.................|B i u l e t y n|........
..........................|F i l m o w y|.


spis treści | poprzednia strona | następna strona


|Lata jak sandwicze|


Może teraz coś z innej beczki, nie będzie to film który leci w kinach, czy niedawno ukazał się na DVD. Ten film widziałem w telewizji, z tego co wiem nie miał nawet poważnej kampani reklamowej. Ale jak mówią "Małe jest piekne", tu sprowadza się to do tego filmu...


"Lata jak sandwicze" francuskiego reżysera Pierra Boutrona. Film ten zaskoczył zaskoczył kilka razy. Nie spodziewałem się, że będzie taki dobry. Zapewne większość z was (czytelników) pewnie nie rozpoznaje nawet tutułu filmu.
Podczas oglądania w pewnym sensie przypomniał mi się film "Życie jest piękne" (La vite e bella, 3 oscary) Roberta Beginiego. Póżniej jednak stwierdziłem że fabuła "Lat jak..." przedstawia inną historię.


Akcja dzieje się tuż po wojnie. Młody chłopak przyjeżdza do Paryża. Nie zna tam nikogo, jest w obcym środowisku. W poszukiwaniu pracy trafia na sklep Maksa (Wojciech Pszoniak). Tu należałoby dodać że i Victor Rabiński (chłopiec) i Maks byli żydami, dlatego też Maks zatrudnia Victora. Daje mu kwaterę (Pokój na strychu), kupuje mu nowe ubrania i płaci jego długi. Na początku postać Maksa raczej nie budzi powszechnej sympatii (mówie wam, ja sam podczas oglądania tego filmu spodziewałem się sceny kiedy Maks się narypie i będzie się awanturował). Jest Właścicielem sklepu z jakimiś starociami, cały czas przesiaduje w knajpie, chodzi i narzeka. Tak go poznajemy na początku. Vitor to młody chłopak który na wojnie stracił rodziców. Los łączy ich w jakiejś małej uliczce w Paryżu.

Ta Francuska produkcja była nakręcona w 1988, czyli dość dawno temu. Był to debiut reżyserski Boutrona. I od razu trzeba zaznaczyć, iż był to udany debiut. Film spodobał się zarówno publiczności jak i krytykom. Powiem szczerze, że nie słyszałem przedtem nic o tym filmie. Ale kiedy go ogladnąłem, stwierdziłem że jest to jeden z najlepszych europejskich filmów jakie do tej pory nakręcono.

Teraz napiszę trochę o roli Pszoniaka. Krótko mówiąc zawiodlem się. Zawiodłem się tym, że nie dostał żadnej ważniejszej nagrody, ponieważ jego gra aktorska była godna oscara. Momentami Pszoniak przypomina Louisa de Funesa. De Funes za dużo gestykulował, i to było jego wadą. Pszoniak gra podobnie... ale trochę inaczej. Nie ma tu niepotrzebnych gestów... albo inaczej, wszystkie jego gesty i ruchy są przemyślane.
Na potrzeby filmu, momentami jest raptusem, złośnikiem, w innej zaś scenie potrafi rozśmieszyć. Potrafi też, co jest chyba najważniejsze w każdej grze aktorskiej, wzruszyć. Ten kontrast powoduje, że widz po filmie czuje w pewnym sensie sympatię do jego bohatera. Sumując: gra aktorska Pszoniaka w tym filmie stoi na najwyższym poziomie. Przez niektórych zresztą jest uważana za najlepszą grę polaka w filmie zagranicznym. Moim zdaniem, Pszoniak bez problemu mógłby tą kreacją zdobyć Oscara, on po protu czaruje wszystkich swoją grą...

Przesłania filmu? To podstawa, każdy film powinien mieć jakieś przesłanie. W "Latach jak..." jest wiele wątków, które reżyser starał się poruszyć. Pierwszym, chyba najważniejszym jest moment wkraczania w dorosłość przez Victora. Ten wątek jest najbardziej wyrazisty, nawet puenta filmu odwołuje się do niego. Film przedstawia problemy młodego chłopca, który wkracza w inny, całkiem odmienny świat. Stara się mu podporządkować, nie zawsze mu to wychodzi. Ponadto poznaje wady tego świata - podział na klasy społeczne (wiem, w tym kontekście brzmi to trochę jak recenzja "Moralności pani Dulskiej", ale kto ogladnie film, ten powinien to wyłapać).
Drugim problemem, który reżyser starał się zająć, jest moim zdaniem kwastia ofiar wojny, obozów koncetracyjnych. Tak, temat dość poważny, dopiero pod koniec filmu poznajemy tożsamości obu bohaterów, i dopiero wtedy ten problem wysuwa się na pierwszy plan. Reżyser pokazuje trudy utraty najblizszych, ale jednocześnie zastrzega że należy żyć dalej, nie patrząc na to co było...
Pojawia się tu także problem przyjaźni. Reżyser pokazuje, że przyjaźń może zaistnieć między dwoma osobami zupełnie różniącymi się od siebie, dzielącymi wspólny los. Między dwoma osobami które jakby nie patrzeć, nie pasują do sibie. Boutron specjalnie przedstawia dwie histori przyjaźni, przetrwa tylko ta druga, teoretycznie ta która nie powinna nawet zaistnieć. I to buduje klimat, całą otoczkę tego filmu.

Podobało mi się także odwzorowanie realiów ówczesnego Paryża. Stroje któe wtedy noszono, samochody, budynki. Można wyczuć klimat tamtych lat.


(Nie wiem czy dobrym pomysłem jest przytoczenie puenty filmy, ale ponieważ jest to puenta recenzji, nie mam oporów :))

"Takich lat jak ten rok nie przeżyjesz w życiu wiele. Zwykle człowiek przeżywa ich pięć lub sześć przez całe swoje istnienie, reszta to tylko wypełnienie tego, co pozostało do chwili odejścia. Takie lata są jak dwa plastry zimnej cielęciny wetknięte pomiędzy dwa grube kawały chleba. Więc kiedy one się zjawiają, trzeba się w nie wgryźć i nawet jeżeli jest zbyt wiele musztardy, która wyciska łzy, trzeba być w stanie wszystko zjeść" - jest to ostatnie zdanie jakie Maks wypowiada do Victora, odnosi się w zasadzie do głównego problemu filmu: wkraczaniu w dorosłe życie. Szkoda, że tak ambitny film przeszedł bez echa. Może gdyby zgarnął kilka prestiżowych nagród, krytycy stwierdzili by teraz: "Zycie jest piękne?? Tak, ale "Lata jak sandwicze" były pierwsze".


"Lata jak Sandwicze"
Dramat
Rok: 1988, Francja
Reżyseria: Pierre Boutron
Obsada: Thomas Langmann, Wojciech Pszoniak (ja poproszę oscara dla tego pana!), Nicolas Giraudi, Michel Aumont, Clovis Cornillac, Patrick Chesnais, Philippe Khorsand, Helene Arie, François Perrot i inni


Lenny
LennyV@poczta.onet.pl


|strona 12|