"IDOL" - reality showem

"Idol" miał być przełomem, czymś zupełnie odróżniającym się od typowych programów, w których poszukiwano gwiazd sceny muzycznej. Reklamowano go jako coś wyjątkowego, coś, co wstrząśnie rynkiem muzycznym naszego "pięknego" kraju. Ale czy stał się tym, czym miał być początkowo? O tym możecie przeczytać w setkach innych felietonów. Ja nie mam zamiaru się tym zajmować. To dobre dla tych, co uwielbiają dyskusje na takie tematy.

W Polsce całkiem niedawno rozpoczęła się era tzw. "Reality Shows". Zapoczątkował ją znany skądinąd "Big Brother". Polsat od razu "wyskoczył" z alternatywnym programem "Dwa Światy". Od tej pory obie stacje zaczęły rywalizować w produkowaniu różnorakich "realitów". Tak powstały kolejne edycje "Big Brothera", a także "Amazonki", "Gladiatorzy" i jeszcze kilka innych (każdy gorszy od poprzedniego) badziewnych programów. Niedawno, chyba jakieś półtora roku (czy nawet dwa lata) temu powstała pierwsza edycja "Idola". Odniosła wielki sukces, czym można tłumaczyć powstanie drugiej edycji owego tworu. Chciałbym znaleźć odpowiedź na pytanie, czy "Idol" należy do gatunku (sprowadzonego oczywiście, jakby nie było, z USA {Hmm, a skąd była licencja na BB?}) "reality showem" nazywanego?

Ktoś kiedyś w jakimś:) felietonie nazwał "Idola" "realitem". Czy jest to zgodne z prawdą? Postaram się ukazać moje stanowisko w tej sprawie. (Oj, zabrzmiało to niczym teza jakiejkolwiek rozprawki...)

Reality show (przy tym zwrocie nie będę stawiał cudzysłowia) to, jak podaje Słownik Współczesnego Języka Polskiego... niestety, tego nie napiszę. Mój słownik (wersja 2000 r.) nie zawiera takiego hasła... Ale za to mogę przedstawić, jak ten zwrot przetłumaczył English Translator 3.0 firmy Techland. Przedstawia się to w następujący sposób: reality show to po prostu "Pokaz rzeczywistości". Nazwa równie pasująca do np. "Big Brothera", co spódniczka mini do siedemdziesięcioletniej kobiety:). Gdzie my tu mamy rzeczywistość? Ludzie zamknięci w całkowicie obcym domu, otoczeni kilkudziesięcioma kamerami i ludźmi, których praktycznie wcześniej nie znali. Wiedzą, że ogląda ich kilka milionów ludzi. Mają pojęcie również o tym, iż na zwycięzcę programu czeka całkiem spora nagroda. Czy w tym momencie będą zachowywać się tak jak zawsze w normalnym życiu, czy tak, by ich publiczność polubiła? I jeszcze to kąpanie się w majtkach (& staniku). Czy to jest pokaz rzeczywistości? Chyba zaskarżę tych z Techlandu:).

Za bardzo coś odbiegam od tematu. Ale w sumie, jaki jest temat?:) Aha - reality show. Otóż - "Idol" do tego gatunku nie należy. I koniec...:) Hi, hi.

To był żart, jeszcze nie kończę... {Liczne westchnienia żalu... Żartowałam:)}

Wspomniałem już, że "Idol" nie należy do tego gatunku. Dlaczego? Po pierwsze: nie ma tam ludzików zamkniętych w jakimś głupim domu 24 godzinki na dobę. Po drugie, w drugiej edycji "Idola" owszem, osobniki były zamknięte w jakimś tam mieszkanku, ale nie było tam wszędzie kamer, więc siuru te osobniki mogły zrobić spokojnie, bez obaw, iż ktoś wykonywanie tej, jakże potrzebnej, potrzeby fizjologicznej zauważy. Po trzecie - nie ma też żadnych głupkowatych (niczym cały program zresztą) nominacji, chociaż i w "Idolu", i w różnej maści programach typu "Big Brother", ludzie decydują kto ma, odpaść z programu [Co nie zmienia faktu, że duży wpływ na to mają również włodarze danej stacji telewizyjnej:)]. Po czwarte (hmm...): Muszę już kończyć, bo głowa już mnie boli od tego siedzenia przed komputerem. Tak więc - trzymajcie się wszyscy ciepło!

Mariooshewek a.k.a. Cheffelt
mariooshewek@o2.pl

Ps. Jeżeli ten felieton został umieszczony w AM TV, to właśnie jesteście świadkami cudu.

{Nie pierwszego i nie ostatniego :).}