|
|Telefon|
Czy gdybyście usłyszeli o filmie, że cała jego akcja rozgrywa się w budce telefonicznej, że cały niewiele ponad godzinny film to w 96% gadanie, to obejrzelibyście go? Nawet, gdybym dodał, że warto?
A warto. Bo właśnie dialog głównego bohatera ze "złym" trzyma w napięciu. Ale od początku.
Stu prowadzi interesy. Dużo interesów. Jest agentem artystów (przy okazji - świetna parodia Eminema :) Informuje brukowce. Załatwia imprezy. Do perfekcji opanował sztukę myslenia, mówienia i chodzenia równocześnie, a narzędziem pracy jego jest telefon komórkowy. Jednak regularnie korzysta on z budki telefonicznej na ruchliwej ulicy miasta. Dlaczego? Bo dzwoni do aktorki, będącej jego klientką, w celach niedwuznacznych. Korzysta z budki telefonicznej, aby jago żona nie wykryła tego po bilingu (modne słowo ostatnio :) rozmów przez komórkę. Właśnie dzwoni, gdy do drzwi puka dostawca pizzy i mówi, że ktoś kazał mu dostarczyć do tej budki pizzę. Stu spławia go dość nieprzyjemnymi słowami. I to był błąd. Po chwili telefon dzwoni ponownie, a Stu go odbiera... I to był drugi błąd :)
Jak już wspomniałem, prawie cały film to rozmowa Stu z terrorystą, który cały czas trzyma go na celowniku swej snajperki. Nie trzeba dodawać, że nie jest to łatwa rozmowa :) Snajper zwodzi Stu, gnębi, zmusza do mówienia rzeczy, które cały czas pogarszają jego sytuację, sprawia, że Stu zaczyna czuć się winny...
Dla kogoś, kto woli napięcie od akcji, jest to film wymarzony. Porównać go można z "Negocjatorem", lecz mniej tu jest akcji; ale mimo to film trzyma w napięciu!
Tylko dlaczego jest taki krótki? - zastanawiałem się. I chyba jest tak dlatego, żeby widz, który na dialogu musi się skupić po prostu "nie wysiadł". Czyli żeby go to nie znudziło po prostu. I tu chyba udany zabieg twórców - zamiast silić się na coś więcej, "dociągnąć" film powyżej tych 100 minut zamykają go tam, gdzie nie skończyły się im dobre pomysły - za to plus.
Ogólnie - jeśli lubisz nieco ambitniejsze filmy i potrafisz się na filmie skupić (co jest trudną sztuką, co zauważyłem np. na "Dwóch Wieżach"... ludzie, o tym, co debile wyprawiali w kinie to mógłbym osobny tekst napisać ;))) to "Telefon" jest ze wszechmiar godzien polecenia. Dobre aktorstwo, oryginalność, no i ten złowieszczy głos w słuchawce... I radzę wam - dobrze się zastanówcie, czy podnieść słuchawkę...
Ocena: 5/6
Mariusz Saint
|