|
.::.
Planescape: Torment
Dave
Osadzona w
świecie Planesape - Udręka była kontynuacją ofensywy Interplay'a na komputerowy
rynek gier fabularnych. Owa ofensywa miała miejsce po ukazaniu się Baldur's Gate.
Jednakże, te dwie gry pod względem fabularnym niewiele łączyło, praktycznie nic.
Torment wykształcił swój własny styl, który niektórych porwał, zaś innych
niestety rozczarował.
Już po intrze odczuć można pewne zaciekawienie. W nim, bowiem
jakaś nieznana nam osoba wprowadza trumnę, a na niej zdaje się, martwego gościa.
Tak się składa, że tym gościem jesteś Ty. Nie wiesz, kim jesteś, co tu robisz,
jak się nazywasz etc. krótko mówiąc masz kompletną pustkę w głowie. Twoje ciała
okaleczone jest przez wszechobecne blizny. Zdaje Ci się, że jesteś w jakiejś
kostnicy. Co u diabła robisz w kostnicy?! Nie jesteś tu sam, oprócz bezmózgich
zombi, jest tu jakaś latająca czaszka - mimir, czy jak to nazywają, odzywa się
do ciebie. Z waszej konwersacji dowiadujesz się, że na plecach masz wytatuowane
jakieś napisy! Jest to twoja jedyna wskazówka co robić dalej. Wynika z nich, że
musisz udać się do jakiegoś zbieracza imieniem Foreth. W czasie podróży po
kostnicy spotkasz swoją ukochaną - Deionerrę, która powie Ci, iż finalne
zwięczenie twojej pełnej w udrękę podróży będzie miało miejsce w fortecy
zbudowanej z żalu... Tak w skrócie wygląda prolog gry.
Akcja jej ma swoje miejsce w dość specyficznym świecie -
Planescape. W owym świecie nie ma krasnoludów, elfów i tym podobnych. Został on
rozdzielony na portale, dzięki którym można się przemieszczać. A portalem może
być wszystko - okno, spodnie, czy balustrada :). Cechą charakterystyczną tegoż
miejsca jest wszechobecny smutek i nostalgia, które to uczucia możesz
"zaobserwować" zaraz po wyjściu z kostnicy, w mieście-klatce pod władzą Pani
Bólu, do której wszyscy mieszkańcy czują uzasadniony lęk. Ale dość o świecie,
będzie Ci dane w czasie zabawy poznać go dokładniej.
Czas wspomnieć, co nieco o tworzeniu postaci. A cała filozofia tej
procedury została ograniczona jedynie do przydzielenia posiadanych punktów do
poszczególnych cech. Nie wybierasz klasy, umiejętności, a nawet imienia! Jednak
nie przejmuj się, co wszystko ma swój ukryty cel związany z główną postacią -
Bezimiennym. Na początku zabawy nasz bohater jest wojownikiem, ale nic nie stoi
na przeszkodzie, aby tę klasę zmienić w trakcie gry na maga lub złodzieja.
Wystarczy porozmawiać z odpowiednimi osobami, które cię odpowiednio wyedukują w
danej dziedzinie. Oczywiście można również powrócić do poprzedniej klasy. Zaś,
jeśli chodzi o umiejętności posługiwania się bronią, należy postąpić podobnie.
Na samym początku z ekranu wieje nudą i nie każdy może się
zmotywować, aby brnąć dalej, dlatego od razu mówię - gra jest niewątpliwie i
zdecydowanie warta chwil przy niej spędzonych i radzę dać jej szansę, gdyż
ominie was tyle niesamowitych zwrotów akcji i ciekawych zadań, że będziecie tego
żałować. Albowiem fabuła jest zdecydowanie najmocniejszym punktem rozrywki i
gwarantuje wam to - nudzić się nie będziecie. Z czasem pokonywania kolejnych
etapów, dowiecie się wielu ciekawych rzeczy o Bezimiennym, a raczej o jego
poprzednich wcieleniach, ponieważ nasza postać jest nieśmiertelna! I nie chodzi
tu wcale o jakiekolwiek cheatowanie, po prostu, jeżeli któryś z wrogich osób nie
daj boże, wyśle was w zaświaty, budzicie się najbliższym miejscu, dajmy mu nazwę
"zaczepne" z maksymalną ilością PŻ. Inni członkowie drużyny (o których nieco
później) po zejściu poniżej 0 pkt. życia, najzwyczajniej giną. Bezimienny
również jako jedyna postać regeneruje się (zależnie od kondycji) oraz z
kolejnymi poziomami powiększa statystyki.
