|
|Gwiezdne Wojny - Epizod 2: Atak Klonów|
Minął już przeszło rok od premiery AOTC. Przyszedł więc odpowiedni czas na przemyślenie drugiej części najbardziej znanej sagi sf na świecie.
Po dość słabo ocenionym Mrocznym Widmie, fani SW oczekiwali po Lucasie dużo, dużo lepszej kontynuacji. Czy się doczekali? Ciężko powiedzieć. Pierwsze reakcje były bardzo pozytywne, choć też pojawiło się wiele krytyki. Postaram się to ocenić jak najbardziej obiektywnie. Najpierw zajmę się jasną stroną owej produkcji.
A najjaśniejszymi stronami filmu były: muzyka, dźwięk i efekty specjalne. Tak przynajmniej uważa większość fanów SW.
Muzyka Johna Williamsa jak zwykle nie miała sobie równych i naprawdę niewielu na nią narzekało (narzeka). Mistrz Williams obdarował nas w końcu nowymi utworami: wspaniałym love theme - Across the Stars, bardzo dynamicznym Zam the Assassin and the chase through Coruscant, czy też starymi: jak na przykład nasz ulubiony The Imperial Marsh (Vader's theme), Federation Marsh (tu można zaznaczyć pewną scenę, gdy Obi-Wan, Lama Su i Taun We oglądają armię klonów - po prostu cudowna scena) Anakin theme, lub też Jedi theme. Wszystkie te utwory znacznie poprawiają klimat filmu i nastrój tegoż. Co ciekawe niektórzy uważają, że Williams nie powinien się powtarzać i do każdego filmu robić zupełnie nową muzykę (!). Według mnie wszystkie te utwory łączą całą sagę, dając wrażenie jednego długieeeego filmu. Zresztą co to by był za Epizod III bez Marsza Imperialnego? Muzyce spokojnie można postawić 9,5/10.
Dźwięku chyba nie trzeba prezentować, gdyż każdy (znowu niemal każdy) dostrzega piękno buczącego miecza świetlnego, który właśnie przeciął Battle Droida, czyż nie? Dźwięki są po prostu niesamowicie realistyczne i razem z muzyką tworzą niezwykle zgrany duet. Według mnie ocena 10/10.
Efekty specjalne to coś bez czego (chyba można powiedzieć, że niestety) Star Wars byłby tylko jakimś nędznym sf [a ja twierdzę, że SW są wspaniałe nie dzięki efektom, ale przede wszystkim dzięki rozmachowi, z jakim przedstawiono świat. Efekty są tu jedynie jednym ze środków, a nie celem samym w sobie :) - dop. G.] Bardzo wiele krytyki spada na tą właśnie dziedzinę i Industrial Light and Magic, która jak wiadomo jest najlepszą firmą od efektów specjalnych na świecie. Jednym nie podoba się to, że jest ich tyle w filmach SW, a co niektórym podoba (ja należę do tych pierwszych). Najlepszym przykładem może tu być Yoda z AOTC. Co niektórzy na wieść, że Yoda będzie robiony na kompie, a nie tak jak przedtem - będzie lalką szlak trafił. Część przyjęła to bez entuzjazmu, resztę to nie obchodziło lub im się to podobało. Natomiast według mnie ILM schrzaniło sprawę z Clonetrooperami. Czy nie można było zrobić kilkanaście (kilkaset) kostiumów, to się znaczy pancerzy i powsadzać w nie ludzi, a nie robić na kompie! (podobno na komputerze mają też być w EIII - wściec się można) Co prawda wiem, że więcej to kosztuje, ale od czego są panie Lucas te pieniądze, które zarabia na nas. I ładniej to wszystko wygląda i lepsze oceny są. Tak czy inaczej efekty specjalne to istny majstersztyk, a najlepszym przykładem jest Coruscant i pościg za Zam Wessel. Prawie nie widać, że wszystko to, to jeden wielki wytwór facetów z ILM. Tipoca City, Geonosis czy też Naboo też pięknie przedstawione i jest na co popatrzeć. Doskonale wyglądają