W tekście tym chciałem wyrazić swoje poglądy
na różne tematy, ale chyba wszystkie powiązane z dzisiejszym społeczeństwem.
Przeczytajcie, a jak ktoś się z czymś nie zgadza – adres e-mail jest na końcu.
Autor jest jeszcze-nie-ale-już-niedługo
siedemnastoletnim użyszkodnikiem programu Świat v2003 (Należy pochwalić
autora, dużo pracuje – co rok nowa wersja). Cechy nieszczególne: lekki garb,
lekka wada zgryzu, duża krótkowzroczność (patrzałki –6,5), po wakacjach
druga klasa liceum ogórkokształcącego, w sytuacjach niewymagających powagi
– zupełny brak tejże, członkostwo w szkolnym chórze, ok. 20 książek wypożyczonych
w ubiegłym roku szkolnym ze szkolnej biblioteki (Dick, King, oczywiście
Sapkowski i paru innych), iq w granicach 135-145 (musiałem się pochwalić!
:-)))), brak zapotrzebowania na komórkę
(-telefon, czy szarą? –to i to!), ślubowana przed samym sobą
abstynencja od alkoholu, papierosów i prochów, zamiłowanie do heavy metalu,
175 cm niepowagi i 62 kilo żywego (jeszcze) świra.
Ach, jakie to szczęście, że żyję w normalnym świecie... normalnym? Tak, normalnym. To ludzie są problemem.
Świat to fajne miejsce, tylko ludzie są do...
CZĘŚĆ 1: DOM
Czyli dowody na problematyczność gatunku chełpliwie zwącego się homo sapiens, na które natknąć się można w czasie pobytu we własnym domu.
Fotel. Pilot. Telewizor. Relaks. Włączenie telewizora. Koniec relaksu. Telenowele, programy informacyjne, odmóżdżające dobranocki, „śmieszne” komedie, „straszne” horrory, reality show, przemoc w grach komputerowych, reklamy... AAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!
Telenowele. Ona go kocha, ale on jej nie kocha, bo on myśli, że ona kocha tamtego, a tamten tak naprawdę romansuje z tamtą, którą sobie upatrzył on, itd., itp. Ludzie! Czy nie macie już ważniejszych rzeczy na głowach, że oglądacie takie brednie!? Jakie to ma znaczenie!? Co, że to wręcz realne? Że jak w prawdziwym życiu? A pokażcie mi rodzinkę, która tyle doświadczyła, co klan Lubiczów. (kiedyś to oglądałem...) „Na dobre i na złe”? Przeczytajcie sobie naprawdę godny polecenia osobom o silnych żołądkach tekst „Dyżur” autorstwa Caron i jej ojca (pierwszy raz wyszedł w AM39), to zobaczycie, jak to naprawdę wygląda. Złotopolscy? Głupoty tego serialu nawet nie będę komentował. Co telenowele mają wspólnego człowiecze z Tobą, z Twoim życiem? Ech.
Programy informacyjne. Unia – jedni chcą, drudzy nie. Głód. Konflikty religijne (gińcie w imię miłosierdzia naszego Pana!). Wojny (-wszystko opiera się na k******im posiadaniu – jedni mają więcej, inni mniej – „Cienka czerwona linia” Jamesa Jonesa – książka oczywiście). Kradzieże. Gwałty. Korupcja. Pracownik Coca-coli wyrzucony z pracy po tym, jak przyłapano go na piciu Pepsi (do tych, którzy myślą w tym miejscu: co to za brednie? – pewien czas temu w autobusie, którym jechałem do szkoły było włączone radio i akurat leciały wiadomości – tam padły te słowa, wiadomość ta jest autentyczna). Żyć się odechciewa.
Odmóżdżające dobranocki. Najpierw słodziutka melodyjka z piosenką o dzielnym bohaterze, potem zły wróg dzielnego bohatera knuje zły plan przeciwko dzielnemu bohaterowi, zaczyna go realizować, sprawy zaczynają przybierać zły obrót dla dzielnego bohatera, więc ten zakasuje rękawy, bierze się do roboty i po chwili zły plan złego wroga dzielnego bohatera idzie w diabły. Dobra, dzieci nie powinny w końcu oglądać filmów takich jak „Pulp Fiction” czy „Teksańska masakra piłą łańcuchową” – i nie oglądają, jeżeli założymy, że dziecko przestaje być dzieckiem gdzieś w wieku przedszkolnym. Wielu rodziców pozwala swym pociechom oglądać wszystko, co zechcą. Tak oto mijając dwóch takich kurdupli na oko z pierwszej czy drugiej klasy podstawówki wymieniających się pokemonami (kolejna głupota, której nawet komentować mi się nie chce) słyszy się taką wymianę zdań:
-Nie dam ci tego.
