Wstępniak .:. Demo-Testy .:. OR .:. Recenzje .:. Gadanie .:. Kąciki .:. TNT .:. Stuff .:. Listy .:. Redakcja

.::. Metal Gear Solid 2

Mariusz Saint
 

Uwaga - aby nie przeczyć samemu sobie, w recenzji owej zdradzam kilka szczegółów fabuły gry - wprawdzie bardzo mało, ale jednak. Jeśli: nie jesteś purystą w dziedzinie gier, jesteś absolutnie pewien, że grać w MGS2 nie zamierzasz, albo perspektywa posiadania sprzętu, który by ją uciągnął jest bardzo odległa, to możesz poniższy tekst czytać bez żadnych obaw ;)

Gra w wersji anglojęzycznej na konsolę PS2 ukazała się bodajże półtora roku temu i z miejsca została ogłoszona jednym z najlepszych tytułów na tę platformę. W tym momencie przypominam sobie recenzję tej gry w Pewnym Konsolowym Piśmie i rzecz, która wtedy niebywale mnie zdenerwowała: były bite pokłony Ku Czci Fabuły; co z tego, że nie zdradzono jej nawet jednym zdaniem. Co więcej, zdania o fabule były nawet wycinane z listów czytelników! Nawet kiedyś się udałem do znajomego, żeby mi opowiedział, o co tam biega; usłyszałem: "no, tego, wiesz, pod koniec to takie zakręcone, i jeszcze tyle szczegółów, o broni, o wojsku, że nie wiadomo, o co chodzi". Usłyszawszy taką opinię mój entuzjazm nieco przygasł, ale niezupełnie. Ale zaraz, zaraz, skąd w ogóle takie moje zainteresowanie? Otóż ładne kilka lat temu miałem przyjemność grać w MGS na PlayStation. Nie było to może super-hiper-genialne przeżycie, ale i tak bardzo dobre (i wszystko wiadomo ;) Dlatego posłyszawszy o planach wydania konwersji na PC gry MGS2, i to w dodatku wersji poszerzonej o szereg misji treningowych... Jednym słowem, idea kupna zajaśniała w mej głowie. I tu po głębszym zapoznaniu się ze sprawą - smutek, bo tylko na DVD-9 :((( Ale... przecież Polak potrafi ;) Koniec końców, gra znalazła się na moim twardym dysku. Od czego zacząć? Od początku najlepiej.

