|
|Dzień Świra|
Nad rozpoczęciem tej recenzji zastanawiałem się bardzo długo. Jestem właśnie po obejrzeniu filmu i wiem, że jest to najlepszy czas na zrecenzowanie tegoż. Czemu zastanawiałem się długo nad napisanie pierwszych liter? Otóż sprawia to film, po którym z jednej strony ma się dużo do powiedzenia, a z drugiej uświadamiamy sobie, że nie ma o czym pisać. Jednak wypadałoby się wsiąść w garść i coś napisać.
Jeszcze przed obejrzeniem tego filmu musimy sobie uświadomić, że jest to obraz naszej polskiej, teraźniejszej rzeczywistości. To co zobaczymy w filmie jest naszym światem, a nie obrazem Polski z lat komunistycznych. Akcja toczy się w bliżej niesprecyzowanym mieście. Ważne jest to, że miasto jest dość spore (ktoś mi teraz powie skąd to wiem) i najprawdopodobniej jest to Warszawa. Poznajemy jeden dzień z życia świra, czyli Adasia Miauczyńskiego, w tej roli świetny Marek Konrad. Oczywiście nasz bohater nie uświadamia sobie tego, że jest świrem, jest on tylko dorosłym, 49 letnim nauczycielem z kłopotami natury psychicznej. Jak już wspomniałem zaczynamy dzień z Adasiem. Patrzymy jak wstaje, jak robi sobie śniadanie czy się myje. Robi to w dość oryginalny sposób. Przykładowo przy myciu twarzy, myje ją trzy razy wodą ciepłą i cztery zimną, podciera się dotąd aż papier będzie czysty, jednym razem podetrze się 4, innym 7 razy. Podobnie jest ze śniadaniem. Je rano zupkę mleczną i wsypuje do niej garść zwykłych płatków, garść miodowych, otrębów i jeszcze innych aby razem wyszło 7 różnych garści. Podobną metodę stosuje do wszystkich czynności. Nawet takich jak robienie kawy, czy choćby siadanie na kanapie. Do tego wszystkiego nasz bohater jest bardzo nerwowy. Nie ma żadnych oporów by wyrazić się w bardzo siarczystym języku co myśli o robotnikach, facetowi koszącemu trawę, czy sąsiadowi. Niektóre dialogi powalają na kolana. Wzbudzają również śmiech pierwsze słowa gdy nasz świr się budzi, cytować ich chyba jednak nie wypada. Pan Miaułczyński pracuje również w szkole za marne grosze. Jest polonistą, jednak nie ma podejścia do młodzieży. Gdy mówi w klasie, tylko jedna dziewczyna słucha go, choć może tylko udaje, że to robi, reszta śpi, albo zupełnie nie uważa (skąd my to znamy :)). Po pracy udajemy się do matki jegomościa. Widzimy, że matka wcale go nie słucha. Niby dociera do niej co mówi jej syn, ale nie zwraca na to uwagi. Po wizycie u mamusi Adam udaje się do swojej żony i syna. Już po pierwszych scenach widać, że nie za bardzo się lubią, choć to właśnie syn jest jedyną osobą która go toleruje. Pewnie tylko dlatego, że jest to on sam tylko, że trochę młodszy. Jak widać niedaleko pada jabłko od jabłoni.
Choć może całego filmu streszczać nie wypada to jednak w nie ma tutaj szczególnej, trzymającej dech w piersiach akcji. Ot, takie życie usłane problemami. Jak na jeden dzień to nasz bohater był w wielu miejscach, ale przecież robienie zwykłego dnia nie miałoby sensu i trzeba było wcisnąć i skłonić Adasia do wykonania większej ilości zadań.
Ogladając ten film widziałem wiele rzeczy jakie dręczą nas samych. Rzeczy o których nawet nie mamy pojęcia, albo zwyczajnie się do nich przyzwyczailiśmy. Tytułowy świr zdaje się być człowiekiem zupełnie nie pasującym do realiów dzisiejszego świata. Gdyby zamiast blisko pół wiecznego człowieka wstawić kogoś z młodzieży to film miałby zupełnie inny charakter. Byłby wtedy ekranizacją buntu młodzieńczego, a nie niemożnością poradzenia sobie w początku XXI w, lub jak kto woli końcu XX.
W filmie mamy spora ilość dobrych polskich aktorów. Choć żaden nie gra tutaj wyraźnej roli drugoplanowej, bo praktycznie każdy z nich nadawałby się do tego zadania. Jeszcze zanim dane mi było obejrzeć tą produkcję zdziwiło mnie to, że rolę świra zagra tak wyśmienity aktor jak Marek Konrad. Jest to jeden z najlepszych krajowych aktorów. Pod świra bardziej podchodziłby mi Czarek Pazura, który również występuje, ale tylko epizodycznie. Gdybym go jednak obsadził w tej roli już widzę jak bym się pomylił, choć czy na pewno? "Dzień Świra" można odbierać w dwojaki sposób. Można tylko i wyłącznie śmiać się z sytuacji, a można poprzez śmiech zauważyć straszną rzeczywistość. Jeżeli ktoś myśli, że jest to film tak lekki i łatwy do odbioru jak "Chłopski nie płaczą" to jest w błędzie. Owszem przez godzinę można mieć takie wrażenie, ale końcowe sceny zmuszają do zamyślenia się przez wydobywające się z krtani odgłosy powszechnie zwane śmiechem. Czy warto więc obejrzeć tę produkcję? Myślę, że tak bo właśnie "Dzień Świra" jest jednym z lepszych filmów produkcji polskiej.
Ocena: 8/10
Dishman
dishman@poczta.fm
|