-K****, ale z ciebie ch**.
-Odp****** się, mam tylko jednego!
(zasłyszane przez szanownego Pana Autora)
Wracając do dobranocek: dobra, dzieci, które je oglądają wyrosną na miłych i uczynnych ludzi wierzących, że dobro i mądrość zawsze zwyciężają. A jak to się ma do rzeczywistości? Inna sprawa, że starsze pokolenia nie zawsze są miłe i uczynne, a to one będą miały decydujący wpływ na mentalność pokoleń młodszych. Jaki ten wpływ będzie?
„Śmieszne” komedie. Ten kopnął tamtego, ten się przewrócił wpadając w coś i robiąc dużo hałasu, ten rozwalił samochód sobie i dwudziestu innym, ten puścił bąka, ten grzmotnął kogoś w łeb czymś twardym zupełnie przypadkowo, ktoś oberwał czymś jeszcze twardszym w krocze. Ludzie, wy się z tego śmiejecie? Olbrzymia część robionych dzisiaj komedii gra na najniższych wartościach – nabijaniu się z czyjegoś nieszczęścia. Może ja jestem jakiś dziwny, ale coś takiego, jak: gość skasował sobie samochód, czy że na lotnisku cały jego bagaż został rozrzucony po całym terminalu – mnie to niezbyt bawi. Dobre komedie niestety należą do rzadkości.
„Straszne” horrory. Rzadko trafia się coś naprawdę strasznego. Najczęściej chodzi o to, by strach wzbudzić przez obrzydzenie, więc gdy ktoś ginie, to robi to w bardzo spektakularny i krwawy sposób. Tak oto powstają kolejne pozycje gatunku gore. Krew się leje hektolitrami, latają odcięte głowy, na ścianie mózg, a na podłodze papka będąca niegdyś czyimś układem pokarmowym. Czy to nie przesada? Przecież to jest nawet nie straszne, a zaledwie niesmaczne. A niektórzy idą jeszcze dalej. Słyszeliście może o takim filmie typu gore „Kwiat ciała i krwi” pochodzącym z dalekiego wschodu? Jest to ok. półgodzinna produkcja, której streszczenie można zawrzeć w jednym zdaniu: facet w przebraniu samuraja kroi na kawałki żywą kobietę recytując poezję. Film jest niesłychanie realistyczny i krwawy, a przez pewien czas reklamowano go głosząc, że sceny zawarte w tym filmie są autentyczne... (oczywiście nie były – film ten stanowi też mocno makabryczną prezentację tego, co mogą zdziałać spece od efektów specjalnych)
Reality show. Zamyka się gdzieś grupę ludzi i cały kraj ich podgląda. Wszyscy nagle czują wielką potrzebę podglądania. Co w tym jest takiego fascynującego? Patrzenie, jak ludzie jedzą, gadają, próbują się trochę rozerwać? To może jeszcze niech zamontują kamerę wewnątrz muszli klozetowej, by można było sobie popatrzeć na proces wydalania? Jaka to przyjemność: patrzenie i słuchanie, jak kilkoro ludzi gada o jakichś bzdurach? Przecież o bzdurach i nie tylko o nich można pogadać równie dobrze ze swoimi znajomymi, czy to w szkole, czy na jakiejś imprezie itp. Wówczas można nawet wziąć CZYNNY udział w dyskusji, a nie tylko słuchać, co mówią inni (jeżeli to, co tu opisałem jest niezgodne, z tym co się dzieje w reality show – cóż, żadnego nie oglądałem, widziałem tylko urywki, ale sam pomysł – podglądanie – wydaje mi się kretyński i sądzę, że te programy też takie są). Własne życie Wam nie wystarczy? Ludzie!
