ANDRZEJ SAPKOWSKI - NARRENTURM
W pierwszych dniach czerwca, gnieciony sesją na uczelni, pragnąc choć
trochę oderwać się od nudnych prawniczych regułek i formułek, wybrałem
się do miasta aby kupić "Narrenturm" Andrzeja Sapkowskiego, na którą
to książkę ostrzyłem sobie zęby od jakiegoś czasu. Miałem na nią apetyt
nie tylko z powodu głośnego nazwiska autora, który zdobył sławę sagą o
Wiedźminie. Książkę tę kupił nieco wcześniej mój kolega i miałem okazję
pobieżnie się z nią zapoznać na jednym z wykładów. Skutkiem zapoznawa-
nia okazał się atak śmiechu. Wychodząc tego dnia z domu wiedziałem już
czego potrzebuję żeby w wolnych chwilach maksymalnie się odstresować.
I generalnie się nie zawiodłem. Powieść spodobała mi się do tego stop-
nia, że raczej kupię dwa następne tomy. Narrenturm to pierwsza książka
Sapkowskiego którą czytałem, nie mam więc w pamięci Wiedźmina, co może
zarówno pomóc jak i zaszkodzić próbie zrecenzowania. Fabuły streszczał
nie będę, parę razy na łamach kącika była już o niej mowa. Na temat bo-
haterów także jakoś specjalnie się nie rozpiszę. Spróbuję za to zasta-
nowić się co można wyczytać między wierszami powieści.
Sapkowski niewątpliwie umie pisać. Robi to z rozmachem i humorem. Nie-
którzy mają go nawet za mistrza. Pisanie wychodzi mu świetnie. Jakim
jest człowiekiem - nie wiem. Być może można to wyczytać z jego książek,
być może sposób ich pisania jest tylko artystyczną manierą. Gdyby jed-
nak popatrzeć na Narrenturm z przyjętą z góry tezą iż świadczy o auto-
rze, jawi się on jako gorzkawy cynik, który nie ma złudzeń odnośnie ży-
cia i ludzi. O krętactwach, kłamstwach, okrucieństwie pisze w książce
beznamiętnie, normalnie. A czasem nawet śmiesznie. Zupełnie tak jakby
były to zwykłe, na co dzień dziejące się na świecie sprawy. Nie ma
bohaterów zupełnie czystych, tak jak w bajce (z całym szacunkiem, ale
jednak) pod tytułem "Władca Pierścieni", każdy ciągnie w swoją stronę.
Dokładnie jak w prawdziwym życiu. Sapkowski nie ocenia bohaterów, po
prostu konsekwentnie ukazuje ich w jeden sposób, jakby realizował z
góry powzięty zamiar. Reinmar jest głupim młodzieńcem, któremu hormony
skaczą do sufitu i któremu ideały i marzenia przesłaniają zdroworozsąd-
kowe podejście do życia. Rozsądek z kolei jest domeną Szarleja. Ma on
go za dużo. Jego rozsądek graniczy z chamstwem i egoizmem. Szarlej zu-
pełnie nie kryje się z tym że najważniejszy dla niego jest on sam.
Wszystko robi tylko dlatego żeby przeżyć. Aby zrealizować swój plan go-
towy jest zrobić rzeczy wielkie jak i nikczemne. W dodatku dobrze wie,
jak wygląda świat i ludzie. Reinmar wzbudził moją sypmatię przyprawioną
nutką zrozumienia i politowania. Szarlej wzbudził ją z jakiegoś dziw-
nego powodu. Owa szuja jest bardzo konsekwentna, ale nigdy, przynaj-
mniej w pierwszym tomie, nie opowiedziała się za dobrem bądź za złem.
Dlaczego u diabła mi się podoba? Czy dlatego że on... może mieć rację?
Że tak trzeba na tym świecie? Że każdy w gruncie rzeczy tak myśli a kto
twierdzi że jest inaczej, oszukuje się? Dość analizy, wracamy do tema-
tu. Samson Miodek pochodzi z zaświatów, jego więc pomińmy. Adela to zła
kobieta i tyle wystarczy o niej napisać. Reszta bohaterów to po prostu
ludzie, ale w większości górę bierze w nich zła strona, zepsucie i
chęć bogactwa. Sapkowski nie dał zaistnieć żadnemu dobremu człowiekowi,
nawet żadnemu poczciwemu naiwniakowi. Trochę, moim zdaniem, przegiął.
Ważną role odgrywają w książce motywy łączące się z religią, kościołem
katolickim i husytami. Autor bezwzględnie oddaje każdemu sprawiedli-
wość. Co ksiądz to pedał albo grubas który za rozrywkę uważa marnowanie
plemników po stodołach. Co inkwizytor to okrutnik, nawet jeśli ma na
swoje usprawiedliwienie w miarę logiczne argumenty. Biskup wrocławski
to zakłamany hipokryta któremu zależy tylko na bogactwie. Krucjaty to
wyprawy łupieskie. Obie strony - katolicy i husyci - są jednakowo ok-
rutne i zakłamane, wcale nie chodzi im o to co głoszą tylko o własny
interes. Może autor rzeczywiście coś sobie założył? Może jednak z tej
książki wyziera smutna prawda o człowieku? A może tak to po prostu wte-
dy wyglądało? Nie każdy ksiądz - zarówno wtedy jak i teraz - to ktoś
zainteresowany wyłącznie bogactwem. Autor przerysowuje po raz kolejny.
Rzecz trzecia - kobiety. Nie ma, powtarzam, nie ma żadnej kobiety
o której Sapkowski nie napisałby czegoś na temat jej atrakcyjności fi-
zycznej. Adela - bez komentarza. Nikoletta - piękne uda i cała historia
na sabacie. Przypadkowo spotkana żona Wodnego Polaka - piersi godne
Wenery. Wieśniaczki - mocno zakurzone wdzięki. Córka rycerza który to-
warzyszył poborcy podatkowemu - brzydula. Przykłady można by mnożyć.
Zaiste, dziwny to stosunek do kobiet. Znów nasuwa się pytanie czy takie
a nie inne opisywanie niektórych rzeczy to aby na pewno artystyczna ma-
niera. Wątpię.
Obraz powieści nie przedstawia się zatem dość optymistycznie. Wojna,
nędza, rozpustni i źli ludzie żądni władzy i bogactw. kobiety piękne,
ale złe albo naiwne. Główny bohater w gruncie rzeczy samotny i zagu-
biony. Istna Wieża Błaznów - Narrenturm. A może tak wygląda to wszystko
i dziś? Może nie zmieniliśmy się od tamtych czasów? Może dalej nie
potrafimy trzeźwo mysleć, kierujemy się żądzami i intyknktami? Może
dalej robimy wszystko dla siebie? Osąd pozostawiam Czytelnikowi.
Powieść mimo wszystko napisana jest z humorem. Cynicznym. Pierdzący
rycerz bez skazy i zmazy - Zawisza Czarny to jeden z przykładów. Wiedź-
my cytujące "Makbeta" na sto lat przed Szekspirem - to drugi. Nie ma
sensu ich wymieniać, kogo interesują, niech przeczyta bo warto. Tak jak
i całą książkę. Mówią że cynizm jest oznaką inteligencji. A także nie-
radzenia sobie z własnymi problemami. Moim zdaniem Sapkowski cynikiem
jest i daje nam się o tym przekonać. Ale robi to w taki sposób, że
można mu to wybaczyć. A może to tylko - jak napisałem - maniera...?
Przekonam się pewnie, gdy sięgnę po któryś tom sagi o Wiedźminie.
Donald
29-06-2003