.................|B i u l e t y n|........
..........................|F i l m o w y|.


spis treści | poprzednia strona | następna strona


|8 mila|

Już na długo przed premierą film ten był jednym z tych na które się czeka z niecierpliwością. Z jakiego powodu? Otóż po raz kolejny gwiazda muzyki postanowiła wczuć się w rolę aktora. Gwiazdą tą tym razem okazał się nie kto inny jak Marshall Bruce Mathers III. Nie znacie kogoś takiego? A ja się założę, że znacie bo to nie kto inny jak Slim Shady lub jak kto woli Eminem :). Już od dawna wiadomo było, że muzycy nie nadają się do filmów (chociażby Britney... może to nie najlepsze porównanie :)). Czy wyjątkiem jest Eminem? Nie powiedziałbym. Jego rolę zagrałby spokojnie każdy inny aktor, gdyby nie jeden fakt. Chodzi mi o to, że w "8 mili" dość sporo jest wszelkiego rapowania, a z tym pospolity aktorzyna miałby ogromne kłopoty. Ludzie wtedy czepialiby się, że trzeba by było zaangażować kogoś z branży muzycznej. Jak widać tak też zrobiono. A o czym tak naprawdę opowiada film? Już mówię.

Biały rapować też umie

Głównym bohaterem jest Jimmy (Eminem), początkujący raper jakich wielu. Jego od tych innych różni to, że jest... biały. W środowisku w którym się otacza nie jest ich zbyt wielu. Cała akcja toczy się w slumsach jednego z amerykańskich miast. Wyżej wymieniony Jimmy tworzy razem z jeszcze czteroma gościami paczkę kumpli. W ich paczce znajduje się również właściciel Stodoły - Chander. To on pierwszy dopatruje się w naszym bohaterze talentu artystycznego, to właśnie on stawia go do pierwszej walki w Stodole. Oczywiście na początku walka mu nie wychodzi, ale później będzie ciekawie. Na czym polegają walki? Otóż na scenie przed widzami spotyka się dwóch raperów, mają oni 45 sekund na zmieszanie z błotem swojego przeciwnika. Oglądając film nie było mi dane przeczytać tego co panowie pod czas walki mówili więc nie wiem czy bluzgali czy też było to zwykłe wyśmianie w stylu "Gruby i chudy" (nie wiem czy pamiętacie w tym filmie jak Eddie Murphy wyśmiewał faceta z jakiegoś lokalu). W dalszej części filmu widzimy jak Jimmy musi radzić sobie z biedą i nędzą w przyczepie, mieszkając tam razem ze swoją matką (Kim Basinger), która stara zwierzać mu się ze swoich problemów erotycznych. Poznaje również dziewczynę - Alex, która również chce wyrwać się z tego zadupia jako modelka. Fabuła filmu nie jest zbyt skomplikowana. Najkrócej można o niej napisać, że jest drogą biedaka do osiągnięcia sukcesu. Wielu uważało ten film za autobiografię wielkiego rapera, ale ponoć nie należy tego w ten sposób odbierać.

Od pucybuta do milionera

Taka nasuwa się refleksja po obejrzeniu filmu. Akcja dzieje się w USA, a tam przecież wiadomo, że takie rzeczy się zdarzają. A przynajmniej taka jest legenda. Możemy podziwiać też życie typowego młodego Amerykanina. Mieszka w wozie kempingowym, wszędzie bieda aż piszczy. A młodzi ludzie jadą wieczorem na imprezkę swoim autkiem (co prawda złomem, ale zawsze swoim) gdzie będzie piwko i panienki, które łatwo zaliczyć i im ani tobie to bez różnicy. A spróbuj powiedzieć coś o miłości to zaraz w bambusa dostaniesz. Tak wygląda scenografia "8 mili". Jedyną rzeczą jest tutaj rap na którym trzeba się znać. Oczywiście znawcą tego typu muzyki nie jestem, ale piosenki z walk niczego specjalnego nie wnoszą i zdziwi się ten który myślał, że w filmie usłyszy jakąś melodię z płyty. Tak, na samiuśkim końcu możemy posłuchać sobie doskonałego utworu "Lose Yourself", ale na tym koniec. Wielka wada filmu. Jak można było z dobrze zapowiadającej się historii zrobić coś tak słabego? W wielu innych filmach możemy posłuchać sobie melodii, które później zdobywały Oscara, a tutaj? Wstyd, wstyd i jeszcze raz wstyd.

Film ponoć ma podbić serca młodzieży do której się zaliczam, niestety ale na mnie to nie działa. No bo co tutaj jest podziwiać? Urok Eminema? Jego grę? Nic specjalnego to on nie robił pośpiewał, pogadał, pobzykał i tyle. Nawet Kim Basinger mi tutaj nie pasuje. Jak można było taką aktorkę wcielić w mamuśkę dorosłego syna? Być może pani ta ma już swoje lata, ale mi jeszcze pod babcię nie podchodzi. Nie ujrzymy oprócz niej żadnych znanych twarzy. Ogólnie mówiąc film niczego specjalnego nie pokazuje, ani gry aktorskiej, ani muzyki, ani scenariusza czy efektów hollywoodzkich. Jedyną atrakcją filmu jest główny bohater. Jednak nie można od nikogo wymagać by ten pierwszy raz był udany, nie mówiąc już rewelacyjny. Czy warto więc ten film obejrzeć? Uważam, że tak, ale za wiele się po nim nie spodziewajcie, a dla fanów Eminema to pozycja obowiązkowa, żeby przekonać się, że ich idol nie jest idealny.

Ocena: 7,5/10

Dishman

dishman@poczta.fm


|strona 3|