Zapewne zauważyliście, iż walka nie będzie spędzać nam sen z
powiek, ponieważ ona nie jest w tej grze najważniejsza. Twórcy gry postawili na
długie dialogi(3200 stron czystego tekstu!), dlatego tak ważne są cechy
odpowiedzialne za elokwentne wyrażanie się. Ba, postać z niską inteligencją i
mądrością nie przeżyje na ulicy nawet 5 minut. Nie będą miały miejsca takie
sytuacje, jak w Baldur's Gate, gdzie postać z inteligencją równą 3 prowadziła
soczyste, pełne środków stylistycznych rozmowy. I tu dochodzimy do punktu
spornego. Nie każdemu takie przełożenie rozmów nad walką się spodobało.
Malkontenci skarżyli się, iż to gra przegadana, bliższa przygodówkom niż
roleplejom. Tu się nie zgodzę, zdarzały się momenty, w których na pewną rozmowę
trzeba było poświęcić nawet godzinę (!), ale i były takie, w których bez
wyciągnięcia topora, obejść się nie sposób, a było takich niemało. Chodzi mi o
to, że nie każdemu to musi przeszkadzać, a dla mnie jest to zaleta gry, gdyż od
ciebie zależy jak będziesz popychał akcję do przodu. Jeżeli ktoś szukał
intelektualnej rozrywki w konkurencji dla Diablo, to źle trafił.
W czasie zabawy możesz powiększyć swoją ekipę o dodatkowe 5 osób,
w tym, że wybór nie jest zbyt duży, ponieważ tylko siedmiu NPC zgłosi chęć
towarzyszenia w podróży. Ciekawe jest to, że prawie każdy z nich był powiązany z
główną postacią (a raczej jego wcieleniami) pewnymi interesującymi wydarzeniami,
które dane będzie ci poznać wraz z rozwojem akcji.
Gra jest niesamowicie klimatyczna. Nieśmiertelność Bezimiennego
jest jego przekleństwem, a nie jak by się mogło wydawać przeciętnemu człowiekowi
- błogosławieństwem. Bo któż by chciał żyć wiecznie, zarazem oglądać śmierć
swoich bliskich, przyjaciół, ukochanych? To musiał przeżywać nasz bohater. Nie
może popełnić samobójstwa (będzie nawet moment w grze, w którym aby zarobić
Bezimienny wbije sobie nóż w brzuch, oczywiście zaraz potem ożywszy :)), bo
przecież patrząc z logicznego punktu widzenia, nieśmiertelnego nie sposób
pozbawić życia. A przynajmniej tak się może wydawać, ponieważ w grze odnajdziemy
niejeden na to sposób, co oznacza kilka różnych zakończeń!
Świat oglądamy w rzucie izometrycznym, przy czym postacie są ciut
większe i bardziej szczegółowe niż w wspomnianym BG. Grafika jest 2D i w małej
palecie kolorów. Zmagania naszego herosa oglądamy w niskiej rozdzielczości -
640x480. Cóż, te fakty przemawiają same za siebie i komentarz do nich jest
zbędny, chociaż dodam, że dla prawdziwego gracza najważniejsza jest grywalność -
a nie dokonania grafików. Z resztą na grywalność składa się też po części
wizualizacja, która na pewno nie jest najgorsza zważywszy na genezę jej
powstania (2000 rok).
Ale jaki byłby klimat bez odpowiedniej linii melodycznej - ta bowiem świetnie go
oddaje.
Torment jest grą pod względem fabularnym wręcz genialną,
porównując ją do obecnych produkcji z gatunku cRPG, gdzie rozwiązania fabularne
są na mój gust dość infantylne (vide NWN, czy Dungeon Siege), oczywiście nie
uogólniając.
Dla mnie nie jest to tylko gra, lecz piękna historia o miłości,
wierności i przeznaczeniu. Naprawdę polecam zapoznać się z tym tytułem, gdyż
gwarantuje on jak żaden wspaniałe przeżycia skłaniające do głębokich refleksji.
Na koniec pytanie: "Cóż może zmienić naturę człowieka?". Odpowiedź znajduje się
w grze... albo w ukrytym zakamarku twojego serca.
OCENA:        
9/10
Plusy:
+ Klimat
+ Ogromna grywalność
+ Fabuła skłaniająca do głębszych refleksji |
Minusy:
- Ponad 3 latka na karku...
|
|