również Kaminoanie bardzo przypominający Obcych odwiedzających poniekąd Ziemię, czy tez Geonosianie z tym swoim językiem (za który brawa powinien otrzymać dział dźwiękowców). Bardzo dobrze zrealizowano również walkę Slave'a I z Jedi Starfighterem w pasie asteroid, choć można się przyczepić co do kilku szczegółów. Za to Bitwą na Geonosis zajmę się pod koniec. Co do efektów specjalnych wspomnieć trzeba także (niestety) o Oscarach. Niemal każdy czuł dobrze uzasadnioną wściekłość i żal oglądając to widowisko. Długo czekałem na ten moment a tu "... and the Oscar goes to... The Lord of the Rings." Nie powinienem się czepiać Władcy Pierścieni, ale nie da się nie zauważyć, że efekty specjalne w EII są o niebo lepsze niż w ww. filmie. Akademia stanowczo niesprawiedliwie oceniła AOTC i to nie tylko tutaj, gdyż niemal wszystkie działy "techniczne" EII powinny dostać co najmniej nominację. Cóż, pozostaje nadzieja, że w 2006 będzie inaczej... Efekty specjalne magików z ILM: 9/10
I teraz czas na te rzeczy, które niektórym się podobały a innym nie za bardzo... Zaczynam od najcięższego tematu: scenariusza AOTC, który jest tym co fanów chyba najbardziej dzieli. Zacznijmy od faktów: scenariusz EII dostał złotą malinę (specjalnie piszę z małej, gdyż uważam, że to bardzo niesprawiedliwe, że AOTC dostał tą "nagrodę"). Przez krytyków oceniany fatalnie, wśród fanów różnie. Największym minusem są dialogi, największym... hmm, czy ja wiem? Treść? (od biedy może być) W końcu nie jest głupie, że ktoś chce się odłączyć od Republiki, są zamachy na senator Padme Naberrie, w bardzo przekonywujący sposób rozpoczynają się Wojny Klonów, choć śledztwo Kenobiego nie uważam za mocny punkt scenariusza. (tutaj przypomniał mi się autor innego artykułu o EII - niejaki Ti-mon - któremu wyraźnie nie spodobało się, nielogiczne według niego zdarzenie, gdy to jeden z uczniów Yody sugeruje, że ktoś mógł wymazać dane z Archiwum Jedi, a tacy mistrzowie jak Obi-Wan czy Yoda tego się nie domyślają. Otóż Yoda doskonale wiedział, że dane mogły być wymazane, a dla Kenobiego coś takiego wydawało się po prostu niemożliwe do pomyślenia. Zresztą to miał być kolejny sprawdzian dla młodych adeptów i z taką inicjatywą wychodził Yoda) Bodajże najgorszymi momentami w filmie są te przedstawione w podziemnej fabryce droidów na Geonosis i na Naboo. Co do Geonosis chętnie się zgodzę, bo ta walka na tych wszystkich taśmach i C-3PO - po prostu lipa [a najdurniejszą rzeczą w całym filmie wg mnie jest właśnie zamiana głów C-3PO i droida. Gdy to zobaczyłem... ech, szkoda gadać. - dop. G.]. Co do Naboo, nie wszystko tam było źle, ale z pewnością fanom znudziła się już ta sielankowa planetka, więc nie ma co się dziwić. O dialogach pisać nie będę, bo nie tak naprawdę o czym. Niektóre były naprawdę porządne (dla mnie na przykład rozmowa Dooku z Obi-Wanem) ale większość była zwyczajnie cienka. Wszyscy fani dobrze wiedzą na co stać Lucasa i wiemy, że mógł się bardziej postarać (zwłaszcza przy rozmowach Anakin - Padme istna tragedia). Z tego też powodu nie śmiem ocenić scenariusza, gdyż trafiają się i dobre partie i te złe równie często. Znowu miejmy nadzieję, że Lucas pokaże pełnię swoich możliwości w Części III.
Gra aktorska. Kolejny punkt sporny milionów fanów SW. Najwięcej zarzutów dotyczy oczywiście Haydena Christensena i Natalie Portman.
