|
|Uczeń szatana|
Gatunek: THRILLER
Reżyseria: Bryan Singer
Obsada: Brad Renfro, Ian McKellan, Bruce Davidson
Ano witojcie panocku jak to po ślunzocku gadajo w kolejnej recenzji z cyklu "Nie czytać tego!". Tym razem zajmiemy się filmem pt. "Uczeń szatana" który jako tako dobrze zapisał się w moich bystrych, krytycznych oczach.
:: Słów wstępu kilka
Wypadało by opowiedzieć wam co nieco o owej produkcji. Jak widzicie wyżej jest to twór Bryana Singera stworzony w 1998 roku w USA, produkcją zajął się TRISTAR (logo: Qń ze skrzydłami [to nie aluzja]). "Uczeń szatana" jest ekranizacją opowiadania mistrza horroru i wszelkiej maści thrillerów z wydanego w 1982 roku tomu "Different Seasons" (ech ten TeleTydzień), mówię tu oczywiście o Stephenie Kingu - swoją drogą ciekawe czy jakikolwiek autor książek miał więcej filmów na dużym ekranie z dopiskiem "Na motywach powieści [nazwisko danego autora]" niż King? Chyba nie. Niestety opowiadania nie czytałem :( (Żałuje że cię znałem! Ooo! Żałuje że...), ale nie wątpię w jej doskonałość. Dobra! Wróćmy jednak do samego filmu bo ludzie zaczynają usypiać.
:: Fabułe poznać trzeba
Ano tu się dość ciekawie robi, bo film jest piekielnie dobry pod względem fabuły, a mianowicie. Szesnastoletni chłopak którego zową Todd Bowden (Brad Renfro) jest jednym z najlepszych uczniów w szkole (łapówy, znajomości z dyrektorem i te sprawy) [<- To był żart] po prostu jest dobrym uczniem (nie wierze!). Pewnego dnia zauważa w autobusie Arthura Denkera (Ian McKellan, tak nie mylicie się, oto i staruszek Gandalf z "Władcy Pierścieni"), starego jak świat Niemca który to zmienił obywatelstwo na Amerykańskie. Jednak Todd jakoż że jest strasznie upierdliwym dzieckiem dowiaduje się że owy dziadek w przeszłości był SSmanem i postanawia po szantażować starca, w zamian za nie ujawnienie ponurej prawdy Todd żąda by Arthur opowiedział mu o tym jak to było w obozach, o tym jak zabijali ludzi w komorach gazowych (później młodemu to się śniło - a mówiłem "żadnych tanich win przed snem"). Jednak były nazista przecież nie da sobie w kasze dmuchać, o nie! Zmienia szantażysta w szantażowanego! O i więcej to ja już nie powiem, bo trzeba sobie film oglądnąć!
Cała fabuła jest doskonale przemyślana, porusza tu tematykę zła ukrytego gdzieś głęboko w człowieku które bardzo łatwo może z jego głębi powrócić (sam też bym to wymyślił). Naprawdę niebanalna historia dobrego człowiek chcącego zapomnieć o swojej straszliwej przeszłości, jednak przez jednego gówniarza staje się to a wykonalne (mówiłem kupić Lego, mówiłem, to się książek o Hitlerze zachciało).
:: Aktorstwo
Jest na bardzo wysokim poziomie, widziałem kilku znanych z seriali aktorów ("Jezioro marzeń", nie oglądam! itp. badziewie) no i oczywiście dziadek Gandalf (Ian McKellan) który (nie wątpię) dostał rolę w "Władcy Pierścieni" po tym filmie!
Wszyscy aktorzy świetnie zagrali a w szczególności dziadek i młody, chodzi mi tu o oczy - "oczy są zwierciadłem duszy" jak to ktoś kiedyś pięknie powiedział (szkoda że nie ja), a oni wszyscy mieli w ślepiach wypisane kim tak naprawdę są. Wspaniale zagrali strach, ból, smutek, nienawiść i marsz SSmana. A sama scena z jednym jeńcem w szpitalu - BOMBA! Ta z kotem w piekarniku też niezła. Ale co wam będę opowiadał co tam było, trochę krwi i tyle.
:: Muzyka
Po raz kolejny mówię słowo BOMBA! Już na początku słyszymy ponure, nastrojowe pioseneczki dające takiego kopa że aż dupa boli (ze szczęścia). A ta pioseneczka o Berlinie, zabójcza tylko gdzieś ją już kiedyś słyszałem! Później nawet jej nie dostrzegamy co raczej dobrze świadczy bo komponuje się z tym co się dzieje na ekranie. Jeśli chodzi o dźwięki to też dobre, nie dostrzegam żadnych błędów a raczej tylko plusy.
:: Akcja
To jest bardzo dobry element. Wydaje nam się że w danej scenie nic ciekawego już się nie może zdarzyć a tu nagle wkracza głośna muza i chłop próbuje upiec kota. Albo scena w którym dziadek maszeruje, niby nic a jednak jest to tak przesiąknięte grozą że czy chcemy czy nie adrenalina musi podskoczyć. Takich właśnie ujęć jest pełno, film nie pozwala nam się nudzić, bo gdy tylko zaczniemy serwują nam taki powiew grozy że staniemy na baczność (i pomaszerujemy?) a gdy znów będziemy chcieli się wygodnie położyć te dziady pokażą ci kota na siłę wsadzanego do piekarnika. Przez te dwie godziny towarzyszyć nam będzie ciągłe napięcie i pocenie się rąk, co w moim przypadku grozi utonięciem.
:: Klimat
Wszystko utrzymane jest mniej więcej w takiej samej kolorystyce, takiej żółtawej, dzięki czemu od razu wiemy że to ten film - a nóż palec osunął się na inny guzik. Muzyka lecąca w tle przypawa o dreszcze. Sama akcja to paraliżujące oglądającego sceny które nie pozwalają odetchnąć z ulgą że to już koniec, nawet na literach końcowych wieje grozą jak diabli. Słowem "BOBMOWY" klimat, a scena z wsadzaniem kota do piekarnika - co ja żem się tego kota uczepił? A wiem, moja niechęć do tych zwierząt jest tak wielka jak słuchanie, no kogo? Tatu oczywiście! - Chciałbym, ale nie powiem czy upiekł go czy nie upiekł! Klimat wymiata i od razu czuje się że to pisarska łapa Kinga.
:: Ostateczny, definitywny koniec (nareszcie)
Polecam jak soczki od Gardena, wielka chętka przed, świetny smak w trakcie i chęć jeszcze po! Właśnie takie uczucia wywołuje "Uczeń szatana", świetny film, genialne zakończenie i oczywiście pieczenie kota w piekarniku! Polecam wszystkim szukającym mocnych wrażeń, wielbicielom horrorów i oczywiście osobom lubiącym twórczość Kinga gdyż oglądając film od razu czujesz że to mógł napisać tylko geniusz, a jak geniusz to od razu wiadomo o kogo chodzi - o mnie!
Ocena: 8+/10
Winix
winix@wp.pl
|