Przemoc w grach komputerowych – tu już było tyle powiedziane, że nie muszę chyba dorzucać na ten temat nic od siebie. Nawet w CDA parę razy były teksty na ten temat w Przemyśleniach (a raz czy dwa było coś w AR – oczywiście z komentarzami Smugglera, np. zarzut: „We wszystkich popularnych grach z medyczną dokładnością odwzorowano krew, kości, mięśnie itp.” czy coś w tym stylu, nie pamiętam dokładnie, ale o to właśnie chodziło. Odpowiedź: „Oczywiście. Tony Hawks Pro Skater, The Sims, Colin McRae Rally – może nie są popularne?”
Reklamy. Nowy, głębszy wymiar głupoty (głębszy niż co? Wszystko, o czym do tej pory napisałem). Sensacyjna okazja! Najlepsza jakość! Tego jeszcze nie było! Pierwszy raz we wszechświecie! Jesteś tego warta! Za naszą przyjaźń! Musisz to mieć!... muszę? A jak nie kupię, to co? Przyjdziecie do mnie i dacie mi w dziób? Z reklam wynika, że muszę mieć komórkę, by z kimś pogadać – nawet, gdy ten ktoś mieszka po sąsiedzku, że nie ma mowy o sukcesie, przyjaźni, oglądaniu meczu czy w ogóle spotkaniu z kumplami bez piwa itp. GÓWNO PRAWDA!!! Nikt nie będzie mi mówił, jak mam żyć, ja jestem sobą i nie dam zrobić z siebie produktu MTV! Szkoda, że tak mało ludzi dochodzi to takiego wniosku... popatrz na siebie, robaczku, i powiedz: ile rzeczy ostatnio kupiłeś pod wpływem reklamy? A ilu z nich naprawdę potrzebowałeś?
CZĘŚĆ 2: SZKOŁA
Czyli dowody na problematyczność gatunku chełpliwie zwącego się homo sapiens, na które natknąć się można w czasie pobytu w zakładzie karnym zwanym szkołą.
Pobudka. Śniadanie. Autobus. Moje ukochane LO. Oczywiście nie ma mowy o relaksie. Przejście korytarzem do klasy, przejście pośród ludzi. Komórki, modne dziewczyny (czytaj: laski wycięte z gazet dla młodzieży), nauczyciele... jak już wcześniej napisałem: AAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!
Komórki. Ludzie, czy wy naprawdę wszyscy ich potrzebujecie? Ja rozumiem, można gadać ze znajomymi mieszkającymi dalej gdzie by się nie było, że jak ktoś spóźni się na autobus to woli zadzwonić po rodzica niż czekać dwie godziny na następny czy iść te kilka(naście) kilosów na piechotkę, ale...
...ale pewien czas temu znajoma poprosiła o wpisanie numeru do telefonu. Przy okazji, ma się rozumieć, sprawdziłem, co ona tam ma w tej komórce. Numery do znajomych – większość z tej samej miejscowości (i to wcale nie Warszawa, tylko takie miasteczko o kilkunastu tysiącach mieszkańców) – dobra, tak jest jej wygodniej. WAP – jak się dowiedziałem od niej, ściąga nowe dzwonki i obrazki. Już widzę, jak jej się to przydaje. Polifoniczne dzwonki – kolejna rzecz chyba tylko dla szpanu. Po jakie licho komu takie dzwonki!? Przecież to nic innego, jak zwykły szpan – a są tacy (np. ja), którzy uważają to za głupotę i nie wywiera to na nich żadnego wrażenia (a mniemanie o osobie używającej takiego dzwonka automatycznie spada). Czy taki dzwonek: trąbki, flety, bębenki i inne badziewie lepiej informuje o tym, że ktoś dzwoni? Skąd. Więc do czego jest to potrzebne?
Modne dziewczyny. W szkole oczywiście nie ma pełnej swobody ubioru, ale przecież na porządku dziennym są ubrania, które owszem, zakrywają, ale tylko wtedy, gdy ich użytkowniczka trzyma ręce nisko. Stoję na korytarzu i ukradkiem obserwuję. Ilekroć przechodzi jakiś przystojniejszy chłopak – obserwowany obiekt automatycznie się przeciąga tak, by było widać tak na oko10-12 cm brzucha (łeee, przede mną tak nie robią), oczywiście nieco opalonego w solarium (ile razy słyszałem, jak się umawiały na wizytę w w/w miejscu...). Poza szkołą oczywiście większa swoboda (nie muszą się nawet przeciągać)... a potem ludzie biadolą, że tyle gwałtów. Dziewczyny! Jak sądzicie, dlaczego? Wcale nie uważam, że jest to jedyny powód – ale na pewno wabiące oko stroje (a zwłaszcza miejsca nieosłonięte tymże) też odgrywają tu pewną rolę...
