*** Dlaczego non-true MayheM jest lepsze od true? ***
I. "Zos Kia Kultus rozpoczyna się takim sobie motywem stukanym na werblu, jakoś mi się to skojarzyło z niesamowicie chujowym ostatnim albumem Mayhem... chyba niektórzy wiedzą o co chodzi hehe :)." - Slatan
II. "Ogólnie rzecz biorąc dla mnie Mayhem bez Euronymousa nie istnieje..."
"Wykonane zostały wszystkie utwory z Kultowego (Kultowego mówie!) "De Mysteriis Dom Sathanas", tylko jeden utwór z Deathcrush, dwa utwory z demek ("Ghoul" i "Carnage"), oraz nie wiem po co jedną pozycję z Wolf's Lair Abyss..."
"Ogólnie większości się występ podobał, ale niektórzy starsi fani wyszli przed Mayhem, żeby nie słyszeć jak zespół szarga swój kult." - Książę Palownik
III. "Tylko że Mayhem wydaje ostatnio płyty z jakąś techniawą i tytułuje ja "Grand Declaration of War"..."
Dosyć tego! W niniejszym arcie postaram się obalić wszystkie argumenty skierowane przeciwko nowemu obliczu tej norweskiej formacji i zarazem postaram się zachęcić szanownych czytelników Kącika Muzycznego do sięgniecia po nowe dokonania MayheM. A więc bez zbędnych szczegółów postaram się przejść do meritum...
Argument Pierwszy - bo nie są true, grim & necro. Jej... I co z tego? Czy Maniac, Hellhammer czy Necrobuther byli true itp. za życia Euro? Nie, to byli zawsze normalni ludzie. Poza tym nie wiem, dlaczego tak wszytskim zależy na tym, by muzycy byli jakimiś psycholami? Chyba dlatego, by zaimponować przed kolegami (słuchającymi zapewne dobrych zespołów pokroju Cof, Dimmu czy CoB), jakimi to wy "szatanistami" jesteście i jakich to wy ekstremalnych ludzików słuchacie. Stajacie się wtedy takimi jak fani Manson... straszliwa obelga czyż nie?
Argument Drugi - bo MayheM się sprzedał. No nie, czy każdy zespół będący oryginalnym musi być od razu posądzany o komerchę? Norwedzy po prostu urozmaicili swój styl, na pewno nie są komercyjni bo to wciąż muza ekstremalna. Ten cały Peja u nas w Polsce sprzedał dużo więcej płyt niż banda Maniaca na całym świecie. I kto tu jest komercyjny? Ja widzę w progresie (prawie) same plusy. Dodatkowo muzycy osiągnęli już chyba szczyt możliwości technicznych. Hellhammerowi ledwo co dorównuje dwóch czy trzech innych pałkerów (m. in. Trym), Blasphemer, nowy nabytek, jest wprost perfekcyjnym gitarzystą, wręcz wirtuozem, a usłowiano sołowka z "Freezing Moon" nie jest wcale skopana, jest to jego świetna, pomysłowa interpretacja. Nie ma wątpliwości, że technicznie bije na łeb na szyję Euronymousa. Maniac jest z kolei bardzo wszechstronnym wokalistą: i charczy na kilka sposobów, i śpiewa świetnym czystym głosem, rapuje(?) w "Crystalized..." na GDOW, można by wymieniać długo, Necrobuther conajmniej doskonle wywiązuje się z roli dopełniacza tła, a cała ta elekronika doskonale wzbogaca całą muzykę. Acha, czy ww album GDOW jest tak bardzo komercyjny, skoro większośc nań faka? W ogóle gdzieś czytałem, że podobne zarzuty stawia się Immortalowi, Satyriconowi, Darkthrone czy Emperorowi. Żenada.
Argument Trzeci - MayheM nie gra blacku. No tu już ręce opadają. Stuk puk w łeb, powinno pomóc.
Argument Czwarty - MayheM żeruje na popularności starego składu. Nie powiem, przynosi im to popularność, ale to nie zmienia faktu, że nie spoczywają na laurach, co potwierdzają ostatnie płytki, na których aż czuć pot wylany podczas nagrywania tak znakomitego materiału.
Argument Piąty - liryki. Nie opowiadją już o poganach, morderstwach i Vladzie Tepesie, nie mniej są świetne i mają wspaniałe przesłanie. No może czasami śa trudne do interpretacji.
Argument Szósty (ostatni) - Maniac to gej:) Ponownie no comments...
Myśle, że argumenty dotarły do wszystkich true, grmi and necro blackmetalowców do przynajmniej (uważnego!) przesłuchania albumów Norwegów z neutralnym nastawianiem, a muzyka sama się obroni. Oczywiście jak się zdecydujecie, to kupcie oryginały, bo inaczej Maniac i reszta pomrą z głodu przed wydaniem nowego albumu. Który nota bene ma wyjść jeszcze w tym roku. Yeeaah!:)
PS. Starsze materiałe też są świetne, ale nowe są lepsze:P