogadać z kumplami i spokojnie wypić broWarka ;). W wielu z tych pubów/barów stoi gdzieś w kącie szafa grająca. Taki niepozorny mebel, który zajmuje tylko niepotrzebnie miejsce. Nic bardziej mylnego. Ten artykuł ma wam pokazać jak ważną rzeczą w życiu przeciętnego fana rocka/metalu jest właśnie to małe pudło. Przedstawię tutaj kilka alternatywnych sposobów wykorzystania tego narzędzia masowej zagłady.


Rozdział 1

Szafa grająca jest tworzycielem klimatu... oraz idealnym jego zabójcą :).

Przykład: Piątkowy wieczór. Moja ulubiona knajpa.
Siedzę sobie wraz z dwoma kolegami w naszym ulubionym pubie. "Old Smuggler" się to miejsce zwało (jakieś skojarzenia?). Jeden z moich kolegów to fan hip-hopu, drugi zaś czysty rockers. To, iż pierwszy słucha muzyki, której nie jesteśmy w stanie zaakceptować wcale nie wpływa na nasze relacje koleżeńskie (jak widać full tolerancja). Wszyscy lubimy knajpę, w której aktualnie jesteśmy - ma świetny klimat, grają całkiem przyzwoitą muzę i przywołuje ona miłe wspomnienia. Zakupiliśmy więc trochę chmielu i rozsiedliśmy się w loży wspominając stare, dobre czasy. Mojej uwadze nie umknął fakt, że tego dnia do pracy przyszła nowa barmanka. Siedzieliśmy tak i gadaliśmy, aż w końcu jakiś gostek krzyknął do barmanki "puść tam jakąś fajną muzę". Chwilę potem w głośnikach rozległy się dźwięki, które inni nazywają "muzyką biesiadną". To było straszne. Poczułem się tak, jak gdybym siedział w jakiejś wiejskiej melinie, do której chodzą same stare żule. Duża część osób zaczęła sobie nucić, bądź też śpiewać na głos. Tego było już za wiele. Obejrzałem się na kolegów, a w ich oczach dostrzegłem ogromny ból ;). Cierpienie, którego nie sposób opisać ;). Nie było innej rady, trzeba było to przerwać. Spojrzałem porozumiewawczo na kolegę-rockersa. Zrozumiał. Oboje wstaliśmy i podeszliśmy do stojącej w rogu szafy grającej.
"Co my tutaj mamy?(zacząłem przeglądać płyty) ..Biesiady ludowe? ...mogłem się domyślić. ...Ich Troje? ..jakże by mogło być inaczej? ...Metallica? ...nowe płyty - szkoda, ale to powinno wystarczyć ;)".
Wrzuciłem "dwa zeta" do maszyny i wybrałem "Nothing Else Matters", "The Unforgiven II" oraz Linkin Park "Krwlg" - bo ma fajny klimacik. Gdy tylko z szafy rozległy się dźwięki pierwszego numeru poczuliśmy na sobie wzrok wyszyskich osób. Barmanka, aż czerwona ze złości wyłączyła swoją wspaniałą muzykę. Pomimo tego, że wybrałem bardzo łagodne utwory, to inni jakoś nie potrafili tego docenić. Wrogość unosząca się w powietrzu była wręcz namacalna. Wychwytywałem pojedyncze, niezbyt przyjazne spojrzenia skierowane w naszą stronę. Jedno z nich mówiło: "uważaj chłopcze na plecy, bo różne wypadki chodzą po ludziach. he, he, he..." :). Gdy ponownie podeszliśmy do szafy usłyszałem jak jakaś dziewczyna gdzieś obok szepnęła do koleżanki: "O nie! Znowu!?". Mógłbym przysiąc, że gdy tak staliśmy i wybieraliśmy kolejne utwory było słychać szczęk wysuwanych noży ;). Atmosfera robiła się coraz bardziej wroga, więc szybko dopiliśmy piwo i opuściliśmy lokal.
- Chyba już nas tu nie lubią.
- Masz rację, trzeba się będzie przenieść gdzie indziej. Nasz kochany Smugglerek cosik się nam ostatnio popsuł.


