Wstępniak .:. Demo-Testy .:. OR .:. Recenzje .:. Gadanie .:. Kąciki .:. TNT .:. Stuff .:. Listy .:. Redakcja

.::. Darkened Skye PL

uobooz

  Siemacie! Żeby ożywić tę skostaniałą atmosferę GC ;) postanowiłem ogłosić konkurs na najbardziej oryginalny wstęp do recki. Nagrodą będzie... satysfakcja z waszego dzieła no i może ewentualnie pęknięty klozet, ale co do tego drugiego to jeszcze nie jestem pewien, bo jak na razie nie otrzymałem odpowiedzi od sponsora. A oto moja propozycja:

"Piwo lej... Piwo lej Calebie, piwo lej. Pamiętaj o planie -równo lej- albowiem ja pragnienie mam!"

  No i jak? Bardzo oryginalne, nieprawdaż? Mam tylko nadzieję, że Caleb nie złoży mi wizyty z jego kumplem - piłą spalinową. Jeszcze by sobie koszulkę pobrudził ;).

  No dobrze. Może już tego wystarczy. Przejdę do recki tego całkiem fajnego adventure-TPP. A więc, pewna pasterka dwentili (takie fantastyczne kozy) o imieniu Skye siedząc sobie pewnego dnia zastanawiała się, po co mama przed rozstaniem się z nią wręczyła jej amulet. Nagle jeden z dwentili ucieka w las. Skye biegnie za nim i znajduje coś pomarańczowego. Pachołek lorda Necrotha donosi mu o tym. Gargulec Draak spotyka pasterkę i proponuje jej pomoc. Ona zgadza się wierząc, że z tak miłym przyjacielem będzie jej przyjemniej podróżować. Razem odwiedzają staruchę Gannish, która opowiada Skye o zadaniu, jakie przed nią stoi. Musi ona odzyskać pięć różnych pryzmatów, które przywrócą światu niegdyś zniszczoną przez Necrotha tęczę...

  I w tym momencie nabrałem trochę dystansu do tej gry. Otóż, okazało się, że jest ona reklamówką cukierków Skittles! Co prawda nie słuchamy ciągle nachalnych wypowiedzi w stylu "Skittlesy to", "Skittlesy tamto", niemniej jednak są one bardzo ważne (Skittlesy oczywiście, ale o tym za chwilę). W grze zyskały sobie one miano artefaktów spadających z nieba, podczas gdy tęcza miło ozdabia krajobraz. Sami zresztą wiecie, że z reklamówkami czegokolwiek w formie gry komputerowej jest różnie. Plusem tej pozycji jest to, że jej cena wynosi niespełna 10 złotych, lecz jednak jakość Darkened Skye pozostawia trochę do życzenia.

  Kolorowe artefakty, które zbieramy podczas gry potrzebne są do czarowania albowiem Skye poza wymachiwaniem swoim pasterskim kijem potrafi także używać go do praktykowania różnorakich czarów. Każdy z nich ma kilka slotów różnych kolorów. Jeżeli wypełnimy je odpowiednimi Skittlesami to wtedy możemy danego czaru używać, kiedy nam się to żywnie podoba. A jak już czarować to oczywiście niezbędna jest mana. Regeneruje się ona sama, lecz jeżeli potrzebna jest nam na gwałt :) to zawsze możemy użyć niebieskiej flaszki (o ile ją posiadamy) i problem z głowy. Zależnie od zaklęcia slotów na artefakty są różne ilości. Pierwsze czary potrzebują ich po dwa lub trzy. Z czasem, kiedy to czarów przybywa, przybywa też większe zapotrzebowanie na Skittlesy. Wygospodarowanie kilku na jedno z coraz to nowszych zaklęć jest równoznaczne z jego efektywnością. I tak Skye może strzelać kulą ognia bądz lodu, spowalniać przeciwnika, budzić w nim szał, rozświetlać sobie zaciemnione korytarze, chodzić po rozżarzonej lawie itd.

  Nasza heroska moim zdaniem jest najpiękniejszą bohaterką gier komputerowych w całej ich historii. Larwa czy inna Rynna nie dorastają jej do pięt. Skye może i nie ma tak ogromniastych walorów jak tak pierwsza z wyżej wspomnianych, ale myślę, że to się nie liczy. W Skye podoba mi się jej skromność. Nie chodzi ona w szortach rozmiarów prawie zbliżonych do rozmiarów majtek i w foliowej, niebieskiej koszulce. Ma długie spodnie, koszulkę bez rękawów i wygląda w tym bardzo ładnie. Jest po prostu piękną, rudowłosą dziewczyną walczącą o dobro wspólne dla wszystkich mieszkańców kilku różnych krain, nękanych przez wysłanników złego, obrzydliwego, mającego ciężkie dzieciństwo i drewniane zabawki, bitego przez rodziców i okropnego lorda Necrotha. No, to chyba jego najbardziej szczegółowy opis :).