Zacznijmy od tego pierwszego: tutaj opinie są wyraźnie podzielone, jednak przeważa ta, że Hayden w roli Anakina się po prostu nie spisał najlepiej (łagodnie rzecz ujmując, rzekłbym) Za najgorsze fragmenty uznaje się najczęściej te, gdzie rozmawia z Padme (Natalie Portman...). Skoncentruję się tutaj głównie na scenie, gdzie umiera matka Anakina i padawan wybija Tuscenów i wścieka się w garażu w domu Larsów, gdyż to są jedne z najważniejszych fragmentów, uważam całej Sagi SW. Są to momenty w jego życiu, które mają przeważyć jego przejście na Ciemną Stronę Mocy i stania się Vaderem. Ja uważam, że obie sceny zagrane są co najmniej dobrze przez Haydena, ale różne są opinie (nie rozumiem tylko dlaczego co niektórzy mówią, że w tych scenach zagrał fatalnie - po prostu nie wiem, co ich skłoniło do tego zdania. To, że nie podoba im się aktor w całym filmie, nie musi oznaczać, że nie potrafi on zagrać przekonywująco tak jak w tych scenach - tak czy inaczej uszanuję ich zdanie). Dodatkowym atutem tej sceny jest właśnie odpowiednia i doskonała do tego celu muzyka, dokładnie połączona z tym co pokazał Christensen. Haydena oceniam na 5-6/10 (gdyby nie te dwie sceny dostałby najwyżej 4). Przypomnę jeszcze jeden fakt: Hayden za rolę w EII otrzyma złotą malinę. Z tą "nagrodą" zgodzić się akurat mogę. Nic dodać nic ująć. Natalie Portman czyli nasza Padme Naberrie (Amidala). Szczerze mówiąc nie potrafię obiektywnie ocenić jej gry w AOTC. Mogę powiedzieć tylko, że raz było gorzej, a raz lepiej i ja nie zobaczyłem w niej nic co się szczególnie wyróżniało. (No może Arena Geonosis, od biedy była troszkę lipnawa w jej wykonaniu, ale...) Niestety nie znam opinii fanów na temat reszty aktorów więc tutaj zobaczycie tylko moje oceny.
Samuel Leroy Jackson - Mace Windu: Jak dla mnie jeden z najlepszych aktorów, który zagrał w EII. Jako Mace spisał się doskonale. 10/10
Ewan McGregor - Obi-Wan Kenobi: co przyznało kilku fanów, z którymi miałem styczność, Ewan zagrał tą rolę dużo lepiej niż w EI. 8/10 [niektórym nie podobał się angielski akcent Obi-Wana i nieco cyniczne podejście do świata, ale mi to akurat nie przeszkadzało :) - dop. G]
Ian McDiarmid - Chancellor Palpatine: Aktor grający przyszłego Imperatora znacznie stracił w moich oczach. Choć to tez wina Lucasa - ten jego tekst "Kocham Republikę" i "Kocham demokrację" to po prostu tragedia. Ian wymówił te słowa tak bez przekonania, że o mało nie spadłem z fotela. 5/10
Frank Oz - Yoda: Co prawda w tym wypadku nie ma co mówić o graniu, ale ogólnie Yoda zaprezentował się dość dobrze. 7/10 [Ja jednak wolałem Yodę z "pierwszej" trylogii... - dop. G.]
Christopher Lee - Count Dooku: Jak zwykle Lee zagrał najczarniejszego z czarnych. I znowu zrobił to doskonale. 9/10
Aktor grający Jango Fetta (sorry, nazwisko wypadło mi z głowy): Kolejna bardzo dobrze zagrana postać. Tak właśnie wyobrażałem sobie Mandalorian. 9/10
Aktor grający Boba Fetta (to samo): Gdyby to ten bardzo młody aktor zagrał Anakina w EI to na pewno byłby to doskonały występ (a i film byłby lepszy). Całkowicie brak u niego tej dziecięcej holywoodzkiej sztuczności, jak w przypadku Jake'a Lloyda. 10/10
Jimmi Smits - Bail Organa: Tak właśnie wyobrażałem sobię Baila Organę. Nic dodać, nic ująć. 10/10
Anthony Daniels - C-3PO: Co prawda to Daniels gra robota, ale wciąż robi to najlepiej. C-3PO to w końcu jedna z bardziej lubianych postaci. 9/10
Kenny Baker - R2-D2: Też robot ale jaki! Nasz ukochany Artoo powraca w wielkim stylu, jak zawsze zresztą. 10/10
Aktorzy grający rolę Rycerzy Jedi na Coruscant i Geonosis: Co prawda jest to temat na dłuższe dyskusje, a każdego Jedi można by było ocenić oddzielnie, ale zajęłoby to trochę za dużo czasu i miejsca, tak więc przedstawieni są jako całość. I nie powiem. Jedi po prostu są świetni. 9/10
Aktorzy grający Separatystów, i w ogóle Separatyści (większość to i tak komputerowo zrobione postacie): Separatystów zaliczam do jednej z tych grup, których stanowczo nie lubię i ocena tu nie będzie obiektywna (tak szczerze to i tak większość nie jest) 5/10
No i to by było tyle jeżeli chodzi o grę aktorską, czas więc na "podliczenie" reszty Ataku Klonów.