Rozdział 2

Szafa grająca to zaiste broń potężna, która w roli "oczyszczałki" użyta zostać może

Przykład: Ten sam dzień. Ci sami koledzy. Nowa knajpa ;).
Postanowiliśmy wpaść do nowopowstałego pub'u zwanego "Kręgielnią" (zgadnijcie dlaczego). Jak tylko weszliśmy do środka od razu uznaliśmy, że to fajne miejsce i miło będzie tu przesiedzieć trochę czasu. Lokal był duży i dobrze przemyślany. Trzy duże sale połączone małymi przejściami, miłe dla oka kolory, komfortowo wyglądające loże oraz rock sączący się z głośników - to było to, co tygrysy lubią najbardziej. Był jednak jeden malutki problem - wszystkie loże były zajęte. Zrezygnowani stanęliśmy ze spuszczonym wzrokiem w kącie najmniejszej sali. Nagle zauważyłem, że jeden gościu podchodzi do mieszczącej się między fliperami szafy grającej i zapuszcza jakiś hip-hopowy numer. Uważniej rozglądnąłem się po całej, niezbyt rozległej sali i nagle w mym chorym umyśle coś zaiskrzyło. Były tu trzy loże - w jednej siedziała zakochana parka, a pozostałe dwie były zajęte przez facetów, którzy bardzo przypominali mi dresiarzy, oraz kilka dziewczyn. "Mam pomysła" - rzekłem kolegom po czym podszedłem do szafy grającej.
"Co my tu mamy?" (deja vu ;)) "...Blue Cafe? ..weźcie i spalcie to! ...Ich Troje? ...czy jest jakaś szafa gdzie tego nie ma? ...Co? Tylko polskie zespoły? Uff, zagraniczne są poniżej - a już się bałem :). ...Iron Maiden? ..łał, aż dwie płyty. ...Metallica? ..."Black Album" - oh, yeah! ...Nirvana? ...też jest, "Nevermind" - sam miód. ...Pink Floyd? ..."The Wall" - kocham tę szafę ;). ...Queen? ...no, tego nie mogło zabraknąć".
Wyszukałem w moim, jakże chudym ;), portfeliku dwa złocisze i zafundowałem wszystkim "Smells like..." Nirvany, "Bohemian..." Queena i mój ukochany "The Unforgiven". Ku mojemu wielkiemu zadowoleniu dresiarze nerwowo kręcili się na swych siedzeniach. "Jeszcze chwila i wymiękną" - pomyślałem. "Ciekawe co by było, gdybym puścił coś mocnego???". Moi koledzy załapali o co chodzi i tym razem to oni wrzucili dwuzłotówkę, ale pozwolili mi wybrać numery. "Dobra, tym smutkiem was zabiję" - zapuściłem "Hey You" Floydów, coś z Metallici i już miałem wybierać ostatni utwór gdy kolega-rockers chwycił mnie za ramię.
- Wybierz to - wskazał palcem "Halucynacje" Republiki.
- A co to jest? Zadziała chociaż? - zapytałem
- Masz to jak w banku, stary - powiedział z szelmowskim uśmiechem, którego nie potrafiłem rozszyfrować.

Wtedy jeszcze nie rozumiałem na jaką katownię skazałem tych dresów ;). Wytrzymali dwa pierwsze utwory i wydawało się, że wytrzymają następny. Może by się tak stało, gdyby nie solówka :). Była to solówka, jakiej jeszcze nie słyszałem. Gitarowe dźwięki wwiercały się w czaszkę z niewiarygodną siłą i rozsadzały ją od środka. Chwilę później w tej małej sali został tylko chłopak ze swoją dziewczyną, których nie interesowało to co działo się wokół nich (byli zbyt zajęci sobą :P). Po dresiarzach natomiast nie zostało żadnego śladu (no, może poza skrętami w popielniczkach).
- No to chłopaki, którą lożę zajmujemy?


