PEPSI - czyli to, co tygryski lubią najbardziej - c.d.

Tak jak obiecałem w poprzednim tekście, swoją karierę recenzenta reklam :) zacznę od najlepszych spotów, do których zaliczają się reklamówki PEPSI. Niestety, poza tą opisaną w poprzednim numerze, przypomina mi się tylko jedna taka produkcja :(. Nie zdążyłem o niej napisać na czas do poprzedniego numeru, ale teraz po wystawieniu ocen (nie najgorszych zresztą :D) postanowiłem dokończyć swe dzieło :-).

Tym razem nie będę się rozpisywał (szkoda mi Tawananny :)), więc: do piłkarzy trenujących na boisku przychodzą zawodnicy sumo (a może to oni przychodzą do piłkarzy? Nie pamiętam dokładnie, a przez te wszystkie afery to już nie wiem, kto do kogo przychodzi ;-)). Dochodzi do pojedynku, którego stawką jest oczywiście Pepsi. Zawodowi piłkarze, a wśród nich takie gwiazdy jak Roberto Carlos, Edgar Davids, Juan Sebastian Veron i inni (nie zapamiętałem niestety), próbują pokonać przeciwników bramkarza. Nawet potężne strzały lewego ofensywnego obrońcy Realu Madryt nie robią jednak na nim (bramkarzu, który zajmuje całą bramkę :)) najmniejszego wrażenia. W odpowiedzi zawodnicy sumo rozgrywają piłkę, którą z przewrotki (!) jeden z nich umieszcza w bramce tuż obok zadziwionego Buffona. W nagrodę, zwycięzcy mogą sobie wypić napój, którego nazwy nie wymienię ;-). Jednak taka puszka Pepsi to nic w dłoni takiego ogromnego faceta :).

Co można napisać o spotach Pepsi, w których występują gwiazdy sportu? Są świetne i dlatego dostają ode mnie najwyższą notę (6/6 i znak jakości Q{n`ik ;)}). Jest jednak jeszcze jedna kwestia - czy spełniają one swoje założenie i zachęcają do kupna reklamowanego towaru? Zapewne większość nastolatków, która zobaczy, że ich idol pije Pepsi, będzie robić to samo, ale raczej nie w Polsce. W Ameryce to może tak, ale u nas... Dobra, mniejsza z tym, w końcu każdy pije to, co chce :).

Niestety muszę zmartwić tych, którzy myślą, że to już koniec, gdyż w trakcie pisania starałem przypomnieć sobie, sięgając w przeszłość, inne reklamy Pepsi, aż w końcu olśniło mnie! :-) Przecież jest nowa reklama, choć bez gwiazd sportowych. Szukałem tak daleko, a rozwiązanie było pod nosem :). Do rzeczy: do klasztoru, czy innej budowli ogrodzonej wielkim murem :), przychodzi młody chłopiec. Mnisi (według mnie tybetańscy ci mnisi) mają dziwne znaki na czole, takie same jak znak tegoż klasztoru. Akcja przenosi się kilkanaście lat później, gdy chłopak musi zdać swego rodzaju test. Wypija zawartość puszki Pepsi, następnie stawia puszkę przed sobą i uderza w nią z dynki :-), dzięki czemu powstaje na jego czole znak taki jak u innych mnichów. Wszyscy się cieszą, ale czy cieszą się widzowie? Reklama niezła, lecz dostanie "tylko" 5+. Przecież twórcy mogli znacząco podnieść poziom poprzez zaproszenie jakiegoś piłkarza na przykład :). Na przykład :) Roberto Carlosa (mówiłem już, że to najlepszy piłkarz na świecie?).

Teraz będzie na poważnie (co nie oznacza, że do tej pory tak nie było). Fani footballu byli zapewne zadowoleni z zobaczenia najlepszych piłkarzy poza boiskiem. Mam na myśli "sportowe" reklamy Pepsi, gdzie zawodnicy najlepszych klubów pokazują, na co ich stać (ale to nie jest ich szczyt możliwości, ponieważ w... ale to w następnym tekście:)).

Rafałek
xfiles1@go2.pl

PS. Pojawiła się ostatnio nowa reklama Pepsi (z Shakirą), ale by nie psuć ogólnej oceny spotów tegoż napoju, nie podejmuję się jej recenzji.
PS2. Jeszcze mały update: w pierwszej części nie napisałem bardzo ważnej informacji! Już to nadrabiam: Roberto Carlos po zrzuceniu peleryny wypowiada te oto słowa: "Hej Gringo!". I to by było na tyle :-). Za te niedopatrzenie serdecznie przepraszam. Mea culpa!
PS3. Jeśli uważasz Drogi Czytelniku, że się rozpisałem (mimo że napisałem, że tego nie zrobię) to przykro mi, ale nikt nie kazał Tobie tego czytać ;)
PS4. W związku z nasilającą się agitacją pewnych osób, ogłaszam wszem i wobec: Queen jest zawsze górą! Zawsze przed ironami, himami i innymi brytnejami! :-)