A jak chcecie koniecznie być ubrane oryginalnie i niepowtarzalnie – trzeba zakasać rękawy i samemu wziąć się do roboty! Ja np. w mojej szkole robię za nienormalnego (takie mam poczucie humoru, a co!), więc wziąłem lekko znoszoną białą (noo, trochę już szarawą) koszulkę, marker, machnąłem napis z przodu (psycho inside), machnąłem napis z tyłu (powered by napój bogów zwany kawą – oczywiście oba napisy napisane trochę...krzywo – ale to było oczywiście zamierzone) i jest oryginalnie, i pasuje do mnie, i podoba się otoczeniu (jedyna wada: po każdym praniu trzeba odnawiać napis).
Nauczyciele. Wymagają nie wiadomo czego. Wiem, to wielu już mówiło, ale podam tu przykłady. Jestem w klasie matematyczno-informatyczno-fizycznej. Pewien czas temu na sprawdzianie było m. In. Pytanie: podaj definicję cyklonu tropikalnego. Siedzę tak, że sorka mnie nie widzi, więc otwieram książkę i piszę swoimi słowami (a wierzcie mi – niezły w tym jestem, trening czyni mistrza). Za definicję zawierającą wszystko, co było w książce...0,5 punktu. Przeczież ja nie jestem w klasie geograficznej!!! Co to ma być!?
WOS. Jak odpowiesz na pytanie mówiąc tylko to, co było w książce, to dostaniesz najwyżej 3-. A i to tylko wtedy, gdy powiesz WSZYSTKO, co było w książce. Aha, może ktoś mi wytłumaczy: jakim sposobem z ocen: 5 i 3- na semestr może wypaść dostateczny!?
Język polski – najgorszy z języków obcych. Trzeba znać wszystkie toposy, wszystkie formy stylistyczne, wiedzieć, kiedy których używano, interpretować wiersze, obrazy itp. Niektórzy chyba myślą, że jak jesteśmy w klasie matemat.-inf.-fiz., to zależy nam właśnie na szczegółowej wiedzy o baroku, renesansie, oświeceniu, klasycyzmie, romantyzmie, antyku i innych. Hmmphhh... a takie przykłady można mnożyć.
CZĘŚĆ 3: PODSUMOWANIE, POŻEGNANIE I TYM PODOBNE
Czyli już prawie koniec tego tekstu, za chwilę będziecie mogli ode mnie odpocząć.
Powyżej opisałem obraz naszego społeczeństwa, jaki widzą moje oczy i okulary. Mogę się mylić – ale ja to widzę właśnie tak. Tak więc apeluję: ludzie! Wy, którzy będziecie kiedyś stanowić trzon społeczeństwa! Proszę, nie twórzcie takiego społeczeństwa, jak opisane wyżej! Bądźcie lepsi! Nie róbcie z siebie takich, co to kupują wszystko, co zobaczą w telewizji, robią wszystko, co „modne”, dają sobą kierować innym! Owszem, pewna kontrola jest potrzebna, by to wszystko się nie rozsypało, ale bez przesady! Nie musisz tego oglądać, nie musisz tego kupować, nie wrastaj w stereotypy! BĄDŹ SOBĄ!!!
Jak pisałem we wstępie, wszystkie te ględzenia to moje własne poglądy na te sprawy. Możecie się z nimi nie zgadzać, ja mogę się mylić, ale uznałem, że przynajmniej część jest słuszna i chcę to ogłosić światu i stworzeniom w tym świecie egzystującym. Wszelkie uwagi, komentarze, peany na mą cześć i op****** kierujcie na adres lkj@post.pl z tematem "helmut" - proszę!