Przede wszystkim - filmik, który się wyświetla, gdy nie naciśniemy nic - no cudowna sprawa. Przede wszystkim mjuzik nam przygrywający - podobny do tego, co słyszeć można było w części pierwszej, ale "orkiestrowo" wykonany...
Po co kobiecie piękne pachy? - pytają w reklamie. Ale Olga Gurlukowiczówna jest przede wszystkim żołnierką. Więc jej są niepotrzebne. poezja. Szkoda, że później w grze pojawia się chyba tylko ze dwa razy, a i to na krótko. Ale - jest menu główne i jak większość pecetowych graczy zaglądam do.. opcji :) Ale konfiguracji tam niewiele (grafikę i sterowanie regulujesz jeszcze przed uruchomieniem gry). Więc co - teraz "new game". Do wyboru: tankowiec, platforma, tankowiec-platforma. Uprzedzony wcześniej o tym wyborze wybieram ostatnią opcję. Gra odpala... pierwsza myśl - "ale to k***a zwalnia!!!" Ale co poradzić - pisało, że potrzeba PIII 1600 MHz, a ja tu startuję z Celeronem 850 MHz... Ale przeczekałem kawałek intra... nieco się poprawiło. Po kilkunastu minutach rozmówek zacząłem grę... nie jest tak źle. Wszedłem do uboższego w detale pomieszczenia - spokojnie da się grać. Miejsca, gdzie zwolnienia gry były denerwujące, to końcówka misji na tankowcu (swoją drogą króciutka - ja za drugim razem przeszedłem ją w 30 minut, a i to przy dość marnej grze z mojej strony), gdzie jest apel do marines - stoi takich 40 w jednej sali i proc ma kłopoty z policzeniem ich wszystkich ;) i później (dużo później) walka z Vampem (niestety - to facet :) gdy łobuz porusza się w wodzie, generowane fale dość poważnie zalewają procesor :) Ale co - przede wszystkim dość dokładna znajomość fabuły pierwszego MGS mocno wskazana. Można ją wprawdzie prześledzić czytając umieszczony w menu "special" artykuł, ale to oczywiście nie to samo :) Bo już na wstępie nie będziecie wiedzieć kim była Mei Ling i czemu Otacon gada takie bzdury :) Ale spox. Jest główny bohater, Solid Snake, świetnie przedstawiony w grafice next-gen (widać zarost na twarzy, fryzura nie jest kwadratowa) i przede wszystkim ci sami aktorzy, którzy swoimi głosami nadali postaciom w grze życie - i nie ma przesady w tym stwierdzeniu. A gadania jest spoooro w tej grze... Smucił mnie brak Liquid Snake'a z pierwszego MGS i jego głosu szalonego księdza, ale... ma on w MGS2 kilka kwestii ("BROTHERS!" :) Ale dalej - zachowany podział na pomieszczenia, które należy po kolei przechodzić w drodze do celu. I tu pełno nowych rzeczy - przede wszystkim widok "z oczu" i takaż możliwość celowania. Od razu ostudzę zapał miłośników FPP - nie można się w tym trybie poruszać. A i celowanie "strzałkami" a nie myszą lub padem analogowym do wygodnych nie należy - ale "na styk" idzie się wyrobić. Za to sama rozgrywka, pomijając wszelkie zawiłości scenariusza, moim zdaniem od pierwszego MGS zyskała na grywalności; po prostu - chce się to wszystko przechodzić, kombinować, myśleć, jak zrobić w q... ehem, w konia wrogów... A możliwości jest wiele - od najprostszego wychylenia się zza rogu i uśpienia za pomocą pistoletu na strzałki, po podrzucenie magazynu (tamtejsza odmiana "catsów" ;) założenie kopa i nokaut przeciwnika, skręcenie karku... A i wrogowie pomyśleli o czymś takim, jak komunikacja i gadają przez radio, wzywają pomoc... nawet jeśli myślisz, że uciekłeś, to jeśli byłeś ranny, wrogowie cię znajdą po śladach krwi. Ogólnie, gameplay jest pełen szczególików - strzelanie w worki z mąką, gaśnice... szkoda, że nie można rozwalić świateł, aby Emma nie widziała, po czym chodzi, tylko trzeba to zrobić, jak autorzy sobie zaplanowali ;) No ale w naszej podróży po tankowcu zabrnęliśmy już do końca, czyli fotografujemy Metal Gear Ray'a... i włącza się scenka o jakości i rozmachu, który rzadko można uświadczyć nawet podczas renderowanych intr i przerywników w innych grach - no coś wspaniałego... Poczynając od świetnie wymodelowanych twarzy (choć dzisiaj, w świetle Half-Life2 nieco "plastikowych", nieruchomych), po ogólną reżyserię, no i ten efekt rozmycia tła sprawia, że czujemy się, jakbyśmy oglądali interaktywny film - wspaniałe. Ale potem akcja przeskakuje dwa lata naprzód - kierujemy tam młodym "debiutantem", Raidenem, który gdyby nie kilka rzeczy (głos, płaska klatka piersiowa, ochraniacz na genitalia) mógłby śmiało zostać uznany za niewiastę; gdyby nie jego dziewczyna, która komunikuje się z nami przez codec ("wewnętrzne" radio), człowiek mógłby sobie z początku różnie pomyśleć... ale to znika, bo Raiden ma te same ruchy co Snake i wszystko jest cacy. Co dziwi, to początek niemal identyczny jak pierwszego MGS - Raiden wjeżdża windą, zdejmuje maskę... I tu najpoważniejsza, moim zdaniem, wada gry - konstrukacja jej jest miejscami identyczna z pierwszą częścią. Główny zły (choć ciekawa postać, to jednak imho daleko mu do Liquida :), walka z czymś latającym za pomocą stingerów (samonaprowadzalnych rakiet), ogólny klimat bazy opanowanej przez bandę oryginałów (choć tutaj tylko trzech - o nich za chwilę)... Ja wiem, że to wszystko jest wyjaśnione potem pod koniec (heh, o końcu też będzie parę słów ;) ale po zastanowieniu - co jest łatwiej zrobić - opracować od nowa cały schemat gry, czy dowymyślać fabułę i kazać aktorom powiedzieć kilka słów? Hm.

