Rosyjska ruletka

Niedawno w Polsacie mogliśmy oglądać teleturniej "Rosyjska ruletka". Miał być to emocjonujący i ekscytujący program z grą o duże pieniądze. Niestety, wszystko zostało zaprzepaszczone przez prowadzącego – Henryka Talara. Był on sztuczny aż do bólu. Teraz "Ruletka" powraca na antenę w trochę zmienionej formie i z nowym prowadzącym.

Został nim znany z "Awantury o kasę", "Baru", czy "Życiowej szansy" Krzysztof Ibisz. Miał pociągnąć program do przodu, dać mu nowe tchnienie. Tymczasem odnoszę wrażenie, że jest dużo lepszy od Talara, ale za wszelką cenę stara się zostać gwiazdą programu. Jego setny komentarz w stylu: "A teraz poleci Pani trzydzieści metrów w dół" nie jest oburzający, śmieszny, czy nawet wzbudzający litość (oczywiście dla Krzyśka ta litość, a nie dla Pani). Jest po prostu nudny jak cały ten program.

"Rosyjska ruletka" to (przynajmniej z zapowiedzi tak wynikało) miał być program dynamiczny, pozbawiony skrupułów w stosunku do graczy. Owszem, to całe spadanie w dół podobało się, ale tylko na samym początku. Teraz rzecz pomyślana jako atrakcja programu stała się nudna i oklepana aż do bólu. Odczytuję to jako normalną (nudną) kolej losu, a nie jako coś nadzwyczajnego.

Kolejny mankament tego programu to wygrane. Uczestnicy powinni podpisywać zobowiązanie, że będą grać o jak najwyższą stawkę, a nie zadowalać się jakimiś ochłapami. W porównaniu do innych tego typu produkcji "Ruletka" wymięka w tym przypadku (nie tylko w tym zresztą). Mnie po prostu nie bawi oglądanie kolejnego gościa zgarniającego jako główną wygraną pięć tysięcy złotych. A czy Ty, drogi czytelniku, też nie wolisz być świadkiem porywającej (choć czasami przegranej) walki o duże pieniądze?

Możecie mi wytknąć, że w tej recenzji za dużo razy użyłem słowa "nudno". Ale to naprawdę było potrzebne. Jeśli nie wierzycie, że może być coś tak nudnego, to obejrzyjcie "Rosyjską ruletkę" na Polsacie.

backsider
backsider@o2.pl