  Poza swoją ojczystą krainą zwaną Lynlorą Skye zwiedzi jeszcze pięć różnych krain. Każda z nich jest całkowicie odmienna. Lynlora to pełna ścierzek zalesiona, słoneczna kraina. Dalej zwiedzać będziemy wiekowe miasto zbudowane na otwartej wodzie, krainę wyraźnie przywodzącą na myśl kultury wschodu itd. Każde odwiedzane przez nas miejsce jest całkiem ładne. Ich główną wadą jest to, że są zbyt "pokręcone" tzn. raczej mają więcej wspólnego z labiryntami aniżeli z normalnymi krainami. Prowadzi to do tego, że poziomów trzeba nieomal uczyć się na pamięć, aby się nie zgubić. Na naszej drodze stają różni przeciwnicy. Są to potworniaki z drewnianymi pałami (nie pomyślcie sobie przypadkiem czegoś świńskiego ;) lub strzelający z łuku, wielkie robale wyłażące z wody, przerośnięte insekty i inne paskudztwa. Napotkamy także wiele NPC-ków, z którymi będziemy prowadzić rozmowy, a czasem dostaniemy od nich jakieś wskazówki. Są tu także inne przygodówkowe elementy jak np. zbieranie i używanie przedmiotów. I bynajmniej nie ogranicza się to do tylko zbierania kluczy i używania ich na odpowiednich drzwiach. Na początku gry aby wejść do jaskini potrzebne jest jakieś oświetlenie. Świecące zwierze dostaniemy od kupca, które z chęcią wręczy je nam za jakiś inny chowający się w lesie okaz. Dodaje to grze grywalności.

  Darkened Skye to gra niestety mającą kilka najróżniejszych, denerwujących buraków. Przenikanie przez tekstury to zmora tej gry. Denerwowało mnie to np. wtedy gdy wyłaniające się z głębin robactwo atakując mnie przebijało mnie przez ściany, a to często oznaczało utopienie się w wodzie i konieczność walenia w F4 (load). Niezbyt fajnie słucha się uderzania kijem np. w górkę ziemi, która wydaje z siebie dźwięk drewnianego pniaka. Podobnie jest też z innymi elementami otoczenia, jednak nie zdarza się to zbyt często. Kuleje także niedopracowana animacja kilku różnych postaci. Głównie mam tu na myśli podskoki Skye. Przybiera ona kompletnie niespotykaną pozę. Na początku jest to trochę śmieszne, później z deka denerwuje, a jeszcze później nie zwraca się już na to uwagi, ale jednak delikatny niesmak pozostaje. Wkurzają też niektóre zagadki. Element popychający fabułę do przodu jest czasem trudno zauważalny a wtedy rozpoczynają się desperackie poszukiwania i ciche klnięcie pod nosem. Oj, panowie, nie postaraliście się!

  Wersja, w którą grałem była całkowicie po polsku! No, może nie do końca. I tu znalazłem kilka bugów. Na początku drugiej krainy podczas rozmowy Skye w pewnym momencie przemawia jednocześnie po polsku i po angielsku. Na szczęście jest to tylko jedno zdanie. Także na bazarze okrzyki nie są po naszemu. Poza tym spolszczenie jest bardzo dobre. Wszystkie notatki, zadania, podpowiedzi są przetłumaczone bez wpadek. Lektorzy też są niezgorsi. Ba, są po prostu dobrani rewelacyjnie! Bardzo przypadł mi do gustu przyjemny głos Skye, którego słucha się niewypowiedzianie miło. Głos Draaka także pasuje do tej postaci. Oboje są bardzo dowcipni. Jedną ze śmieszniejszych scen była ta, w której Skye łowiąc ryby złapała płytę CD, co skomentowała mówiąc "Prymitywny sposób zapisywania informacji. Popularny wśród dzikich plemion.". Jest o tyle ciekawiej, że scenki przerywnikowe są całkiem często, a więc praca mięśni jest nieunikniona.

  Darkened Skye to trochę lepiej niż średni TPP z elementami przygodówki. I pomimo tego, że ma kupę błędów to jednak gra się w to nawet fajnie. Jak widzicie, reklamówka wcale nie musi być tak strasznie zła, a tym bardziej, że kosztuje jedynie dyszkę. Swoją drogą, Enter the Matrix to także reklamówka (tyle że Powerade'a, Samsung'a, Pentium'a i nVidii), a jest całkiem strawną grą.

OCENA: 6+/10
Plusy:
+ Humor,
+ Fajna muzyka,
+ Bardzo dobre spolszczenie
Minusy:
- Pokaźny arsenał buraków (cukrowych :)

.:. Wyjście do AM .:.