Czas teraz na ocenienie najważniejszych scen/momentów/wydarzeń AOTC (w gruncie rzeczy ci którzy nie oglądali filmu - a są tacy? - nie powinni dalej czytać). W takim razie od początku. Dawno, dawno temu w odległej galaktyce... (O sorry, to nie miało być tak) Rozpoczęcie, można powiedzieć jest już zaskakujące (dla tych co nie oglądali trailerów - czyli np. dla Nadiru Radeny - czyli mnie). Zamach bombowy i całe zamieszanie związane z tym nie zostało zbyt dobrze pokazane na filmie, chyba głównie za sprawą Natalie Portman, która nie zagrała zbyt przekonywująco, poza tym dlaczego kapitan Typho cały czas ją ponaglał, twierdząc, że grozi jej jakieś niebezpieczeństwo. Jakie? Zamachu już dokonano i wszyscy myśleli, że Amidala jest dead, co jest potwierdzone w książce. Dla mnie najwyżej 7/10.
Spotkanie w biurze Palpatine'a. Pierwsza scena gdzie jest jakieś wyraźne nawiązanie do Powrotu Jedi, a chodzi konkretnie o Czerwonych Gwardzistów i fotel, na którym przyszły Imperator siedzi. Bardzo spodobało mi się to ogromne okno i biurko przy którym siedział Kanclerz. Wszystko piękne i jednocześni proste. Co do tego co się tam wydarzyło nie mam zastrzeżeń. Za to mam nadzieję, że Lucas jakoś sensownie wyjaśni w EIII dlaczego sześciu Jedi, w tym czterech największych w galaktyce, nie potrafi wyczuć, że Palpatine jest przepełniony Ciemną Stroną. Ciężka rzecz. Jedynym byłoby, że Sidious i Palpatine to dwaj różni ludzie, ale w to raczej wątpię. Dialogi nawet dość dobre, pokazują czym są spotkania Jedi z Palpatinem. Moja ocena: 8,5/10
Spotkanie po latach. Dość dobrze ukazano tutaj spotkanie po dziesięciu latach Padme i Anakina, ale można się przyczepić co do ich aktorstwa (znowu). Szczególnie ciekawym momentem jest chwila, gdy Anakin sprzeciwia się Kenobiemu. Gdy Skywalker powiedział "nie" to pomyślałem, że będzie niezła jatka, ale chłopak wszystko wyprostował. W końcu to też oznaka mrocznego przeznaczenia Anakina. Dla mnie 8/10.
Pościg na ulicach Coruscant to po prostu jedna z najlepszych rzeczy jakich widziałem w Star Wars. Doskonały, dynamiczny pościg wspomagany dobrą muzyką i mocnymi skrętami akcji. Najciekawsze jednak w tym wyścigu jest to, że możemy się do woli napatrzeć na ogromną metropolię, jaką jest miasto-planeta, stolica Rapubliki i galaktyki - Coruscant. Doskonale zobrazowano podziemne ulice, położone dziesiątki kilometrów pod głównym miastem. Bar "Outlander" jest zarąbisty i jeszcze lepszy niż Kantyna Mos Eisley na Tatooine [nieeee... stary, teraz to przegiąłeś! ;) - dop. G.]. Są tylko dwie rzeczy, które mi się nie spodobały a mianowicie moment gdy ginie Zam i gdy Anakin spada i przyczepia się do śmigacza Zam. Poza tym wszystko jest piękne. 10/10
Ogólnie wyjazd Padme i Anakina na Naboo. Tego komentować akurat nie chcę, ale za to macie moją ocenę: 4/10
Poszukiwania/śledztwo Kenobiego na Coruscant. To jest dość ciekawe, gdyż poznajemy przyjaciela Obi-Wana z dawnych lat - Dexa. Rozmowa między nimi jest tajemnicza, ale ogólnie sam Dex nie przypadł mi do gustu. Ta część 6/10. Natomiast Archiwum Jedi to zupełnie inna sprawa. Ta wspaniała budowla po prostu musi wywołać u ludzi zachwyt. Wszędzie półki z niebieskawymi datakartami, panele komputerowe wyglądają świetnie, a popiersia też wyglądają niczego sobie. Całe pomieszczenie przepełnione jest Mocą i my też niemal wyczuwamy ten klimat. Jak dla mnie pełna dziesiątka 10/10
