|
.::.
Hades 2
military
Ostatnio różnorakich "gazetek z
pełną wersją gry" narobiło się jak posłów SLD po wyborach. W większości tego
typu "pisma" to kilka stron, eufemistycznie mówiąc, miesięcznika (a w istocie -
instrukcja + kilka słów od redakcji, jeśli takowa istnieje) oraz płyta
zapakowana w folię, zawierająca "przełomową"... "grę". Już nie pamiętam nazwy
czasopisma, nie pamiętam ceny... Ale samej gierki długo nie zapomnę.
Wcielamy się w komandosa na stacji badawczej, usytuowanej na
jakiejś planecie o głupiej nazwie. Kompleks atakują groźni jak dres z
zawartością kosmici. I tak dalej. Doom 3 i AvP2 wysiada. Litości - są pornosy z
bardziej wyszukaną fabułą. Nie ona jest jednak siłą napędową gier FPP (a takową
Hades 2 miał być), więc tekstem w gazetce się nie zraziłem.
Płyta wędruje do czytnika, włączam autostart (za$%@^y W98 i jego humory z
włączaniem i wyłączaniem autostaru) i ukazuje się menu instalacji. Tyle, że -
tekstu zero, same ikony. Chcąc jak najszybciej włączyć grę, kliknąłem jakiś
kwadracik i... Obyło się bez instalacji. Zwyczajnie - gra uruchomiła się z
płyty. Umysł mój zaszedł czarnymi chmurami...
Rozpoczynam grę - i nie wiem, co robić. Wszystko po hiszpańsku!
Jakieś teksty "buenosdias-muchosgracias-corrida-seniorita" - i bądź tu mądry.
Później dowiedziałem się, że jednak na angielski przełączyć się dało, ale wtedy
gra leżała już w śmietniku. Instrukcję ostentacyjnie zignorowałem - wszak to FPP,
jaka może być klawiszologia jak nie mysza plus WSAD? Toteż ruszam gryzoniem -
i... jakoś się nie zdziwiłem. Zdaje się, że gra "myszów" nie obsługuje (chociaż
może i tak, ale nie chciało mi się grzebać w hiszpańskim menu...). Zatem - jak w
DN3D.. Deptam kursor - idę. Naciskam shift, chcąc strafe'ować. Niespodzianka -
strafe'u nie ma. Ani pod shiftem, ani pod controlem, ani pod jakimkolwiek innym
klawiszem (chociaż... patrz poprzedni nawias). No trudno, hardkorowcy tacy jak
ja radzą sobie nawet w najgorszych warunkach.
Idę i rozglądam się dookoła. Wykonanie grafiki i design poziomów
jest śmiechu warty - nie dość, że gra nie obsługuje akceleratorów, to jeszcze
prezentuje toporne, płaskie mapy oraz monotonne tekstury. Ale to nic - kiedy
napotka się pierwszą postać, można pęknąć ze śmiechu. Wyskakuje na nas... coś w
rodzaju żaby w skafandrze kosmicznym - i to jest to galaktyczne zagrożenie,
przed którym pół wszechświata trzęsie tyłkiem. Cała fabuła jest ogólnie poważna
- ludzie występują w kostiumach rodem z Matrixa, giną również w dramatyczny
sposób, a tu mamy przykład całkowitego braku inwencji - przypominają się filmy o
kosmitach z lat 60-tych. Więcej - nie dość, że wrogowie są śmieszni, to jeszcze
dwuwymiarowi, digitalizowani. Nie mam nic przeciw takiej metodzie przedstawienia
postaci - stareńkie MDK, w którym właśnie tak zrobiono głównego bohatera (czyli
sfilmowano go i nałożono na trójwymiarowe przestrzenie) do dziś może się podobać
(i podoba), tak jak demko bijatyki Untouchables, zamieszczone parę lat temu w
CDA. Przeważnie zapewnia to realistyczną animację... Ale tutaj wszyscy człapią
tak nienaturalnie, że od razu przychodzi na myśl skojarzenie z Kaczorem Daffym.
Rozgrywka polega na błądzeniu po labiryntach (utrzymanych w
kolorach, nie przymierzając, szamba) i okazjonalnej wymianie ognia. A co to za
wymiana... Jak uczniów z Polski z radzieckimi. Niebiosa zapełniają się hurtowo
żabami w skafandrach - wrogowie są głupi jak buty blondynki. Lezie toto na nas i
co jakiś czas strzela, ani myśląc o zrobieniu uniku. Może to i dobrze - bez
funkcji strafe'owania byłoby trudno rozwalić draństwo. Skoro jesteśmy przy
strzelaniu, wypada wspomnieć o rodzajach broni. Kiedyś ktoś się czepiał (a był
to chyba Winix) projektu giwer w C&C: Renegade. Chłopak nie wiedział, co mówi -
gdyby zobaczył arsenał z Hadesa, popłakałby się albo ze śmiechu, albo z
rozpaczy. Najpierw mamy pistolecik, wyglądający jak... No nie wiem - brakuje mi
porównań. Kolorowa cegła może? Nieważne; dalej są ostrza a la Wolverine - tak
nieproporcjonalnie małe do innych broni, że ręka herosa wydaje się być
skarłowaciała (choć może to nie ręka, a inna część ciała?). Dalej -
przypominający kawałek złomu shotgun (albo rakietnica - nie wiem, efekty
strzałów są żałosne) i... To tyle, co udało mi się podczas rozgrywki zdobyć.
Wrogów są całe tabuny, bo aż trzy rodzaje, z czego dwa to inna kolorystycznie
wersja jednego modelu. Pierwszy niemilec to wspomniana żaba w skafandrze, druga
- jakieś cuś, co lata i nie da się tego trafić (znaczy - da, ale po takich
przejściach, że amerykańskie filmy o rozbitych rodzinach padają). W dodatku
prezentuje się "latawiec" tak koszmarnie, że ciężko to opisać...
Grywalności nie stwierdzono.
Ludzie, pytam się: po co robi się takie gry? Więcej - po co takie
wydaje się w Polsce? Nikt nic by nie stracił, odpuszczając sobie partię w Hadesa,
a nawet zyskałby - te kilkanaście złotówek, jakie trzeba przeznaczyć na jego
zakup. Chyba, że cały dochód idzie na cele charytatywne, to jeszcze odżałowałbym
kwotę. Ale fakt pozostaje faktem - jeśli gra powstała po roku 1996, autorzy
powinni wstydzić się do końca życia. I jeden dzień dłużej.
OCENA:
1/10
Plusy:
+ Żaby w skafandrach kosmicznych - śmiechu kupa... |
Minusy:
- Litości, wypisanie ich trwałoby do północy
|
|