Ale zaraz, bossowie. W MGS byli to naprawdę zapadający w pamięć przeciwnicy, charakterystyczni, mający oprócz ciekawych metod walki własną historię do opowiedzienia... Tutaj niestety jest słabiej - jest Fatman, spec od wybuchadeł - chce zostać największym bombiarzem w historii, jeżdzi na łyżworolkach i podkłada ładunki, chcąc wysadzić całą platformę i samego siebie przy okazji. Nie najlepiej. Jest Vamp, facet może ciekawy, bo nieśmiertelny rumuński czarnoksiężnik... i tyle o nim wiemy, bo mówi niewiele, a potem i tak ginie (może raczej - znikaEasy, Snake. To tylko plakat. Nic więcej. , bo nigdy nic nie wiadomo... :) Najciekawsza (z kilku względów :) jest Fortune, tzw. Lady of Luck, którą omijają wszystkie kule, granaty okazują się niewybuchami... (oczywiście pod koniec wszystko się zmienia, ale...) Ma ona swoją historię, jakąś motywację... nie jest to może superidealne, ale w porównaniu do innych... Nagromadzenie postaci chyba nie wyszło grze na dobre - nie można się skoncentrować na jednym wątku (w MGS chodziło o Snake'a przede wszystkim), a tu: kim jest Raiden, dlaczego przywódcą terrorystów jest Solid Snake, skoro jest on Pliskinem, co robi tu Olga, co kieruje Solidusem, co kieruje Ocelotem, co robił Otacon, kiedy jego siostra topiła się w basenie, czemu Campbell zaczął gadać o inwazji ufoków i wyłączaniu konsoli... Z osobna te wątki są ciekawe (niektóre nawet bardzo), ale razem tworzy się mały kocioł - człowiek chce się dowiedzieć maksymalnie dużo, ale już trzeba się skoncentrować na czymś innym, bo trzeba zamrozić ładunek i strzelić w minę, żeby Emma na nią nie wlazła. A już końcówka...

A właśnie - tutaj nawet jakbym chciał przybliżyć, o co chodzi, to i tak bym chyba nie za bardzo dał radę; skomplikowane to jest chyba bardziej niż Matrix Reaktywacja!!! Może tak - wszystko jest w miarę jasne, zrozumiałe (acz nie pozbawione elementu zaskoczenia!) do momentu, w którym trzeba przeprowadzić Emmę po moście. Potem nastąpił u mnie szereg emocji - pusty śmiech (bo telenowelą poleciało), autentyczne wzruszenie (jeden element...), zaskoczenie, a potem zagubiebie... Potem odwyrtka sytuacji, druga, trzecia, czwarta, odpowiedzi na pytania i powstanie nowych, walka (trudna!), znowu odwyrtka sytuacji, odpowiedzi (które przyprawiły mnie o paranoję internetową na jakis czas ;) walka, koniec, mówiący akurat nie to, co chcielibyśmy wiedzieć :) Koniec. Dlatego mówię - do wspomnianego momentu gra jest fajowa, bo fabuła i gameplay jest w równowadze. Potem jest też ciekawie, ale dostajemy za duże "kawałki" fabuły i walki naraz, imho.

Jeszcze wtrącę fragmencik o muzyce - nie podoba mi się za specjalnie. W pierwszym MGS najbardziej zapadł mi w pamięć motyw podczas walki z bossami. Tutaj - jakieś coś spokojne, trochę bez ikry, jak na mój gust... w porównianiu do pierwszego MGS, jak dla mnie - trochę bez klimatu (oprócz tematu przewodniego - specjalnie zostawiałem filmik, żeby go posłuchać).

Co by tu jeszcze... na pewno zapomniałem o czymś napisać, co przypomnę sobie dopiero za kilka miesięcy (tak już mam, niestety :( Może jeszcze o dodatkach; niestety nie uświadczyłem opcji, w której możnaby przejrzeć dialogi i filmiki pod rząd, jest za to demo - kilka scenek, do których możesz podstawić sobie kilka postaci do wyboru - śmieszny bajer :) Misje - jest ich duuużo, mnóstwo do działania; jeśli nie macie innych gier, MGS2 i VR missions będzie jak znalazł; większość jest trudna i przejście ich zajmie nieco, a wszystkich jest chyba 500... no i za najlepsze wyniki dostaje się kod, który można wpisać na stronie www gry, ale zapomnijcie o tym - na konsoli ludzie grają już dużo czasu, a ze średnio wygodnym sterowaniem klawiaturką macie niewielkie szanse - np. są misje fpp; człowiekiem kierujesz strzałkami, naciskasz "c" żeby wyciągnąć broń, ale celować musisz "j", "k", "i", "m", co wymaga przełożenia paluchów i przyzwyczajenie się do innego rozstawu klawiszy, a czas ucieka!!! Grę można klawiaturką na średnim poziomie trudności raczej bez większych problemów ze sterowaniem, ale z wymagającymi precyzji VR missions może już być problem.