Z niepoważaniem
Helmut Sekatorr vel MOLu, znany też jako Darth Cow z Archiwum X, wielce ociemniony autor powyższego tekstu zawierającego naprawdę niebanalne refleksje na wiele pozornie nieważnych, acz w gruncie rzeczy istotnych tematów dotyczących naszego społeczeństwa i nie mający nic wspólnego z fikcją literacką, gdyż tekst ten pisany był w zdecydowanej większości całkowicie na poważnie, co chyba zresztą widać po powyższym tekście, bo po tym podpisie to chyba już nie, co chyba każdy przyzna, bo z pewnością mam tu rację, że ten podpis to już trochę niepoważna sprawa, bo sam go napisałem, podobnie jak powyższy tekst, więc w tej sprawie istnieje bardzo niewielkie prawdopodobieństwo mojej pomyłki, a poza tym mój podpis to moja sprawa, i nic nikomu do niego, jak się wam mój podpis nie podoba, to możecie go nie czytać, proszę bardzo, śmiało, okażcie brak szacunku dla mnie i mych poglądów przez nieczytanie tego podpisu, pewnie macie coś ważniejszego do roboty, ale jeżeli to czytacie, to chyba znaczy, że przeczytaliście poważny w większości tekst poprzedzający ten w całości niepoważny podpis, tak bajdełej ciekawe, czy ktoś przeczytałby cały ten podpis na jednym oddechu głośno i wyraźnie, chyba niewiele takich osób by się znalazło, bo nawet mi się to nie udało, nie, żebym miał płuca jak wieloryb, ale pojemność płuc mam niczego sobie, nie wiem, ile dokładnie, ale co nieco ćwiczyłem, wy też możecie, można na przykład pływać, a konkretnie nurkować, bo to bardzo dobrze wpływa na pojemność płuc, oczywiście mam na myśli nurkowanie beż butli z powietrzem czy czymś takim, chodzi mi o coś takiego jak zwykłe zanurzenie się pod wodę i sprawdzenie, ile czasu się wytrzyma albo przepłynięcie pod wodą jak najdłuższej odległości, można to zrobić nawet na basenie, przy okazji możecie spalić trochę kalorii, bo w ciągu godziny ciągłego pływania można spalić 650-700 kalorii, czyli około pół litra kisielu, ale nie jestem pewien czy to się odnosi do wszystkich kisieli, czy tylko do tego jednego, który ja wziąłem pod uwagę, albo też nie pół litra kisielu, ale dwa i pół batona, i tu znowu nie jestem pewien, o jaki baton chodzi, bo ja te dane wziąłem z licznika kalorii, a tam było napisane tylko baton 1 szt i dlatego te dane nie są do końca pewne, bo przecież ktoś może opracować niestandardowy model batonu, bardziej lub mniej kaloryczny, i wtedy dopiero będzie afera, a wracając do tematu, ciekawe, czy ktoś pamięta, jaki ten temat miał być, he he he, bo ja tu tak ględzę i ględzę bez ładu i składu, a jestem w tym dobry, jak widzicie, bo to cały czas mój podpis, tak sobie myślę, że jakby zrobiono zawody w ględzeniu o różnych ciemnotach to chyba bym wygrał, przynajmniej na szczeblu rejonowym, bo nie znam nikogo, a moi znajomi też nie znają nikogo, kto by potrafił tyle ględzić o idiotyzmach co ja, ale wracając do tematu, o, chyba się powtarzam, jakie to zabawne, powiedziałem coś, potem co innego, a potem znowu to, co wcześniej, a tak w ogóle to chodziło o to, że skoro nadal to czytacie, to zapewne przeczytaliście ten tekst, oczywiście mogliście go pominąć i czytać tylko ten podpis, ale na ogół czyta się od początku do końca, więc jeśli ktoś to przeczytał, to bardzo dziękuję za poświęcenie chwili temu wytworowi mego umysłu koniec kropka the end i żył długo i szczęśliwie bo się o to zatroszczył i wybrał zawczasu odpowiedni fundusz emerytalny, ale nie napiszę, jaki, bo byłaby to reklama, a wtedy moje poglądy na temat reklam mogłyby zostać podważone, że niby ich nie lubię, a sam czynię to, czego niby nie lubię, i chyba już starczy tego pisania, idę spać, dobranoc, pchły na noc, trutki na karaluchy pod azbestowe poduchy, niech wam napalm chłodnym będzie, skończyłem podpis, o kurde, ale mi zarąbisty podpis wyszedł, no ja pierniczę, takiego podpisu to ja jeszcze nie miałem, fajny, nie?