Rozdział 3
Szafa grająca do wojny toczenia, jak i wrogów torturowania świetnie się nadaje

Przykład: Ci sami kumple. Ta sama knajpa. Inny dzień. Inni dresiarze.
Nie ma chyba nic bardziej wkr***ego, niż to, że jakiś palant spieprzy ci nastrój i przeszkodzi w spokojnym sączeniu wywaru z chmielu. Siedzieliśmy sobie w naszej nowej ulubionej knajpie :P i słuchaliśmy radia "Delta" puszczonego przez barmana. Wszystko było pięknie - browar był zimny, muzyka dobra, zgrana paczka, ładne kobiety wokół - jednym słowem "klimat jak się patrzy". Aż tu nagle do lokalu wpadli dresiarze i w akompaniamencie licznych k***w i ch***w zajęli okoliczne loże. Po mimo iż sam lubię sobie od czasu do czasu przykląć, to wnerwiają mnie ludzie, którzy używają słowa "k**wa" zamiast przecinka (zwłaszcza gdy w okolicy znajdują się przedstawicielki płci pięknej). Gdy jeden z dresiarzy podszedł do szafy i wrzucił pięciozłotówkę, to myślałem, że go zaj***ę. Nie dlatego, że mu zazdrościłem cholernie grubego portfela. Nie dlatego, że nosił dziesięć kilo złota na szyi. Nie dlatego, że zachowywał się jak szpaner. Chciałem to zrobić dlatego, że puścił Stachurskiego, inne takie wiejskie klimaty i jednocześnie zagłuszył mi "Nothing Else Matters", lecące w radiu. "Przegiąłeś pałę, stary". Razem z kumplami przetrząsnęliśmy kieszenie w poszukiwaniu drobniaków, a ja skoczyłem wymienić je na całe dwuzłotówki - "Jak wojna, to wojna". Po tym co im zaserwowaliśmy nie odważyli się już do szafy podchodzić :). W takim "miłym" nastroju minął nam wieczór. Zbliżał się ranek i czas było wracać do domciu. Wstaliśmy z loży i chcieliśmy udać się w stronę wyjścia. W tym momencie usłyszałem jednak jak jeden z dresów mówi dumnym i zwycięskim głosem: "Wreszcie!". To słowo tak mnie wku***ło, że dałem znak kolegom, aby jeszcze sekundkę zaczekali. Wyszperałem w kieszeni ostatniego dwuzłocisza (sam nie wiem skąd się tam wziął), znów stanąłem oko w oko z maszyną grającą i wybrałem najostrzejsze numery jakie znalazłem. Ze złośliwym uśmiechem na ustach opuściłem tamtych wiejskich kamratów. "Miłego słuchania, s***syny".


Rozdział 4

Szafa grająca działa w bardzo dziwny sposób na kontakty międzyludzkie.

