Kotopies

Dosyć niedawno zafascynowałem się niezwykle śmieszną i nowatorską kreskówkę pod jakże dziwnym tytułem - "Kotopies". Czym lub kim jest Kotopies? Tym, którzy jeszcze nie mieli okazji go poznać już spieszę z wyjaśnieniami. Jest to krzyżówka kota i psa, tyle że takiej krzyżówki jeszcze nie widzieliście. :) Postaram się w jak najprostszy sposób wyjaśnić jak ów zwierz wygląda. Wyobraźcie sobie np. kota... Macie? To teraz odetnijcie mu ogon i umieśćcie w tym miejscu psią głowę - Gotowe! Tak właśnie wygląda Kotopies. No i jeszcze taki drobny szczególik: tylne łapy kota są rękami psa - wiem, wiem, trochę to pokomplikowane, ja chyba bym z takiego tłumaczenia niewiele zrozumiał, ale brnijmy dalej.

Stwór ten mieszka w swoim specyficznym domku (półkość, półryba) w miejscowości Tuburg położonej niedaleko Tamburga. Kotopies ma wprost fantastyczne przygody, sam jego wygląd daje możliwość twórcom przedstawienia wielu dotąd nie spotykanych w filmach animowanych perypetii. Zwierzak żyje w niezwykle brutalnym świecie, pełnym skąpców i samolubów, lecz za największego z nich można uznać jego "lokatora" - mysz (dość brzydką zresztą) o jakże wymownym i pasującym do niej imieniu - Kinciol. Kotopies, a jakże by inaczej, łączy w sobie dwa zupełnie odmienne charaktery i bynajmniej nie oznacza to, że pies cały czas gania za kotem (choć w pewnym sensie - z przyczyn anatomicznych - musi to robić ;)). Psia część Kotopsa jest niezwykle urocza, milutka, bardzo sympatyczna i oczywiście... GŁUPIA! A jak! Kot za to jest inteligentny i najchętniej nie zadawałby się z takim brudem z niższej kasty jakim jest pies. Jak zawsze w małżeństwie.. TFU! - Jak zawsze w takiej sytuacji niezbędne są kompromisy... Co nie znaczy, że takowe się tutaj znajdują. Często zdarza się, że kot woli pospać w domciu, a żądny wrażeń pies postanawia pobiegać na dworze. I co wtedy? No jasne - biegają sobie obaj - jeden leci przed siebie, a drugi tylko bezwładnie powiewa i miauczy wniebogłosy. Oczywiście bycie kocią częścią Kotopsa musi też mieć jakieś dobre strony... Hmmm... Tjaa... Eeee... Może to, że gorzej już być nie może? Pytanie retoryczne. Może lepiej przejdźmy już do podsumowania.

Kreskówka jest swego rodzaju powiewem świeżości na rynku filmów animowanych. Na pewno nie można przejść obok niej obojętnie. Ma to, co jest w dzisiejszych czasach wysoce pożądane u tego rodzaju produkcji - oryginalność i szaleństwo w proporcjach 1:1. Niebanalny pomysł i zwariowane przygody tak wciągają, że w trakcie oglądania kreskówki staramy się jak najmniej mrugać oczami, by nic z niej nie stracić! Naprawdę wiem co mówię, mam już pewne doświadczenie w kręgach filmów animowanych. No i ta cudowna piosenka początkowa... Do tej pory tłucze mi się po głowie.

Suchy
skatoony@wp.pl