Kamino i przegląd klonów. No jeżeli chodzi o Kamino (Tipoca City) to tutaj ludzie Lucasa pokazali naprawdę zadziwiającą kulturę klonerów. Jak już wcześniej napisałem Kaminoanie bardzo przypominają Obcych, i to ma tez swój wyraz w ich architekturze. Co do rozmowy Obi-Wana i Lamy Su wyraźnie da się wyczuć niepokój Kenobiego i niezwykłą tajemnicę stojącą za klonami, Jango Fettem i Sifo-Dyasem. Natomiast przegląd klonów to ciąg ciekawych scen, gdzie pokazane sa klony w każdym stopni rozwoju i wszystkich fazach "kształtowania" ich na szturmowców. Na dodatek ta muzyka! Moja ocena: 9/10
Walka Obi-Wan i Jango Fetta w Tipoca City jest doskonałym polem do pokazania siły Jedi i potęgi Mandaloriańskiej zbroi. Co ciekawe pojedynek kończy się jakby remisem a dokończony zostaje już w przestrzeni kosmicznej, na orbicie Geonosis. Obie walki mają coś klimatycznego i niepowtarzalnego w sobie, co jest głównie zasługą Jango Fetta i Slave'a I. Jak dla mnie 9/10
Tatooine i dom Larsów. Niestety sceny w domu Larsów zostały nieco spaczone przez fatalne i strasznie niemrawe dialogi. Tutaj spodziewałem się naprawdę czegoś więcej. Ciekawy jest natomiast krótki powrót Watta, który widząc okazję od razu chce wykorzystać Anakina do spłacenia starych długów. 7/10
Ratowanie matki, rzeź Tuscenów i wściekłość Anakina. Co prawda to już zostało przeze mnie ocenione, ale chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na doskonałe połączenie muzyki, gdy Anakin opuszcza dom Larsów w poszukiwaniu Shmi Skywalker. Oczywiście 10/10
Walki w fabryce droidów. Masa błędów, nieporozumień, cienki wykonanie, brak klimatu, lipne zakończenie (no może oprócz ciekawej straty miecza przez Anakina) - to wszystko przyczyniło się do tego, że sceny w fabryce są mało lubiane wśród fanów. Jeden z najgorszych momentów filmu. 2/10
A teraz to co najlepsze - Bitwa w Arenie Geonosis. Pierwszy raz w Star Wars pokazana została prawdziwa potęga Jedi (chociaż przegrali) i to co mogą zdziałać w dużych ilościach. Atutem tej bitwy na pewno jest mnogość Jedi i mieczy świetlnych oraz wykonania. Co prawda w walce zginęło ponoć coś około 160 Jedi to na filmie zobaczyłem śmierć tylko 17 z nich. I tu się zaczynają błędy. Po pierwsze na arenie po walce (wtedy gdy okazywali C-3PO i R2-D2 i odlot Kanonierek Szturmowych) powinno być setki ciał Jedi, tysiące zniszczonych droidów, gdy tymczasem na Arenie nie ma prawie nic. Kilka dymiących się robotów bojowych i TYLE. Gdzie jest RESZTA?! Błędem, ale rzadko zauważanym przez fanów jest okrojenie ilości kolorów miecza świetlnego do czterech (dla przypomnienia: czerwony, zielony , niebieski, fioletowy), gdy tymczasem na arenie są tylko dwa kolory zielony i niebieski, i to na dodatek o tym samym odcieniu. Zgroza! Gdzie są te żółte, fioletowe czy srebrne klingi, tak gęsto i często opisywane w tzw. Expanded Uniwerse. (a i występują też takie w Jedi Knight II) W końcu Ki-Adi-Mundi miał fioletowy, kilku innych Jedi miało żółte i srebrne. A na arenie tylko te dwa kolory. Kolejnym błędem jest danie Mace'owi Windu fioletowego miecza i zaznaczenie, że tylko on jeden w całym zakonie ma taki. Jasne. A Ki-Adi i reszta? To jest błąd między innymi dlatego bo to by oznaczało, że Windu się wyróżnia, tylko on MOŻE mieć taki miecz, a przecież w kodeksie jest wyraźnie napisane, że każdy Jedi jest sobie równy, może dobierać sobie jakie chce ubrania i kolory kling mieczy. To tyle jeżeli chodzi o Arenę, która dostaje ocenę 10/10 (pomimo tych rażących błędów).
