Opowiastka

BrightWitch


Życie zwyczajnego mężczyzny

- Heniek, chodź tutaj!
- Słucham, kochanie? Czy coś nie tak?
- Co ma znaczyć ten brud?!
- Och, przepraszam, zaraz zetrę. Nie denerwuj się tak... - Heniek biegnie po szmatkę i ściera pyłek kurzu, który ledwie opadł na błyszczący blat mahoniowego stołu. Baśka rozpiera się wygodnie w fotelu, zakłada nogi na stół (Heniek spogląda z bólem) i bierze do ręki gazetę.
- Heniek!
- Tak, kochanie?
- Dlaczego ta gazeta jest wczorajsza?
- Nie miałem czasu iść po nową...
- Cały dzień siedzisz w domu i nie miałeś czasu?!
- Bo, widzisz, musiałem ugotować ci pyszny obiadek, posprzątać, uprać twoje suknie, przecież jutro musisz wyglądać ślicznie na tym przyjęciu, zacerować skarpetki dzieci, wyprowadzić psa na spacer...
- Dosyć! Co mi tu oczy będziesz mydlił, leniu! - Baśka uderza pięścią w stół i wstaje z ociąganiem. Wychodzi z pokoju, a po chwili Heniek słyszy trzaśnięcie drzwiami. Siada w fotelu i załamuje ręce.

Późnym wieczorem Baśka ciągle jeszcze nie wraca do domu. Heniek chodzi po mieszkaniu, co i rusz podchodząc do okna. W końcu nad ranem słyszy szczęk zamka. Wybiega do przedpokoju.
- Basiu, gdzie byłaś tak długo...? - pyta z troską, chcąc pocałować żonę w policzek. Odpycha go zapach chmielu. - Ty piłaś?
- Ciiiicho sie... siedż, hep! Ja tu do ro... ro, hep, boty chodze, a nie leże, hep, w domu jak ty! Iiiii... mam praaawo, hep, czasssem poj... pój... pójsc na piwo, hep...- Baśka chwiejąc się idzie do dużego pokoju. Ubłocone buty brudzą czyściuteńki dywan. Heniek patrzy na to z przerażeniem i wzdycha ciężko. "Jutro znowu będzie awantura...", myśli.
- Piiić mi sie ch...chsze - bełkoce Baśka, a Heniek truchcikiem biegnie do kuchni. Chwyta sok pomarańczowy i truchcikiem wraca do żony.
- Tego, hep, nie! - Baśka rzuca butelką w ścianę. Heniek zbiera szkło i biegnie po wodę. Wlewa ją do szklanki i przynosi.
- Tego, chchchch...chole, hep, ra tes... te.. tesz nie chsze! - i wylewa wodę na łóżko kwicząc radośnie.
- Uspokój się kochanie. Wstań, przebiorę pościel.
- Nie! - Baśka siada po turecku na łóżku i ani myśli drgnąć.
- Basiu, wstań... - prosi Heniek. Baśka zalana w sztok rzuca się na łóżko i zasypia.

- O, Bogini, moja głowa... Jak mi pęka głowa... - jęczy Baśka po przebudzeniu.
- Mamusiu! Mamusiu! Pójdziesz ze mną do parku? - chłopczyk siada obok matki z piłką w ręce.
- Cicho siedź, smarkaczu! - chłopczyk wykrzywia usta w podkówkę i wybucha płaczem.
- Tato, a mama nie chce iść ze mną do parku! Przecież zawsze w niedzielę chodzimy! - chlipie w rękaw Heńka.
- Cichutko, ja z tobą pójdę...
- Ale ja zawsze z mamą chodzę!
- Raz pójdziesz ze mną...
- Nie! - synek wybiega z pokoju. Heniek spogląda na żonę, a potem przynosi jej kompres.
- Musiałaś tak pić...? - pyta z wyrzutem.
- Ciiiiicho... - Baśka przykłada palec do ust.
- Z kim wczoraj byłaś...?
- Cicho, do jasnej cholery! Czy ty zawsze musisz się czepiać?! Czy ja jestem na spowiedzi?! Co cię to obchodzi z kim byłam?!
- Jesteś moją żoną...
- No i co z tego?! Jak żona to od razu niewolnica?! Będę ci się tłumaczyła z tego co robię?! Odbiło ci?!
- W twojej kieszeni znalazłem rachunki z motelu. - Heniek spogląda na żonę podejrzliwie.
- Grzebiesz mi po kieszeniach?! Szpiegujesz mnie?! Nie ufasz mi?! Kto ci w ogóle dał prawo do przeglądania moich kieszeni?!
- Masz kogoś? - Heńkowi kręcą się łzy w oczach. Zaciska pięści zrozpaczony. - No, masz kogoś? Odpowiedz mi!
- Głowa mnie boli, a ty mnie tak męczysz... Może mam i co ci do tego?! - Heniek rozpłakuje się. - Heniuś, nie płacz... Tak mi się tylko powiedziało... No, Heniuś, wiesz, że kocham tylko ciebie. Ty i nasz synek to wszystko, co mam... - mówi Baśka mechanicznie, patrząc w okno. Słoneczko razi ją w oczy. "Na drugi raz trzeba będzie od razu wyrzucać wszystko z kieszeni...", myśli sobie.
Heniek wyciera nos w rąbek koszuli.
- Wierzę ci... - mówi ledwo dosłyszalnie.

Życie w domu zwyczajnego mężczyzny toczy się dalej...