REALITY SHOW 3 - SĄ JACY SĄ
Fenomen pewnego specyficznego programu z cyklu reality show utrzymuje
się nieprzerwanie już kolejny rok. W ciągu ostatnich dwunastu miesięcy
widzowie zostali poddani wielu następującym po sobie cięzkim próbom,
wymagającym od nich anielskiej cierpliwości. Nie da się ukryć że są
coraz bardziej niezadowoleni poczynaniami wykonawców i pozostałych
mieszkańców wielkiego białego domu. Grono wykonawców nie zmieniło się
zasadniczo, nadal stanowią je przedstawiciele lewej strony sali. Po
poprawieniu błędów starych uczestników przyszedł czas na popełnianie
własnych, co wykonawcom wychodzi bardzo dobrze. Przewodniczący grona
nigdy nie cieszył się taką antypatią widzów jak obecnie, co pozwala
przypuszczać, ze mimo tego iż zaczynał z niejakimi nadziejami, skończy
marnie. Na razie jednak spryciarz jakoś się trzyma, a ostatnio nawet
zdobył wyraz sympatii większosci mieszkańców domu.
Antypatię widzów podsycają umiejętnie starzy znajomi z grona krzykaczy
i fanatyków. Cały wielki biały dom rzuca się sobie do gardeł, wszyscy
twierdzą co innego a widz jest coraz bardziej zdenerwowany takim obro-
tem sprawy. Zadziwia pomysłowość coraz bardziej wyszukanych metod zwra-
cania na siebie uwagi telewidzów, jak choćby na przykład przykucie się
kajdankami jednego z fanatyków do kaloryfera. Dla odrobiny uwagi ze
strony oglądających można zachowywać się nawet jak cierpniętnik ze
skłonnościami sado-maso. Ów fanatyk zasłynął także tym że pewnego dnia
wygonił z domu pozostałych mieszkańców po czym zrobił sobie z niego
salon, jadłodajnię i sypialnię tylko dla siebie. Z faktem tym nie pogo-
dził się jednak dozorca wielkiego białego domu i przy pomocy kilku
porzadkowych wyniósł wierzgającego lokatora. Mimo tyle zabawnych co
żenujacych metod działania mieszkańców widz mądrzeje i ostatnio za-
równo krzykacze jak i fanatycy stracili nieco na popularności. Nie mar-
nują jednak okazji do jej odzyskania i dołożenia jakiemu popadnie
mieszkańcowi innej części sali. Do swoich niecnych celów wykorzystali
dwa wielkie rozgrywające się poza wielkim białym domem widowiska.
Jeżeli mieszkańcy wielkiego białego domu mieli pecha zamoczyć palce
w działalności niekoniecznie zgodnej z prawem, kierownictwo domu może
ogłosić walne zebranie mieszkańców celem zbadania takowej działalności.
Było tak w przypadku wielkiej afery korupcyjnej, z którą powiązani byli
co ważniejsi mieszkańcy i osoby spoza domu, na przykład z otoczenia
Wielkiego Brata. Walne zgromadzenie, w którego skład wchodzą delegaci
z różnych miejsc na sali, uznało za stosowne przesłuchać w tej sprawie
jak najwieksze grono mniej lub bardziej związanych z nią uczestników,
wykonawców i nawet samego Wielkiego Brata, który jednak skutecznie się
zasłonił. Oczywistą rzeczą było że członkowie zgromadzenia będą obrzu-
cać kalumniami zarówno siebie jak i tych z którymi rozmawiali. Wice-
przewodniczący zgromadzenia z diabelską konsekwencją nabijał się więc
z pani reprezentującej krzykaczy, która nie umiała korzystać z telefo-
nu komórkowego lecz za to lubiła owies. Przedstawiciel fanatyków został
przez nich samych ze zgromadzenia relegowany. Wszystkich przebił
przewodniczacy wykonawców, który pożarł się nie na żarty ze swoim odpo-
wiednikiem w zgromadzeniu. Po tym zdarzeniu niektórzy mogli pomyśleć
że to własnie o przewodniczącym wykonawców śpiewała lata temu grupa
Ledy Pank. Na forum zgromadzenia mieszkańców dochodziło do znacznie
większej liczby podobnych wybryków. Jest to dziwne, gdyż istotą takich
zgromadzeń jest własnie zgoda wszystkich lokatorów, tymczasem mamy
do czynienia z większą niż zazwyczaj ich wzajemna niechęcią.
Niechęć ta dała się - niestety - zaobserwować i w wypadku innego, dużo
bardziej doniosłego zdarzenia. Otóż producenci analogicznych programów
z cyklu reality show z całej Europy Zachodniej połączyli się swego
czasu w jeden wielki program, którego celem było zadowolenie widza
większe niż byłyby w stanie to czynić pojedyncze programy w danych pań-
stwach. Owi producenci postanowili że dobrze byłoby aby nasz własny
program stał się częścią tego wielkiego programu, przy obopólnej
korzyści. Było to iskrą na prochy wśród mieszkańców wielkiego białego
domu, z których jedni chcieli przyłączać się zaraz, inni trochę pocze-
kać, pozostali zaś odwrócili się od propozycji z pogardą i stwierdzili
że nigdy nie pójdą na coś takiego, gdyż wtedy program straciłby swój
odrębny charakter i musiałby podlegać zasadom wspólnym dla wielkiego
programu. Rzeczą najwazniejszą było jednak przekonać widzów, gdyż to
do nich należała ostateczna decyzja, co zrobią ze swoim programem.
Po raz kolejny okazało się że mieszkańcy domu wyżej stwaiają ciepłe
miejsce w domowym foleliku niż zyskanie aprobaty widzów którzy to
miejsce im przyznali. Niby to przekonywali, mówili, tłumaczyli, ale tak
naprawdę przekrzykiwali jedni drugich. Nie potrafili uzgodnić wspólne-
go stanowiska nawet wobec tak ważnej kwestii. Widać więc że mieszkańcy
wielkiego białego domu po prostu są jacy są. A są niereformowalni i to
od lat, ciągle się kłócą i mają widzów w głębokim poważaniu. W takich
okolicznościach fakt, że widzowie zdecydowali się przystąpić do wspól-
nego programu, przemawia na ich korzyść, tym bardziej że niemal do
ostatnich chwil wykazywali niezdecydowanie godne samych uczestników.
Zatem - są jacy są. A skoro są tacy sami od lat to czy warto o nich
pisać? Można by podobny tekst pisać codziennie, co tydzień, co miesiąc,
a i tak zebrałoby się dużo śmiesznych efektów działalności uczestników
naszego kochanego programu. Każde nowe podsumowanie byłoby jednak pisa-
niem o tym samym, ubieraniem fanaberii uroczych mieszkańców w inne
słowa. Poprzestańmy zatem na trzech częściach niekończącej się opowieś-
ci. Jeżeli będziesz chciał, szanowny Czytelniku, Reality Show 4, napisz
go sobie sam. To przecież bardzo łatwe. Chociaż kto wie, nie należy
mówić nigdy. Nie wiadomo czym zaskoczy nas nasz program z cyklu reality
show, który w niedługim czasie będzie częścią wiekszego programu z tego
samego cyklu. Reality show must go on...
Donald
19-06-2003