Jeżeli chodzi o Bitwę na Geonosis: Separatyści - Republika według mnie jest stanowczo za dużo efektów specjalnych, i choć nie bardzo wiem jak dało by się je zastąpić, wolałbym aby ich tyle nie było. Poza tym bitwa zrealizowana jest bardzo dobrze i w stylu Star Wars. 8/10
No i przyszedł moment na najważniejsze wydarzenie (poniekąd) AOTC - walkę na miecze świetlne. Czyli to co każdy Fan Star Wars lubi najbardziej (no, nie każdy). Walka w tymże filmie... po prostu mi się NIE spodobała - Cała. Zacznijmy od początku (Dawno,dawno temu...) . Bezsensowna szarża w stylu Anakina i uderzenie błyskawicami Mocy jest doskonałym rozwiązaniem walki potrójnej (to się znaczy dwóch na jednego, tak jak w TPM). Pierwsza konfrontacja: Dooku vs Obi-Wan Kenobi. Pierwszy błąd: Obi-Wan robi rzecz niemożliwą - ochrania się przed błyskawicą Mocy JEDNĄ ręką, gdy tymczasem każdy zorientowany w Expanded Uniwerse wie, że nawet Luke Skywalker nie mógł tego dokonać w pełni trzymając oburącz miecz. Poza tym klinga miecza Kenobiego nawet nie drgnęła a każdy wie, że uderzenie błyskawicą jest niezwykle potężne i trzeba mieć niezłą siłę by utrzymać miecz w jednej łapie. No ale w końcu czepiam się szczegółów. Dalej jest lepiej, jednak Obi-Wan nie powinien przegrać tej walki, no bo w końcu dziesięć lat wcześniej załatwił Maula w mgnieniu oka (no, może trochę przesadzam). No cóż starość nie radość. Poza tym walka była stanowczo zbyt krótka i to się tyczy wszystkich trzech starć w Episode II. I starcie: 5/10
Druga konfrontacja: Dooku vs Anakin Skywalker. Dużo lepsza i bardziej dynamiczna walka, a na początku, gdy Ani walczy dwoma, wręcz wspaniała (jak ktoś uważnie obejrzał to starcie to mógł zobaczyć, że panowie od Lucasa popełnili błąd i ostrza mieczy świetlnych się podmieniają: Zamiast trzymać zielony w prawej, Anakin trzyma go w lewej) Niestety największy błąd został popełniony pod koniec, gdy Dooku ścina rękę Skywalkerami. Chodzi o to, że Anakin nie miał szans przegrać tej walki. Był w końcu dużo młodszy i silniejszy od starego Dooku i lepiej władał mieczem. A jest w tym błąd, gdyż w chwili gdy Dooku robi obrót Anakin po prostu się nie rusza (i to przez TRZY sekundy). Skywalker spokojnie mógłby zablokować ten cios, uchylić się, czy zrobić cokolwiek innego, żeby nie dostać. Jak widać Nick Gallard cos schrzanił w choreografii walki i tak już wyszło. II starcie: 7,5/10
Trzecia konfrontacja: Dooku vs Yoda. Dla jednych wspaniała dla drugich lipna jak nie wiem, dlatego tą scenę oceńcie sobie sami. Powiem co było dobre: szybka walka i błyskawice Mocy. I co złe: długość walki (zaledwie 36 sekund), cała walka ogólnie, Yoda w walce (chodzi o to, że co niektórzy woleli aby zielony mistrz nie walczył, gdyż skutecznie robili to inni, a był tylko mądrym mistrzem Jedi, czy coś w tym rodzaju) III starcie 8/10
I to by chyba było wszystko jeżeli chodzi o AOTC. A tak przy okazji ja wystawiłem ocenę całemu EII taką - 7,4/10. Możecie się z moimi ocenami nie zgadzać (ja bym wręcz powiedział, że nie powinniście, gdyż każdy w tym filmie dostrzega coś innego i każdy ma swoje własne zdanie) Tak czy inaczej oby Część III była jeszcze lepsza niż wszystkie pozostałe części razem wzięte. Niech Moc będzie z Wami.
Jedi Nadiru Radena
Prawdopodobnie będziecie mogli zobaczyć mój list w najnowszym wydaniu AR (to znaczy chciałbym, żeby tam się znalazł).
|