pan_T.A.Rej
Sąd

    Oj, porobiło się, porobiło, w naszej Okolicy. Każden jeden tubylec teraz na sądach, a prawie, zna się, niczym jaki asekurant, czy inny asesor. A wszystko niewinnie się zaczęło. Córka Sołtysa, Gienka, ze szkół, z USA wróciła. Tylko, że teraz, po tej Ameryce, to ona nie Gienka, a Dżena do siebie wołać kazała. Sołtys wyżej teraz nos, niż czubek głowy nosi, ale rację ma, bo szkoła teraz rzecz najważniejsza. Choć Gienka - przepraszam, Dżena - mówi, że najważniejszym z tej nauki, to był kurs w Kole Młodych Feministek. Czego to dotyczy, na razie nikt w Okolicy nie wie, ale co bardziej mądrzy mówią, że Dżenie się pomieszało, że pewnie o ministerki (od ministrów) chodzi. A że "fe" na początku dodała? Bo zimno jest, to i izby dawno nie wietrzyli. Jeszcze i to, że przyzwyczajona do zaduchu i spalin w mieście, a u nas powietrze świeże, choć może od pól naturalnem nawozem troszkę czuć. Tak teraz wszystko jej się na "fe" kojarzy.
    Z tymi sądami to było tak. Wszystkie nasze chłopaki za punkt honoru sobie postawili, by do Dżeny kulturalnie zagadać, a rozmowę zagaić, aby za światowca móc uchodzić. Pierwszemu udało się to Staskowi, co to wedle drogi w las mieszka. Naszedł ją koło sklepu, i od razu światową, telewizyjną gadką się odzywa. Że  dzień dobry pannie Dżeny, i że panna Dżeny, ładnie, jak zwykle, wygląda.. A ta jak nie huknie na niego, jak go od zboczeńców zacznie wyzywać, a sądami straszyć. Po czym z płaczem uciekła.  I tak przy całej wsi, bo jako, że w polach już zasiane, to wszyscy pod sklepem się na pogaduszki zebrali. Tak to się zaczęło. Tydzień nie upłynął, jak Stasek i reszta, jako świadkowie, do miasta zostali wezwani.
    W sądzie, jak trzeba, każdy wyglancowany, wypucowany się stawił. Wszyscy ciekawi, o co chodzi. A sprawa była o to, że Stasek pannę Dżeny publicznie słowem napastował. Na to Stachu wstał, i od razu się broni, że jeśli chodzi o pastowanie, to on owszem, ale ostatni raz mu się zdarzyło, jak we wojsku był. A i to nigdy publicznie, tylko w specjalnej kańciapie, nigdzie indziej pastować nie było wolno. Ale to buty, bo chłopak obyty, i wie, że ludzi się nie pastuje, a co najwyżej myje. Z tym też ostrożnie i nie za często, bo wodowstrętu, czyli wścieklizny, można dostać. Wtedy jedna pani, w czarnej sukmanie i z łańcuchem na szyi, krzyczeć na niego zaczęła, że to obraza sądu, i żeby cicho siedział, jak go się nikt nie pyta.
    Co tam dalej było, to detalicznie nie wiem, bo - zmęczony po wczorajszych imieninach  - przysnąłem na chwilę. Obudziłem się, jak akurat Maniek - stolarz, za świadka był wezwany. Tłumaczył, że, Wysoki Sądzie, jak dziś pamięta, była siódma trzydzieści wieczorem, bo od Kazików z telewizora, dziennik było słychać. A potem była akurat jego kolejka, to wypił te swoje obiadokolacje i film mu się urwał. I na tym jego pamiętanie się skończyło. Na to Dżena się odzywa, że alkohol nie usprawiedliwia przestępstwa, i że jemu też dołożą, bo się na nią wtedy nieprzyzwoicie spojrzał. Wszyscyśmy zgodnie głowami pokiwali, bo faktycznie, odkąd Mańkowi drzazga spod krajzegi w oko strzeliła, to patrzy tak dziwnie jakoś. Teraz wiemy, że to jego patrzenie, to się "nieprzyzwoicie" nazywa.
    Następny Kazik, ten co to telewizor ma, wezwany został. Ten, to naprawdę światowiec, dowcipami - co to je w TV usłyszał - sypie, co nieraz ich nie rozumiemy, ale każdy się śmieje, żeby za ciemne mase nie uchodzić. Kazik najpierw się chciał tłumaczyć, że on nic nie wie, bo wtedy, jak każdy porządny obywatel, dziennik oglądał. Ale okazało się, wcześniej, w sklepie, jak napój w monopolu państwowem wyprodukowany kupował, to w przytomności poszkodowanej, dowcip świński opowiedział. I tym się wobec niej przemocy dopuścił. Na to Kazik zaczął się tłumaczyć, że to nie może być, bo on na temat trzody nigdy nie żartuje, bo sam jest hodowcą, i wie, że to poważna rzecz. A jeśli chodzi o te przytomność, to on nie wie, czy panna Dżena była przytomna, ponieważ on na medycynie się nie zna, bo dopiero dwa odcinki tego filmu o szpitalu obejrzał. I o tej przemocy to też nic nie wie, tu każdy z Okolicy zaświadczyć może, że on słabego zdrowia jest i z nikim nie zadziera, a co dopiero o biciu, czy innej przemocy mówić.
    Co racja, to racja. Kazikowa okrutnie go pierze, bo marnej postury chłopina. Z tego wszystkiego, to Kazik nawet nie pije, tylko kupuje - uczciwie, za swoje - i co najwyżej z nami posiedzi. I tęsknie popatrzy, jak sami radośnie te dary spożywamy.
Ale te dzisiejsze kobiety takie są. Nic, tylko by pokazywały swoją wyższość nad chłopem. No, ale tu to jest i wina Kazika. Mógł sobie babę wedle swojej postury dobrać. Ale on oszczędny jest. Myślał, że jak dużą kobietę sobie weźmie, to do pługa ją zaprzęgnie i na traktorze zaoszczędzi. A wyszło na to, że on teraz za dwoje orać musi.
    Ale do tych sądów wracając, to na razie ta pani w czarnej sukmanie sprawę odłożyła i powiedziała, że musi się spotkać z kimś od psów (Kazik mówi, że to chodzi o doktóra od głowy, jakiś psycholityk, ale mu nie wierzę, bo co taki doktór miałby mieć w nazwie psy? Chociaż może ma rację, bo strasznie nerwowa była). I dodała, że nam jeszcze sprawę założy za robienie śmiechu z sądu. No, co ona sobie założy, to przy wszystkich chwalić się nie musi, bo to nieładnie. A z tym śmiechem, to nie wiem, o co jej chodziło? Przecież wszyscyśmy poważni byli, jak rzadko kiedy. Przecież sąd, to poważna rzecz, co nie?


z sądu - dla AM:
pan_T.A.Rej


Na pochyłe drzewo babka wróżyła