S. M. Stirling - "Piąta kolumna"

Gruba kniga, ma ponad 600 stron. Czy warto?

O czym to jest?

Mamy do czynienia z historią będącą połączeniem history-fiction (alternatywna historia ludzkości) ze space operą. Otóż podczas drugiej wojny światowej miała miejsce gwałtowna ekspansja Dominacji Drakańskiej - państwa, którego założycielami byli biali osadnicy w Afryce Południowej, na początku osiemnastego wieku. Ich filozofia społeczeństwa jest dosyć prosta - ludzie z podbitych terenów stają się ich sługami (Poddanymi), a Obywatele decydują o wszystkim. W wyniku wspomnianej ekspansji w czasie wojny eurazjatyckiej cała Afryka, Europa i Azja znalazły się pod Jarzmem. USA, Wielka Brytania, Japonia, Australia i cała Ameryka Południowa - utworzyły Sojusz. Obydwa supermocarstwa toczą ze sobą zimną wojnę, a wyścig zbrojeń znacznie przyspieszył eksplorację kosmosu. Sojusz jest nieznacznie lepszy w dziedzinie elektroniki od Dominacji, natomiast Drakanie są sporo przed Amerykanami w dziedzinie badań genetycznych (bo nie mają oporów przed eksperymentowaniem na ludziach). 

Obydwa supermocarstwa cały czas drżą przed groźbą wojny ostatecznej, która mogłaby pochłonąć całą ludzkość. Sojusz na tę okazję szykuje statek Nowa Ameryka, jednak jest to pilnie strzeżona tajemnica, do czego miałby on służyć... A Dominacja też ma własny tajny projekt - tytułową Piątą Kolumnę...

Książka koncentruje się na losach Freda Lefarge, agenta OSS, czyli wywiadu wojskowego Sojuszu oraz Yolande Ingolfsson, pilotki drakańskiej. Jednak nie liczcie tu na bzdurny romans - podczas Incydentu Indyjskiego w latach 70. ich linii czasowej (kiedy 300 milionów ludzi dostało się pod Jarzmo), Fred zabija kochankę Yolande (która w wyniku pewnego, hm, "zdarzenia" wywołanego przez jedną z pojmanych, wychodzi z bunkra i dostaje przypadkową "kulkę"). Yolande zabiera ową pojmaną do siebie i okrutnie ją torturuje za pomocą generatora impulsów elektrycznych - podłączonego do mózgu... Jednak Yolande nie wie, że ta pojmana jest siostrą Freda, też tajną agentką, która właśnie wykonywała swoją misję...

Na samym początku poznajemy życie codzienne Drakan z perspektywy młodej Yolande - tak różne oda naszego... Jest też wzmianka o polowaniu na buszmenów; "buszmeni" to bojówki Finlandczyków, Rosjan i grupy Słowian, ukrywające się przed Jarzmem na Syberii... Jednak później opisywany jest Incydent Indyjski, a później rywalizacja w kosmosie - baza Drakan na Marsie, stacja kosmiczna Sojuszu... i to jest ciekawe. Mamy tam naprawdę ciekawe hipotezy innych rozwiązań, pomysłów konstrukcyjnych (nadprzewodniki!) i ogólnego dobrobytu mieszkańców Ziemi, spowodowanego wydobywaniem surowców z pasa meteorytów. Inne konstrukcje silników, statków, lądowników, sposoby zasilania... wszystko to jest oryginalne i wymagało zapewne wiele pracy autora - brawa za to.

Jednak nie jest to książka dla każdego. Właśnie owe skomplikowane opisy, zawiła sytuacja polityczna, plany, groźby, fortele... Na pewno nie jest to rozrywkowe czytadło. Również objętość książki - ponad 600 stron (z dodatkami o alternatywnej historii rozwoju wynalazków) nie pomaga w ogarnięciu tego wszystkiego. Ale jeśli komuś się uda przez to wszystko przedrzeć...

Czy warto? Jak dla mnie, zdecydowanie tak.

Mariusz Saint