.................|B i u l e t y n|........
..........................|F i l m o w y|.


spis treści | poprzednia strona | następna strona


|Equilibrium|
czyli jak nieznany film Matrixa zniszczył

Boje o Matrixa w AM toczyły się długo i pochłonęły wiele ofiar. Jednak wszyscy, którzy brali w nich udział, zostali pozbawieni możliwości obejrzenia filmu, który deklasuje obie Matryce razem wzięte - a powód tego jest prosty. Żaden dystrybutor nie raczył sprowadzić do Polski "Equilibrium".

Moja ocena "Reaktywacji" drastycznie spadła po obejrzeniu tego arcydzieła - kiedyś napisałem, że filmowi Wachowskich postawiłbym 8-\10; teraz, po zweryfikowaniu poglądów, nic więcej niż 5 by nie dostał. Co, jak i dlaczego - w dalszej części tekstu, w której będę się do "Matrixa" odwoływał właściwie bez przerwy, aby ukazać, jakie cuda może sprawić reklama.

Kleryk robi zadymę :)

"Matrix Reloaded" miał być, i według niektórych - jest, filmem skłaniającym do przemyśleń, mądrym i inteligentnym. Że nie jest odkrywczy, to nic. Że jest wręcz wtórny, to nic. Że liczy się tylko kilka scen, to nie szkodzi. Że jest jednym wielkim product placementem, to błahostka. Taki jeden z drugim zbiorą się i wmawiają, że Morfeusz gada mądrze niczym filozof grecki, a kretyńskie, przypominające przemowy wodza Indiańskiego gadki (we will win!) mają w sobie goplańską głębię. Dla kontrastu - spójrzmy na Equilibrium. Fabuła całkiem do Matrixa podobna, lecz bardziej prawdopodobna, w paru miejscach przypominająca dzieła Bradbury'ego (Farenheit 451) i Orwella (Rok 1984). Otóż - w świecie przyszłości nie ma już wojen. Nie ma przemocy ani sporów. Nie ma nawet rozbieżności opinii. Powód jest prosty - nie ma uczuć. Ludzie zażywają preparat, który powoduje iż stają się beznamiętni; wyrzucają wszelkie emocje. Zapewnia to spokój i ład na świecie - lecz nie każdemu się podoba; garstki rebeliantów żyją poza terenem gigantycznego miasta-państwa Librii, gdzie ukrywają zarówno siebie, jak i zwierzęta, książki, obrazy - słowem wszystko, co może wywołać jakieś emocje. Są jednak tępieni przez oddziały policji, które bezlitośnie masakrują każdego, kto zagraża systemowi. W cięższych przypadkach jest wzywany Kleryk - doskonale wyszkolona jednostka do zabijania, stanowiąca ostatnią linię obrony...

Główny bohater jest właśnie takim Klerykiem - zwalczającym objawy ludzkości. Lecz co się stanie, jeśli i on zacznie czuć...? Na to pytanie odpowiedź daje film. Film będący dziełem naprawdę inteligentnym (to aluzja do Matrixa), spójnym (to aluzja do Matrixa), ze znakomitymi, lecz subtelnymi i nie nachalnymi efektami specjalnymi (i to też...). Zatrzymajmy się przy tym ostatnim: przypominjcie sobie scenę z początku Reaktywacji - Trinity wypada przez okno (w zwolnionym tempie), po czym leci... i leci... i leci... i strzela... i leci... i leci... i leci... Wszystko obrobione komputerowo, błyszczące itp. Tyle, że zdązysz się znudzić podczas tego przelotu, a w dodatku zniesmaczyć beznadziejnymi efektami strzałów, robiącymi w powietrzu wielkie, zniekształcające obraz kręgi (z tym w "dwójce" przesadzono, i to zdrowo). A w Equilibrium - akcja, kiedy jest (a film się w niej opiera gdzieś w 30 procentach), jest świetna, szybka, lecz - najważniejsze - wygląda realistycznie. Kule nie zwalniają, lecz czasem je widać - w postaci rozmytych smug. Co do samcyh strzelanin: gdyby odjąć z Matrixa bullet time, to wyglądałyby one jak w "Drużynie A". Jedyną ciekawszą akcją, jaka mogłaby się obyć bez spowolnień, była ta z grzaniem z karabinu podczas robienia gwiazdy przez Neo. Reszta - wygląda zwyczajnie, nabierając kolorków tylko za sprawą spowolnienia akcji. Natomiast sposób posługiwania się bronią w Equilibrium to mistrzostwo świata - połączenie walki wręcz ze strzelaniną (nie da się tego niestety opisać)! Najlepsze jest to, że nie ma cięcia montażowego co pół sekundy, ale aktorzy przechodzą między "układami" płynnie (tzn. trochę cięć jest, ale są niezauważalne)! Nawet walka z agentami Smithami wygląda słabo i sztucznie przy scenie, w której Kleryk rozprawia się z ośmioma policjantami (czy to za pomocą miecza, czy broni palnej).

Jak wyżej :)

Fabuła Equlibrium także przywyższa tą matrycową - już o tym pisałem, lecz pragnę zauważyć coś jeszcze. Tutaj naprawdę można się zastanowić nad ludzką przyszłością, a sceny rozmów nie są tylko łącznikami między kolejnymi porcjami rozwałki. Jatki są raczej dodatkiem - i ogląda się je o tyle dobrze, że ich odbiór nie polega na myśleniu "wow, ale fajnie to wygląda, ciekawe jak oni to zrobili", ale na "nareszcie mu dokopał"! Tak - tutaj naprawdę przeżywa się film, a nie tylko beznamiętnie ogląda...

Reżyseria jest znakomita - jeszcze nigdy nie widziałem tak spokojnego, wyważonego i inteligentnego obrazu sf-akcja (wyjątkiem jest Cube). Niektóre sceny porażają, a odkrywanie uczuć przez "robota", jakim był bohater, zostało naprawdę świetnie przedstawione - i zagrane również. Aktorzy są całkiem znani, choć to nie plejada hollywoodzkich gwiazd. W obsadzie figurują Christian Bale ("American Psycho", "Shaft", "Wyspa skarbów"), Sean Bean ("Władca Pierścieni", "Ronin") i Sean Pertwee ("Dog Soldiers"). Są też aktorzy, których można poznać z ról w innych filmach, lecz ja ich nazwisk nie pamiętam (widziałem niektórych w "Black Hawk Down", "Przekręcie", "Zabójczej broni" i paru innych - a więc w dobrych produkcjach).

Jedyna wada filmu to jego niedostępność - jak wspomniałem, nikt nie raczy go u nas dystybuować, pewnie dlatego że i na zachodzie nie jest reklamowany na każdych podpaskach, sokach i częściach do pralek. Cóż, tak już jest, że lepiej postawić na rozleklamowany kicz, bo wiadomo, że dobrze się sprzeda...

Equilibrium

Ocena: 10\10

military


|strona 6|