|
.::.
Dave Mirra Freestyle Bmx
Sir Hyde
Wczoraj...
Byłem w kiosku po najnowszy (08\03) CD-Action. Normalką stało się już to,
że nasza ukochana gazeta... nie! Oczywiście, że chciałem powiedzieć czasopismo!
:) Tak, więc w naszym ukochanym czasopiśmie na stałe zagościły 4 CD. Pozwoliło
to na zamieszczanie nawet trzech pełnych wersji miesięcznie. Patrzę, a na
płytkach są: film Mortal Kombat: Conquest oraz trzy gry. Turok 2, Kick Off i
Dave Mirra BMX. Szczerze mówiąc dobrze wiedziałem, co to za gra, gdyż wcześniej
miałem demo tej gry. Gierzyłem w to bardzo długo mimo, że dostępna była tylko
jedna plansza. Nie kupiłem full wersji. Teraz za pośrednictwem CD-Action ją mam.
Zainstalowałem...
Grę zgodnie z zasadą klikaj na next, a wszystko pójdzie łatwo. :) Klikam
na Start i odszukuję katalog z grą. Włączam grę będąc bardzo podniecony i... A
idź ty @#$% [dalsza część ocenzurowana ze względu na skrajną brutalność tekstu]
komputerze! Jak śmiesz się zawieszać! Wcisnąłem reset. Po restarcie tej głupiej
blaszanej skrzynki, która non-stop się zawiesza postanowiłem ponownie uruchomić
grę. Tym razem mi się udało. Po chwili ładowania pokazało mi się intro, które
sprawiło u mnie, że treść żołądkowa zechciała ujrzeć światło dzienne. Totalna
pikseloza. Jeśli dobrze zapamiętałem demo tej gry, to grafika była tam ładna.
Skąd, więc te brzydkie filmy - nie wiem. Menu wyglądało równie źle. Włączam
sobie proquest. Wybór zawodników mamy dość duży - aż dziesięciu, a warto też
wspomnieć, że możemy odblokować wielu sekretnych zawodników. Czas na wybranie
roweru. Tych też jest pod dostatkiem. Na każdego z zawodników przypada po cztery
rowery. Na początku mamy dostęp do jednego, jednak z czasem się to zmienia -
wraz z zaliczaniem kolejnych leveli dostajemy dostęp do tych, które były
wcześniej niedostępne. Następnie wybieramy ciuszki dla naszego kolarza. I znowu
na każdego przypada kilka możliwości ubioru. Najpierw mamy dostęp do zwykłych
ubrań, potem dostajemy markowe rzeczy. Na koniec tylko level. Jest ich dwanaście
(12), lecz jak zwykle mamy dostęp tylko i wyłącznie do jednego. Z czasem
jeździmy po kolejnych zaje****ych trasach.
Pacnąłem enter i...
Ujrzałem, co ujrzałem. Grafika w tej grze nie jest ani dobra, ani zła.
Jest po prostu przeciętna, lecz nie przeszkadza to w rozgrywce. Jednak czegóż
wymagać po grze w 1999 roku? Zawodnik wygląda bardzo ładnie i co najważniejsze
dzisiaj - szczegółowo. Twarz przypomina twarz, a reklamy na koszulkach i innych
częściach ubioru są dobrze widoczne. Nieco większe zastrzeżenia mam do samego
bmx-a, który jakoś nie przypomina mi zbytnio czegoś, co mógłbym nazwać rowerem.
Opony przypominają mi raczej... walce o niedużej wysokości. Są po prostu
kanciate! Wszystkie rury i rurki składające się na ramę również mają kanty.
Otoczenie jest średnie. Choć same drzewa czy kwiaty, nie patrząc na inne
ciężarówki są brzydko zrobione, a te pierwsze i drugie przypominają mi raczej
płaskie bitmapy, to z racji strasznie dynamicznej rozgrywki w ogóle nie zwracamy
większej uwagi na te niedoróbki. Jednak wszystkie: rampy, barierki i inne
miejsca, na których można wykonywać wszystkie karkołomne ewolucje są wykonane z
dużą dbałością o szczegóły. Po takich miejscach chce się jeździć i wykonywać
triki.
Jednak największym plusem gry jest...
Muzyka. Jak przeczytałem w CDA w tle przygrywają nam takie grupy jak:
Cypress Hill, Sublime, Rancid, Social Distorion, Deftones czy Dropkick Murphys.
Jest to raczej rockowa muzyka. Mimo, iż jestem fanem hip-hopu, a do rocka nie
żywię jakiejś sympatii, to uważam, że ta muzyka jest jedną z lepszych w grach
komputerowych, jakie powstały.
Idziemy sobie pojeździć
Po pierwszych wrażeniach z gry czas opisać te późniejsze. Chcąc nie chcąc
musiałem w końcu wziąć się za nabijanie punktów na licznik. Ta procedura jest
bardzo miła i zarazem wciągająca. Korzystając z kursorków i ledwie kilku
klawiszów można zrobić takie triki, jakie się nikomu nie śniło. Wyskakujemy z
rampy na trzydzieści stóp i lecimy na przykład bez trzymanki, przy tym obracając
rower tak, że nasza głowa jest bliżej ziemi, aniżeli koła naszego bicykla. Do
wykonania jest około 1300 trików. Żeby wykonać je wszystkie musielibyśmy grać
naprawdę długo. Oczywiście triki nie robimy tylko na rampach. Możemy robić
grindy na barierkach tak, jak w Tony Hawk Pro Skater, a także na rurach, palach,
i innych świetnie przystosowanych do tego miejscach. Jedyną denerwującą mnie
rzeczą jest to, że nawet przez kilka, a może i kilkanaście minut możemy robić
jednego grinda. Choć szczerze mówiąc trzeba być do tego bardzo cierpliwym.
Wszystko to przekłada się na grywalność, która może ze spokojem równać się z tą
z THPS 2 lub 3. Także wszystkie lokacje są tak zaprojektowane, że wręcz proszą
się o to, by jeździć po nich BMX-em. I nie mówię tu tylko o tych, które są
profesjonalnymi parkami. Nawet na niepozornym parkingu można robić znakomite
ewolucje.
Lepsza od konkurencji
Dave Mirra i jego BMX jest według mnie grą znacznie lepszą choćby od
recenzowanego w poprzednim numerze Matta Hoffmana. A CDA okazało się lepsze od
konkurencji z Clicka, która dała jako pełną wersję właśnie tą drugą grę. Dave
Mirra łączy dość dobrą grafikę ze świetną rockową muzyką i olbrzymią ilością
tricków, jakie można wykonać. Gdyby ni te błędy w grafice i nieskończenie długie
grindy wystawiłbym grze pełną dziesiątkę, tak jestem zmuszony obniżyć ocenę o
półtora oczka. Co nie znaczy, że gra nie jest grą bardzo dobrą. Posunę się nawet
do stwierdzenia, że kto nie ma tamtego numeru naszego czasopisma, to powinien
zamówić numer archiwalny. Lecz jeśli to czytasz, kiedy sierpniowy numer CDA jest
jeszcze w kioskach, to bierz portfel i śmigaj do kiosku. (widzisz Qn`ik, jaką
zrobiłem reklamę! :))
OCENA:        
-9/10
Plusy:
+ Wygląd zawodnika,
+ Muzyka
+ Grywalność
+ 1300 trików do zrobienia |
Minusy:
- Wygląd roweru
- Nieskończone grindy
|
|