MUZYKA MYCH USZU
Tak sobie myślałem - co jest naprawdę ważne? I doszedłem do wniosku: ważne co prawda są ogólnie pojęte tzw. "szczęście" - w powszechnym rozumieniu oznacza dużo kasy, kochającą rodzinę, dobrą pracę itp. "ważne" wartości. Otóż ten mój wniosek brzmi: "drobne" przyjemności mogą być równie ważne jak te "duże". Do tych mniejszych można zaliczyć chwile, które po prostu cieszą - ot, tak. Może to być np. widok zachodu słońca nad morzem, chwila wręczenia świadectwa szkolnego z dobrymi ocenami czy powrót ze szkoły do domu. Uśmiech ukochanej dziewczyny (kobiety). Ba, nawet wygranie pojedynku w Quake 3 z kumplem z sąsiedztwa.
Dla mnie bardzo ważne jest słuchanie muzyki. Daje mi ona bardzo wiele radości, którą jednak należy zaliczyć do tych "mniejszych", co wcale nie znaczy mniej ważnych.
Nie mam ulubionego gatunku. Ot, ma się dość imponującą kolekcję empetrójek (teraz prawie półtora tysiąca utworów). Winamp jest u mnie zawsze ustawiony na Shuffle. Co się wylosuje, to się słucha. Słucham techno, hip-hopu, rocka, metalu, disco-dance (czy jak to się nazywa). Ogólnie wszystkiego oprócz Disco-Polo:). Nawet nie wszystkie utwory znam, ale żal mi ich usuwać.
Od tego co się wylosuje często zależy mój humor. Chociaż czasem mam tak, że potrzebuję określonej muzy. Jak się wkur...zę, to potrzebuję sobie zapuścić na full volume jakieś techno, albo poważny hip-hop. Posłucham 15 min. i mi przechodzi. Fakt, że od czegoś takiego trochę przygłuchłem ostatnio (często się wkurzałem:) i dobre mam słuchawki:)). Jak mi smutno, to przychodzę, siadam i puszczam sobie jakiś metal (ale raczej tylko ballady).
Wiele utworów przywodzi mi na myśl różne obrazy, wspomnienia. Np. wylosował mi się utwór Mad House pt. "Like a Prayer". Tak mi się jakoś przyjemnie i miło zrobiło, nie wiedziałem czemu. Dopiero po chwili przypomniało mi się, że to właśnie przy akompaniamencie tej piosenki po raz pierwszy ujrzałem Ją. To było na dyskotece, w mieście, w którym... no dobra, nie będę tu historii miłosnej opowiadał:). No ale utwór powędrował na listę moich ulubionych.
W ogóle to zauważyliście, że większość subkultur społecznych została wyodrębniona ze względu na to, jakiej muzyki słuchają jej członkowie (członki:))? Uważam za cholernie chore dyskryminowanie ludzi ze względu na to, czego słuchają. Chociaż to i tak zależy od człowieka. Sam znam i takich, którzy są gotowi napier***** innego za to, że słucha black metalu ("za to, że jest pop******onym BRUDEM!!!"). Ale znam też pozytywne przykłady (metalowiec żłopiący hektolitrami piwo ze skejtem:)). Ogólnie - ludzie, nie ma co, wszyscy jesteśmy po prostu sobą, bez względu na to, kto czego słucha (no niech będzie, nawet Radio Maryja:)).
Wiele rzeczy może uzależnić. Ja jestem uzależniony od muzy. Jeśli przez dwa tygodnie jestem z daleka od mojej kolekcji, to mnie szlag trafia (dobrze, że mi wujek z USA discmana kupił, bo bym oszalał:)). Muszę sobie Winamp'a do autostartu wrzucić:), o, już. Fajny utwór mi się wylosował (The Witch - "Please don't touch me"):). Zaraz, zaraz, o czym to ja... a tak. Otóż uważam, że jest to uzależnienie mało szkodliwe (no poza tym słuchem:)).
Nie wiem jak to jest z tym (stosunkiem do słuchania muzyki, a nie słuchem:)) u innych ludzi, (ale chyba wszyscy słuchają - vide dopisy przy xywkach:)). Może ktoś napisze?
Kurde coś mi to niezbyt wyszło. No, ale nic - może ktoś będzie miał ochotę to przeczytać? Tymczasem! Ja wracam do słuchania:)
PS. Maila jak nie miałem, tak nie mam:(. Koleś wysyła moje arty, swoją drogą on też czasem coś napisze. Hi, Alkor:)