Zagrać, nie zagrać? Hm. Ja mówię: "zagrać!", chociażby po to, żeby doświadczyć ostatnio prawie nieobecnego na PC "klimatu superprodukcji". Wiem, że to głupie określenie, ale doprawdy, z rozmachem (i budżetem :) MGS2 chyba tylko Half-Life2 może się równać, jeśli bierzemy pod uwagę stricte pecetowe tytuły. Owszem, zagmatwanie, rozmowy, niektórych mocno ukłuje "poczucie dziwności", bo tu poważne rzeczy, komandosi, alpha team, a rozwala ich półnagi wampir i kobieta bez problemu utrzymująca potęęężne działo energetyczne (gdzie to ma akumulatory?), którą omijają pociski... Ale oryginalność tej pozycji na PC (bo na konsolach podobne dziwy, o ile się orientuję, są dosyć powszechne :) może właśnie być jej zaletą. Na PC będzie to chyba tytuł niszowy, ze względu nie tylko na tematykę, ale też fakt, że jest na DVD (ale Polak potrafi, jak już wspominałem ;) W wymienionym Pewnym Konsolowym Piśmie gra dostała maksymalną ocenę. Moim zdaniem jest to pewna przesada, a już na pewno, jeśli myślimy o tym jako o grze na PC. Nie będę tutaj postulował, że gry na PC powinny zostać na PC, a na konsole tamże, chociaż wyniki sprzedaży to potwierdzają (słaba sprzedaż Half-Life na PS2, nie za dobrze z Final Fatasy 7/8 na PC) i MGS2 tego raczej nie zmieni. Ale z drugiej strony bardzo się cieszę, że w końcu miałem w tę grę okazję zagrać; gdyby została na konsoli, prawie na pewno nigdy bym się z tym tytułem nie zapoznał. Dlatego: mali, żółci ludzie, zróbcie mi przysługę i najlepsze gry ze swoich małych, sprytnych, służących tylko do rozrywki płynącej z grania konsol przepiszcie na PC, żebym mógł w nie pograć sobie? Amerykańce tak zrobili z GTA3 i Vice City i nie zbiednieli, wy pewnie też tam w Konami nie straciliście na konwersji Silent Hill 2 i MGS2. Nie zarobiliście dużo, fakt, ale zawsze coś :) A macie jeszcze piłkę nożną ISS... Tylko nie zasypcie mnie i Caleba mejlami z zapewnieniami, że tak zrobicie :)

Po tej podróży w krainę marzeń jeszcze podsumowanko: super grafika (chociaż mogliby bardziej kod zoptymalizować!), muzyka trochę nijaka, w kilku miejscach fabuła nawala na kilka sposobów, gameplay fajowy, aż chce się grać, myśleć, kombinować, filmiki (w czasie rzeczywistym!) miejscami wręcz rewelacyjne, dodatkowe misje dostarczą trochę radości, jakby ktoś czuł niedosyt po dość krótkiej głównej rozgrywce - za pierwszym razem, dostając na końcu tytuł "słoń" (bo gra ocenia postępy :) przeszedłem w 8 godzin, a myślę, że 5 i mniej można spokojnie osiągnąć... Tak, gra, podobnie jak i pierwszy MGS jest dosyć krótka, ale "intensywna" :) Jak dla mnie, gra jest bardzo fajowa, z kilkoma genialnymi momentami, ale też i słabszymi... Ale wszystko wyrównuje największa zaleta - klimat. Stąd ocena, którą widzicie poniżej :)


OCENA: 9+/10
Plusy:
+ Grafika
+ Fabuła!
+ Głosy postaci
+ Oryginalna
Minusy:
- Czasem przesadnie udziwniony scenariusz
- Nie dość dokładnie zarysowane postacie bossów
- Bardzo wysokie wymagania sprzętowe
- Kilka rozwiązań jest kalką tych z pierwszej części

.:. Wyjście do AM .:.