Przykład: Ci sami koledzy. Inny dzień. Inna knajpa.
Tym razem znaleźliśmy się w pubie znanym jako melina metalowa. Grali tu zwykle cięższą muzykę i znaczna część osób tu przychodzących nosiła się w czerni lub/i miała długie włosy. Swojskie klimaty. Mimo to, jakoś dziwnie się tam czuliśmy. Żaden z nas długich włosów nie miał, a i barwy w jakie byliśmy wówczas obleczeni do najciemniejszych nie należały. Znów te niezbyt przyjemne spojrzenia i ogólna wrogość w nas zostały wycelowane. Lożę na przeciw nas zajmowały dziewczęta raczej średniej urody, które obdarowywały nas spojrzeniami jeszcze bardziej wrogimi niż reszta obecnych. "Pewnie stałe bywalczynie - nie lubią obcych". Barman był jakiś taki niemrawy, a w jego wieży leciała "Meteora" Linkin Parków, co nam zbytnio do gustu nie przypadło. Było zbyt smętnie i monotonnie. I w tym momencie w mojej historii znów pojawia się szafa grająca. Postanowiliśmy sie złożyć i puścić kilka utworów.
"Co my tu mamy (po raz trzeci;)? Kaja Paschalska?... o zgrozo! ...Ich Troje ...nawet tutaj, w takiej knajpie??? ..Metallica ..."S&M" - bleee ;). ...Nirvana .."Nevermind" - nie mogło tego zabraknąć. ...Queen ..to przecież podstawa. ...Co? Nie ma Pink Floydów??? Do d***y z taką maszyną".
Wszyscy zgodnie wybraliśmy "Until It Sleeps" Metalmanii, "Bohemian Rhapsody" Kłina i "In Bloom" Narwanej ;). Na odzew nie musieliśmy długo czekać. Jedna ze wspomnianych wyżej dziewcząt podbiegła do szafy i ze zdziwieniem przyglądała się liście utworów, które puściliśmy. Spojrzała na nas z niedowierzaniem, skierowała swój wzrok ponownie na szafę, po czym wróciła biegiem do koleżanek i natychmiast rozpoczęły się szepty na nasz temat. "Ech, kolejne małolaty, które na muzyce się nie znają i klasyki docenić nie potrafią" - pomyślałem. Swój błąd zrozumiałem dopiero gdy zaczął się "Bohemian..." .. i gdy dziewczyny zaczęły śpiewać :P. Aż miło było posłuchać jak na tych cieniutkich głosikach unosiły się słowa: "...mama just killed a man..." - dla takich chwil warto żyć :). Jak tylko ostatni utwór przebrzmiał znów podeszliśmy do maszyny włączając kolejne trzy utwory (w tym "Call of Ktulu" Metallici - Lovecraft rulez! :)). Ponownie jedna z dziewcząt podbiegła do szafy aby obejrzeć "plejlistę". Odwróciła się do koleżanek pokazując im wyprostowany kciuk po czym spojrzała w naszą stronę posyłając nam szeroki, szczery uśmiech. Druga z dziewcząt dołączyła do niej i wrzuciła monetę do maszyny. Żałujcie, że nie widzieliście tego banana, który wyrósł na twarzy mojego kolegi gdy jedna z dziewczyn powiedziała do drugiej: "Puść Republikę" :)). Tym razem wieczór minął w naprawdę miłym nastroju (kto by się tego spodziewał?).


Zakończenie
Jest jeszcze kilka innych śmiercionośnych zastosowań tych niebezpiecznych mebli, jakimi są szafy grające. Można zrzucać je z wysokich pięter wprost na przechodniów, umieszczać w nich materiały wybuchowe (zapalnik ustawiając pod klawiszem "start" ), lub też wykorzystać je w roli "dziadka do orzechów" na głowach dresiarzy. Ale tych wariantów opisywać nie będę, ponieważ nie mam wystarczającego doświadczenia w ich stosowaniu. Może kiedyś... :)

 

Wszystkie wymienione wyżej wydarzenia są prawdziwe, czasami lekko tylko uwidoczniłem jakąś rzecz, abyś Ty czytelniku lepiej zrozumiał daną sytuację.

Ten art (czy naprawdę można nazwać to artem?) powstał w wyniku wielu wydarzeń oraz... nudów autora. Miał on być lekkim skokiem w bok i rozluźnieniem panującego w KM'ie napięcia metal-hiphop. Idealnym wzorcem zachowania jest tutaj wspomniany przeze mnie w pierwszym rozdziale kumpel (fan hip-hopu). Dzielnie znosił utwory, które puszczaliśmy i wcale się przy tym nie skarżył. Czasami wręcz przyznawał nam rację co do "fajności" jakiegoś kawałka. Jest natomiast jeden utwór, którego nie był w stanie wytrzymać - "Halucynacje" Republiki :)).

Wybacz czytelniku, ale jeżeli oczekiwałeś jakiegoś ciekawego i sensownego tekstu to się pomyliłeś - to nie ten adres ;).

Hmm, zastanawiam się dlaczego powyższego zdania nie umieściłem we wstępie??? Podły ze mnie człowiek.

PS. Z całego serca współczuję wszystkim dresiarzom, którzy znajdą się w jednym pomieszczeniu z nami i jakąś dobrą szafą grającą. :P


Kulturny << kulturny@interia.pl >>